Wczoraj udałem się na wielką wyprawę do wielkiego (lekko licząc, myślę, ze 150 tys. mieszkańców) miasta - w mojej norze obejrzeć można jedynie zegarki zbyt elitarne, abym śmiał wejść do jednego z kilku oszałamiających butików (np. Albert Riele, Fossil, Timex, Skagen, czy Aztorin) w celu pooglądania se. Przymierzałem na moją nie aż tak szczupłą łapkę (ca. 19-20mm) m.in. Longines Conquest GMT powyżej i prezentował się fajnie - ale grubas nieprawdopodobny jest. Natomiast nowe kwarce Conquest (43mm) wyglądały, jak (z całym szacunkiem) Orient Patelnia - nie jestem jego wielkim fanem. Może to wina zakupionych na szybko w Rossmanie okularów do czytania (za całe 9,99) - moje "prawdziwe" połamałem, cholera, w samochodzie, ale, generalnie, obejrzawszy sporo zegarków, przekonałem się, że jestem jednak wsiokiem bez gustu , ponieważ zasadniczo większość drożyzny mocno mnie rozczarowała, a bardzo pozytywnie znalazłem kilka monstrualnych bidoków.