Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Gość Waldeusz

Co noszą znani ludzie?

Rekomendowane odpowiedzi

Dokładnie. Zegarki przez wszystkie afery ogółowi kojarzą sie wyłącznie z korupcją. Nie mówiąc już o tym że narracja jest (może to tylko mój subiektywny odbiór) zawsze w stronę oburzenia nad drogimi zegarkami jakby sam fakt ich istnienia/posiadania był czymś złym niezależnie od źródła ich pochodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
51 minut temu, beniowski napisał(-a):

W auta niech inwestuje - w Polsce nikt się nie przyczepi jak podjeździe furą choćby za milion, no chyba że będzie to Jaguar lub Porsche; ale już BMW serii 7 albo Mercedes klasy S to normalka. Za to za Tag Heuera zjadą go od prawej do lewej. 

Jesteśmy krajem na dorobku. Dlatego status społeczny wciąż często określa się samochodem wyższej klasy. Zegarek za kilkadziesiąt tysięcy euro to już jednak fanaberia, ostentacja, a czasem wręcz grzech (ciężki) - coś, co niemal automatycznie zaczyna być postrzegane jako potencjalnie związane z przestępstwem.

Potrzebujemy jeszcze trochę czasu, żeby przywyknąć do tego, że zegarek może być po prostu zegarkiem, a jego cena nie musi być dowodem na nic więcej.

We Włoszech nikogo szczególnie nie dziwi widok kelnera z Rolexem na nadgarstku. U nas taki widok potrafi wywołać niemałe zaskoczenie, a czasem nawet oburzenie. Ba, nawet na naszym forum 😆 

 

Jeszcze trochę wody w Wiśle musi upłynąć.

Cytat

chyba że będzie to Jaguar lub Porsche

Nie, raczej Bentley lub Rolls Royce.

Porsche jeżdżą zapracowani, skromni lekarze.

 

Kacprz.jpg

Edytowane przez Autor1984

"Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje." Marek Aureliusz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
46 minut temu, Autor1984 napisał(-a):

Jesteśmy krajem na dorobku. Dlatego status społeczny wciąż często określa się samochodem wyższej klasy. Zegarek za kilkadziesiąt tysięcy euro to już jednak fanaberia, ostentacja, a czasem wręcz grzech (ciężki) - coś, co niemal automatycznie zaczyna być postrzegane jako potencjalnie związane z przestępstwem.

Potrzebujemy jeszcze trochę czasu, żeby przywyknąć do tego, że zegarek może być po prostu zegarkiem, a jego cena nie musi być dowodem na nic więcej.

We Włoszech nikogo szczególnie nie dziwi widok kelnera z Rolexem na nadgarstku. U nas taki widok potrafi wywołać niemałe zaskoczenie, a czasem nawet oburzenie. Ba, nawet na naszym forum 😆 

 

Jeszcze trochę wody w Wiśle musi upłynąć.

Nie, raczej Bentley lub Rolls Royce.

Porsche jeżdżą zapracowani, skromni lekarze.

 

 

Zgadzam się z tobą, niemniej, tam piszą też o Tagach - one naprawdę nie kosztują fortuny. Choć oczywiście zdaję sobie sprawę że każdy zegarek powyżej 5 tysięcy w Polsce może uchodzić za luksusowy. Wielu polityków ma garnitury o wiele droższe niż zegarki które noszą; no ale ludzie łatwo nie rozpoznają. Dlatego ja się cieszę że, mając na uwadze mój zawód i moje skromne dochody,  nie jestem osobą publiczną, bo od razu by ze mnie złodzieja i hochsztaplera zrobiono. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nigdy  nie mogłem tego zrozumieć, że w Polsce posiadanie bardzo drogiego samochodu nikogo nie dziwi, wręcz budzi szacunek, a drogi, dobry zegarek postrzegany jest jako głupia fanaberia kogoś kto chce wszystkim pokazać, że jest bogaty. Pamiętam jak przez wiele lat jeździłem samochodem, który był tańszy od mojego zegarka i bardzo mi było z tym dobrze. Gdybym miał teraz do wydania luźne pół miliona, to bym sobie za to kupił jakiegoś F.P. Journe, a nie nowy samochód. I dużo lepiej bym na tym wyszedł przy ewentualnej odsprzedaży. Ludzie w Polsce rzadko są w stanie sobie wyobrazić, że zegarki mechaniczne mogą być dla kogoś prawdziwą pasją. A jak zaczynasz coś tłumaczyć, to większość nie zada sobie nawet trudu aby to zrozumieć, ponieważ nie posiadają umiejętności słuchania wypowiedzi innego człowieka o tematach, które ich samych nie interesują.

