Mariusz , nikogo nie deprecjonuje ani nie narzucam żadnych swoich metod, a tym bardziej w stosunku Krzyśka, którego uważam za autorytet w sprawach zegarów. Dyskutujemy na forum o tym co lepsze, wymieniamy poglądy (staram się opisać co robię i dlaczego), nie staram się nikogo pouczać, co właśnie zrobiłeś... bo tu z merytoryką nie miało to za dużo wspólnego. (w sumie moje ostatnie zdanie też jest formą pouczania więc przepraszam , ale musiałem to napisać) . Piszę, że stosuje współczesne syntetyki przy naprawie zegarów XIX wieku tylko w ostateczności. Ja i nikomu tego nie narzucam. A swoją drogą jak piszesz o fachowcach i właściwych technikach, o gustach i guścikach, to po tych zdaniach ciarki mnie przeszły, na bazie moich własnych doświadczeń . Wracając do rzeczy to muszę stwierdzić, że często zmieniam albo mieszam warstwy politury (podkreślam, którą sam robię z szelaku i spirytusu ), bo tak naprawdę trudno mi ocenić, która jest najwłaściwsza wiem tylko do jakiej barwy muszę dojść. Wydaje mi się ze politura zmienia barwę w pierwszym okresie (miesiąc?) po położeniu, podobnie jak bejce. W sumie trudno mi dyskutować na temat barwy i głębi bo nie jestem wstanie uzyskać od razu właściwego odcienia. Szczególnie przy naprawach i wstawkach. Robię to na oko z wielokrotnymi korektami, na bazie własnych doświadczeń i wielu błędów. W zasadzie mam pięć podstawowych barw, które są dość gęste, na bazie jednego spirytusu, mogę je rozcieńczać, mieszać stosować naprzemiennie. Jak próbowałem popytać stolarzy jak się kładzie politurę to jedni patrzyli jak na wariata, mówiąc "panie ja tego nie stosuje", a drudzy że nie mają czasu na naukę kogoś... i tyle. Zostaje literatura, internet i nauka na własnych błędach. Po prostu uczę się sam. Wiem jak ciężko się zaczyna i staram się pomóc, a nie staram się zaistnieć, nie mam takich ambicji ...