Panowie, bo Wy wszyscy za dużo rozkminiacie, jakby z tego można jakiś doktorat napisać w Wyższej Szkole Kolekcjonowania Zegarków.
Za tym nie ma żadnej teorii. Póki mogę, póki podróże, finanse i inne okoliczności na to mi pozwalają - bawię się. Czerpię z tego radość, z trollowania samego siebie przed Wami także, a Wasze reakcje wywołują uśmiech (nie śmiech) na mojej twarzy (mam nadzieję, że z wzajemnością). Karawana się toczy, ja sobie degustuję, jak jeszcze niechcący innym uśmiechu przynoszę - no to tylko się cieszyć
Co do przetwarzania wyników - nie ma co przetwarzać. To jest połączenie mojego gustu, dotychczasowych dziesiątek sztuk przewalonych przez nadgarstek, niejednokrotnie impulsu w danej chwili (tak - zdarza mi się kupić zegarek jak batonik przy kasie), innych sztuk, które akurat mam w pudełku i nie chcę dublować. Itepe itede.
W tym konkretnym przypadku miałem możliwość "wypożyczenia" Polarisa na kilka dni, porównania ze Speedym i podjęcia bardziej dojrzałej decyzji co do ewentualnego zakupu. No i dla mnie werdykt końcowy jest jaki jest. Przy czym jeszcze raz podkreślam - przez kilka dni miałem oba zegarki ze sobą i obu używałem. Myślę więc, że tym razem decyzja była zaprzeczeniem impulsu.
Wytłumaczyć decyzji na 100% się nie da, może jeszcze przed oddaniem Speedyego zrobię na ten temat jakiś film.