Kolega Autor1984 pisze, że jako społeczeństwo potrzebujemy jeszcze trochę czasu. Tylko, że od 1989 roku minęło już wiele, wiele lat i nic się nie zmienia. Wydaje mi się, że Polacy nigdy nie będą mieli takiego zmysłu estetycznego jak Włosi i nie będą tak dbać o ubiór czy zegarek. Włosi za to nie są tak pracowici i zorganizowani jak Polacy 🙂


" Nikomu nieznane tajemne serce zegara " - Elias Canetti

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, mylof napisał(-a):

Ludzie w Polsce rzadko są w stanie sobie wyobrazić, że zegarki mechaniczne mogą być dla kogoś prawdziwą pasją. A jak zaczynasz coś tłumaczyć, to większość nie zada sobie nawet trudu aby to zrozumieć, ponieważ nie posiadają umiejętności słuchania wypowiedzi innego człowieka o tematach, które ich samych nie interesują.

👌 Jak każdą pasją. 


=> Joie de Vivre <=

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 Patek Philippe Calatrava 6007G-001 w białym złocie. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz. Droga łapówka, oj droga.

17921100_1.jpg

Edytowane przez Conway

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, mylof napisał(-a):

Nigdy  nie mogłem tego zrozumieć, że w Polsce posiadanie bardzo drogiego samochodu nikogo nie dziwi, wręcz budzi szacunek, a drogi, dobry zegarek postrzegany jest jako głupia fanaberia kogoś kto chce wszystkim pokazać, że jest bogaty. Pamiętam jak przez wiele lat jeździłem samochodem, który był tańszy od mojego zegarka i bardzo mi było z tym dobrze. Gdybym miał teraz do wydania luźne pół miliona, to bym sobie za to kupił jakiegoś F.P. Journe, a nie nowy samochód. I dużo lepiej bym na tym wyszedł przy ewentualnej odsprzedaży. Ludzie w Polsce rzadko są w stanie sobie wyobrazić, że zegarki mechaniczne mogą być dla kogoś prawdziwą pasją. A jak zaczynasz coś tłumaczyć, to większość nie zada sobie nawet trudu aby to zrozumieć, ponieważ nie posiadają umiejętności słuchania wypowiedzi innego człowieka o tematach, które ich samych nie interesują.

Kolega Autor1984 pisze, że jako społeczeństwo potrzebujemy jeszcze trochę czasu. Tylko, że od 1989 roku minęło już wiele, wiele lat i nic się nie zmienia. Wydaje mi się, że Polacy nigdy nie będą mieli takiego zmysłu estetycznego jak Włosi i nie będą tak dbać o ubiór czy zegarek. Włosi za to nie są tak pracowici i zorganizowani jak Polacy 🙂

Myślę , że to wynika z pewnej hierarchii potrzeb. Generalnie większość ludzi najpierw pomyśli o wydatkach typu samochód, dom bo to rzeczy praktycznie niezbędne do funkcjonowania w naszym kraju. Zegarek mechaniczny tak naprawdę w dzisiejszych czasach nie ma racjonalnego uzasadnienia - są kwarce, smartwatche, wreszcie komórki. Myślę, że przeciętny człowiek rozumie sens zakupu bmw 7, s klasy czy a8 bo widzi racjonalne różnice między nimi, a samochodami niższych klas. W przypadku zegarków mechanicznych trudno znaleźć racjonalny argument przemawiający za ich zakupem (może poza modelami na których teoretycznie można zarobić na rynku wtórnym)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, mylof napisał(-a):

