Gosia, politurą i spirytusem nie można kapać . Kropelka politury robi spustoszenie na powierzchni, podobnie jak kropla spirytusu . Jeśli już coś to płaski stylonowy pędzelek (1,5 cm max - najlepiej do akwareli) , zamaczamy koniec w politurze, lekko "pomiziać" (jak mówi moja żona) na kawałku folii (musi być w całości tylko wilgotny, ale nie mokry od politury) i zdecydowanymi ruchami zgodnie z kierunkiem słojów przeciągamy po odnawianym fragmencie. Nie poprawiamy !!! - przesuwamy pędzel tylko raz góra dwa. Spirytus rozpuszcza szelak pod spodem i powoduje "parzenie" politury . Ruch pędzla to potęguje. To B. WAŻNE. Nałożonej warstewce trzeba dać wyschnąć żeby coś dalej robić (min.4h). Po 4h powierzchnia wraca do normalnego wyglądu. Trzeba w to uwierzyć! Jak robimy politurę tamponem , można "przejechać" po powierzchni kilka razy (5-7) , ale nie więcej. Dopiero kolejne warstwy mogą być tamponem nakładane jak zwykła politura . Nie dociskamy za mocno. Na koniec żeby nie palić politury na tampon dajemy kropelkę oleju do politurowania (teraz tego używam, ale można lnianego np) po wyschnięciu czystą flanelą go usuwamy i możemy przeciągnąć powierzchnię - cieniutko- warstwą wosku i po 15 min wypolerować. Będzie efekt starej politury, nie za mocno błyszczącej. Jak jutro miejsce po kropli (będzie matowe) wyschnie lekko "przeszuraj" najdrobniejszą wełną stalową (0000) i zrób to co napisałem od trzeciego zdania . Będzie dobrze , dasz radę Powodzenia