Dan Simmons - "Piąty kier".
Tym razem autor stylizuje się na A. Conan - Doyla.
Zarówno co do treści, jak i formy.
O ile zawiązanie historii raczej nie dziwi - pojawia się Sherlock Holmes,
to wysmakowany wiktoriański styl jakim napisana jest powieść zaskoczył mnie.
Simmons przypomina jak się kiedyś pisało.
Niespiesznie, z wielką starannością o szczegóły.
Bardzo udanie i dla mnie ciekawie przedstawiono realia końca XIX w. w Stanach Zjednoczonych.
Plastycznie i z dbałością o szczegóły zobrazowano architekturę miejską,
sposoby komunikacji, zaawansowanie technologiczne Ameryki w tym okresie.
Ale jeszcze bardziej interesujący jest obraz społeczeństwa, jaki kreśli autor.
Świetnie oddaje mentalność arystokracji nowego typu ( czyli ekonomicznej),
naturalny rasizm i uprzedzenia narodowościowe, drastyczne zderzenie wielkich fortun
z krańcową biedą.
Cały czas miałem wrażenie, że autor puszcza oko do czytelnika.
Poprzez potwierdzenie uzależnienia Holmesa od narkotyków,
kreację i historię profesora Moriartego, zmianę sposobu postrzegania
postaci doktora Watsona, autorską interpretację kanonicznych opowiadań Conan - Doyla
( z rozbrajającym tłumaczeniem kto naprawdę ukrywa się pod postaciami przedstawionymi w tych opowiadaniach,),
opowiedzenie o dziwactwach amerykańskich polityków
i raczkujących formacjach policyjnych oraz Tajnej Służby,
zdradzenie pochodzenia Irene Adler.
Dowiadujemy się kto faktycznie był Kubą Rozpruwaczem!
Niestety dla mnie lekko rozczarowujący był finał powieści.
Miałem wrażenie, że klasyczna zagadka kryminalna ( bardzo zresztą "Holmesowa"),
stanowiąca koło zamachowe opowieści, w finale nagle utraciła znaczenie.
Została zbyta lakoniczną scenką i dość mętnym wytłumaczeniem.
I w tym miejscu nagle konsekwentnie wiktoriańska powieść stała się mało wiktoriańska,
a najważniejsza okazała się sensacja spod znaku agenta 007.
Szkoda, bo ten zgrzyt na końcu mocno zaważył na ocenie książki.
Podobała mi się, ale bez uwielbienia.