Wydaje mi się, że koledzy mieli na myśli to, że było Cię dużo i często, w krótkim okresie, zupełnie jakbyś miał jakieś ADHD, bez urazy Uważam jednak, że @johndeacon aż tak bardzo nie zasłużył sobie na pokpiwanie, trochę przykro było to czytać. A w temacie, to wróciłem niedawno od szwagra, któremu podsunąłem do poniuchania LEN. Aż go odrzuciło, powiedział, że asfalt No i pogadaliśmy sobie też o czasach, kiedy perfumy były bardziej naturalne, trwalsze, w przeciwieństwie do obecnych syntetyków, które często zapachem odbiegają już od pierwowzoru. Przykładem był, chociażby, Issey Miyake. Perfumy L"Eau d'Issey mieliśmy obaj jakieś 15 lat temu i pamiętamy, że był to zapach cudowny, oryginalny, często zbierał komplementy. Wąchaliśmy to co teraz sprzedaje się pod tą nazwą, i to jest zapach, który ma się nijak do tamtego, i jest po prostu kiepski. Z jeszcze wcześniejszych czasów przypomniały mi się jakieś francuskie perfumy, których nazwy już nie pamiętam, ale miały bardzo przyjemną nutę zielonego ogórka, czy też tej białej części arbuza przy skórce. Były tak oryginalne, że miałem je chyba tylko ja i nigdy potem już ich nie widziałem. Pamiętam tylko, że flakon był cały czarny z napisem 'Paris' bliżej spodu, może coś kojarzycie?