Ja zapraszam kolegów widzących tylko swoje problemy, których nie rozwiązuje właściwie system opieki zdrowotnej do mnie na 1 dzień. Do rejestracji. Od 7 do chociaż 15. Mam POZ i 12 poradni. 2 nr telefonów bo więcej nie miało by sensu skoro 2 osoby są do odbierania. Ale jeszcze mają nieraz kilkanaście osób przy okienku, stertę skierowań bo nadal nie wszyscy są "elektroniczni", drugą stertę zleceń na recepty. Wydają te recepty - no bo nie wszyscy elektroniczni. Do tego sporo dokumentacji do kopiowania niemal codziennie dla ZUS, sądów, prokuratury na ich żądanie. Jeszcze więcej dla ubezpieczycieli i pacjentów na ich prośby. A na te 2 numery w szczycie jednocześnie dzwoni kilkadziesiąt osób. Dodzwonią się w danej chwili tylko dwie. Bo dwa numery przecież........... Do tego informowanie gdzie są poradnie których nie mamy. Akcje profilaktyczne. A na tyle poradni zawsze się ktoś wysypie. W ostatniej chwili dzwoni lekarz - nie dojadę bo korek, kapeć, awaria, mama chora, przedszkole nie czynne i trzeba zająć się 25 umówionymi pacjentami, którzy nie przyszli na umówiona godzinę, tylko siedzą wszyscy pod gabinetem i czekają, przerejestrować i wysłuchać jaki tu burdel plus serię obelg itp itd. Bo oni są chorzy, a lekarz nie maił prawa zachorować, czy mieć problemu. Dlaczego nie ma zastępstwa, przecie to oni płaca na nasze pensje (przypomnę ok 14 zł za pacjenta miesięcznie....) Do tego masa sprzętu, i zawsze coś padnie, nie zadziała. To wszystko najpierw trafia do rejestracji. Do systemu trzeba wprowadzić, z internetem się kłopoty zdarzają, system pokazuje brak ubezpieczenia - to nie nasza wina ale znów powód do serii bluzgów do bogu duch winnej rejestratorki. I nawet 500 pacjentów w ciągu dnia. DO tego zgony i wizyty domowe z których zdecydowana większość jest bezpodstawna bo zgodnie w przepisami te osoby powinny samodzielnie dotrzeć do przychodni. Gorączka czy wiek nie są dla NFZ podstawą to wizyty domowej. . Przychodnia na tyle duża, że zamęt, ale na tyle mała, że nie ma szans na informatyka na etacie, serwisanta na etacie czy więcej osób w rejestracji, bo na s nie stać. Kiedy czytam, że coś między kawą a ciastkiem się robi to .... cóż - łatwo obrażać, czy nie doceniać innych. Małe to ale typowe dziś.
Pomijam dodatkowe kwiatki jak kilka razy dziennie, zawsze pojawiający się pacjenci którzy używają wobec personelu z byle powodu takich bluzgów, że o istnieniu niektórych nie wiedziałem, a potem przy piwku opowiadają jak to ich w przychodni źle potraktowano.
Niedawno znajomy zainterweniował u mnie, że sąsiadka jego mamy, milutka starsza pani, 87 lat została u nas przez lekarza źle potraktowana. Odmówił jej prostej przysługi. No weź doktorowi uwagę zwróć, to starsza pani, no trochę empatii trzeba. Miła starsza pani komu się dało opowiedziała. Wszyscy oburzeni. Jak można. Starsza pani. Taka miła, cichutka, 87 lat. Burdel w tej przychodni.
Fakty były takie - miła starsza panie weszła do gabinetu z dokumentem w j. niemiecki do wypełnienia, rzuciła pogardliwie na biurko i mówi: te nasze santoria to straszna nędza, ale ja mam do Niemiec z fundacji. Pan to tylko wypełnij i podpisz, że mogę mieć ćwiczenia na kręgosłup. A doktor - ale jakieś dokumenty, pani nie chodzi do naszego ortopedy, nie mam dokumentacji systemie. Ja nie wiem czy pani może. Na to pani. Ja cię gówniarzu nie pytam co ty wiesz i o twoje systemy tylko podbij bo ja jutro musze to wysłać, całe życie składki płaciłam na was. Doktor mówi - ale ja nie mogę, poza tym to jest po niemiecku. Starsza miła pani, 87 lat: ty - tu wiązanka łacińska, ordynarność level pro, Boga w sercu nie masz. Bydlaku, na pewno z sbeckiej rodziny. Ja cię załatwię. Ale to taka miał starsza pani. A doktor. Cham bez empatii. Jak on może z ludźmi pracować. 99% opowieści znajomych a nawet rodziny wygląda tak, że byli mili, sympatyczni, a ta druga strona (przychodnia, szpital, urząd, ktokolwiek) bez żadnego powodu potraktował ich źle. JA tylko chciałam co mi się należało, składki płacę, za moje ma pensję i tak mnie potraktował..... Tyle, że każdy widzi tylko swoją rację. A i wyobraźcie sobie czy dali byście radę być uśmiechnięci, serdeczni, mili dla osoby wchodzącej po tej pani.........
To nie jest tak że termin do specjalisty jest odległy bo nie chcemy leczyć, to nie jest tak, że usługi odmawiamy a należy się. Lekarze chcą leczyć, a odmawiamy usług, których nie wykonujemy, bo nie możemy, nie powinniśmy, albo się nie nalezą. Zlecenie badań, diagnostyki - to nie są opcje na życzenia pacjenta. O ich konieczności decyduje lekarz. Koszyk świadczeń gwarantowanych oznacza , że zawarte w nim działania są dla nas dostępne, jeśli taką konieczność widzi lekarz. Pacjenci uważają że są one na życzenie. A to nieprawda. Stąd też wiele konfliktów.