Bond.
Postać, która towarzyszy mi przez całe życie.
Od czasu, gdy miałem 15 lat do teraz.
Mój jedyny przyjaciel ma na punkcie tej postaci kompletnego hopla.
Oglądał filmy dziesiątki razy.
Wiecznie się spieramy co do znaczenia i poziomu jakościowego poszczególnych filmów.
I chyba dlatego się znam ...
Ów przyjaciel wyciągnął mnie do kina po raz pierwszy na "Goldeneye".
Porwało mnie.
Trochę na wyrost.
Pamiętam jak powiedział, że jeśli teraz Bond skoczy w przepaść na motorze i dogoni samolot, to on wychodzi z kina.
... Nie wyszedł.
A ja razem z nim zostałem do końca seansu.
Brosnan był dobry. Choć to przecież irlandczyk.
Connery jest ikoniczny, a przecież najlepiej wspominam go z "Żyj i pozwól umrzeć", który to obraz jest poza kanonem.
Moore, to wieczne puszczanie oka do widza. A w "Ośmiorniczce" jest raczej aktywnym emerytem.
Lubiłem Daltona, ale zdjęli go za wcześnie.
Swoją drogą starzeje się świetnie- patrz serial "Penny dreadfull".
A o Craigu mówcie co chcecie, ale ten facet pokazuje jak należy nosić garnitury!