Rozpisałem się, jednak powiedziałem za mało. Z psychologicznego punktu widzenia można łatwo powiedzieć, dlaczego kiedyś te same zegarki kosztowały 10zł, a dzisiaj kosztują 100 czy 200. To, że się społeczeństwo wzbogaciło, to nic nie znaczy, żaden argument. Krótko się zajmuję zegarkami, ale też widziałem ten wzrost cen - nawet parę lat temu ceny czasomierzy z ZSRR były parę dyszek niższe. Kilkanaście złotych za jakikolwiek sprawny zegarek w dobrym stanie - to rzeczywistość, której już niestety nie pamiętam i okazja, której nie wykorzystałem. Trzeba przyjąć, że jest kilka kategorii rynku kolekcjonerskiego. Tomek, jasne, że trudno mówić o tym, że jest w Polsce jakiś poważny lokalny światek antykwaryczny z finansowymi możliwościami. Niedawno nie było go w ogóle, teraz się trochę rozwija - jednak według tego co obserwuję i o czym czytam, widać już wyraźnie ucięty ogon tego łańcucha. Argumenty opisałem wcześniej i wydają mi się racjonalne. Wcale nie sprawia mi to satysfakcji. Nawet ceny starych zegarków, będą zależały od trendów i tego co będą znaczyły w świadomości społecznej. Żaden ze mnie analityk, żeby coś wieszczyć. Może trochę przez to, że powoli się zakotwiczam w rynku sztuki i chcę się z tego utrzymywać (a to branża bardzo pokrewna) wiem, że wszystko zależy od budowania ciekawości odbiorcy. Ogólne zainteresowanie zegarkami z ZSRR powstało z tymczasowej fascynacji epoką PRL i sentymentu do czasów młodości - naszej, naszych rodziców czy dziadków. Ta tendencja nie będzie rosła, bo nie może. Jakbyśmy na nią w przyszłości nie dmuchali i chuchali na tym paliwie już nie pojedzie. Nie mówię, że teraz znów zegarek będzie kosztował 10zł. Nie uwierzę jednak, że za komandira czy pobiedę ktoś zapłaci więcej niż dzisiaj, a mam wrażenie, że oprócz jakichś rzadkich rarytasów ceny radzieckich są minimalnie niższe. Rzeczywistość w której jesteśmy jest to sytuacja, której nie było w całej historii. Nie ma na tyle tęgiej głowy, która zbuduje wizję rynku przyszłości i której nie można podważyć. Można jednak analizować i się zastanawiać. Podkreślam, że to nie moje słowa - ale wchodząca w dorosłość generacja, ma trochę inne kody w głowie. To nie tak, że teraz wszystko padnie znów na pysk - przecież nadal my będziemy zbierać zegarki. Jednak ilość zainteresowanych może spadać. Sorry, za pragmatyzm powyżej. Winyle to akurat najjaśniejsza gwiazda w naszym zestawieniu. To fascynujące, że nawet nowe tłocznie powstają na świecie. *Aha, co do wizji tego co może być dalej i jest teraz - często myślę sobie o tym, że niesamowitą jakością jest to forum. Gdyby go nie było, nie wiem czy aż tak bym się nakręcił się kiedyś na te zegarki. Poza tym, fajnie gdyby powstawały jakieś opracowania - monografie o Błoniach Władysława Mellera, czy Pierwsza Moskiewska Fabryka Zegarków im. Kirowa Wojciecha Tymkiewicza to najlepsze kroki, żeby zachęcać ludzi do kolekcjonowania na poważnie.