To dosyć nietypowe mycie było, bo nie działały cytryna czy cilit. Brud był wżarty, albo farba wypłowiała - może to i to. Na szczęście liznąłem trochę technologii graficznej, no i zrobiłem prosty roztwór z odrobiną nitro. Sprawdziłem kiedyś, że jak położyć tarczę odwrotem na nasączoną gazę, to przez kilka sekund zje trochę farbę z góry. Można to było zrobić tylko w tym uralu, bo fabrycznie nie miał nadruku. Trochę zabawy było z indeksami, żeby mieć odczyścić bezinwazyjnie. No i lumę się kruszyć boję, bo we wczesnych uralach najwięcej chyba tego radu czy innego syfu było. Ural będzie w nowej, stalowej kopercie, na mechanizmie Mołni. Składany, ale staram się, żeby był ze smakiem - idzie na rękę, nie do gablotki.