Ja się trochę kręcę, bo rzeczywiście był to kierunek od Longinesów, przez Omegę i IWC po Rolexa. W pewnym momencie przekroczyłem chyba wewnętrzny 'próg bólu' jeśli chodzi o wartość pojedynczego zegarka i rozpocząłem drogę "w dół". Myślę, że zegarki z różnych półek cenowych mogą cieszyć w podobnym stopniu, a uwolnienie budżetu to również pozytyw. Od jakiegoś czasu coraz bardziej się przekonuje, że DLA MNIE takie sweet spot to przedział 8-15k. No ale do brzegu 🙂
Omega jest komfortowa na moim dość sporym nadgarstku (ponad 18cm), 41.5 średnicy powoduje, że nie ma efektu beczułki, który niestety miał miejsce np. w Railmasterze. Jedynym drobnym problemem jest rodzaj wykorzystanego zapięcia czyli motylek bez mikro. Zegarek jest bardzo uniwersalny, jednak coraz częściej mam wrażenie, że przy białej tarczy wizualnie jest za dużo stali i jednolitego koloru na nadgarstku.
Stąd pomysł na Conquesta na bransolecie i z tarczą w kolorze niebieskim. Rozmiar jest bardziej współczesny niż w przypadku mojego Conquesta 35, mamy szafirowe szkło vs. pleksi, no i potencjalnie dobrą bransoletę. Tak jak już wyżej wspomniałem coraz bardziej się przekonuje, że te zegarki są na tyle różne, że spokojnie mogą egzystować obok siebie w jednym pudle.
Tutaj wchodzi, cały na czarno, Explorer, jeden z większych nudziarzy zegarkowego świata. Coś czuję, że mógłby być najlepszym wyborem, natomiast wariant 36 prawdopodobnie zniknie na moim nadgarstku. Z drugiej strony jest to jeden z niewielu zegarków, któremu mały rozmiar przystoi, a na pewno wpływa też na wygodę noszenia.