Nigdy  nie mogłem tego zrozumieć, że w Polsce posiadanie bardzo drogiego samochodu nikogo nie dziwi, wręcz budzi szacunek, a drogi, dobry zegarek postrzegany jest jako głupia fanaberia kogoś kto chce wszystkim pokazać, że jest bogaty. Pamiętam jak przez wiele lat jeździłem samochodem, który był tańszy od mojego zegarka i bardzo mi było z tym dobrze. Gdybym miał teraz do wydania luźne pół miliona, to bym sobie za to kupił jakiegoś F.P. Journe, a nie nowy samochód. I dużo lepiej bym na tym wyszedł przy ewentualnej odsprzedaży. Ludzie w Polsce rzadko są w stanie sobie wyobrazić, że zegarki mechaniczne mogą być dla kogoś prawdziwą pasją. A jak zaczynasz coś tłumaczyć, to większość nie zada sobie nawet trudu aby to zrozumieć, ponieważ nie posiadają umiejętności słuchania wypowiedzi innego człowieka o tematach, które ich samych nie interesują.

Kolega Autor1984 pisze, że jako społeczeństwo potrzebujemy jeszcze trochę czasu. Tylko, że od 1989 roku minęło już wiele, wiele lat i nic się nie zmienia. Wydaje mi się, że Polacy nigdy nie będą mieli takiego zmysłu estetycznego jak Włosi i nie będą tak dbać o ubiór czy zegarek. Włosi za to nie są tak pracowici i zorganizowani jak Polacy 🙂

"Nikogo nie dziwi" - to chyba jednak zbyt daleko idące stwierdzenie. Natomiast z pewnością przez wiele dekad byliśmy społeczeństwem bardziej praktycznym niż Włosi i trudno się temu dziwić. Oni po wojnie korzystali z Planu Marshalla i odbudowywali kraj w zupełnie innych warunkach, my natomiast pozostawaliśmy pod sowieckim butem i musieliśmy odbudowywać państwo oraz gospodarkę w warunkach gospodarki centralnie sterowanej.

Nie generalizowałbym też, że posiadanie drogiego zegarka automatycznie oznacza chęć epatowania majątkiem. To, że Ty mając luźne pół miliona kupiłbyś F.P. Journe, jest Twoją decyzją i rozumiem ją w pewnym stiopniu. Są jednak ludzie, którzy swoje priorytety ustawiają zupełnie inaczej. Dla mnie i zapewne dla wielu innych ważniejsze są nieruchomości, środki transportu czy szeroko rozumiany majątek trwały, a dopiero później rzeczy będące w dużej mierze przyjemnościami - broń, motocykle, zegarki itd.

Oczywiście masz rację, że F.P. Journe może być znakomitą lokatą kapitału, podczas gdy samochód jest przede wszystkim kosztem. Tyle że dokładnie tak samo można patrzeć na nieruchomość. Każdy z nas ma po prostu inną hierarchię potrzeb i przyjemności.

A co do Włochów, mam wrażenie, że przykładają większą wagę do ubioru, wyglądu, Vespy czy zegarka na nadgarstku. I dobrze...wolność polega również na tym, że każdy może wydawać własne pieniądze na to, co uważa za wartościowe.

Zabieram jednak głos dlatego, że moim zdaniem siły narodu i państwa nie buduje się przede wszystkim własnymi zachciankami, tylko przemysłem, kapitałem i własnością prywatną. Jeżeli ojciec zbuduje dom, dobrze byłoby, żeby syn zbudował dwa, a wnuk cztery. W ten sposób kolejne pokolenia budują majątek i stają się właścicielami własnego kraju, zamiast oddawać go krok po kroku obcemu kapitałowi.

I właśnie tutaj dochodzimy do rzeczy, która moim zdaniem jest znacznie ważniejsza niż to, czy ktoś nosi Rolexa, F.P. Journe czy MB&F,

Zachód przez dziesięciolecia budował ogromny majątek. Dziadowie i ojcowie zostawili kolejnym pokoleniom fabryki, przedsiębiorstwa, nieruchomości, infrastrukturę, kapitał i przede wszystkim państwa, które były zdolne ten majątek pomnażać.

Dzisiaj coraz częściej obserwujemy proces odwrotny. Zamiast budować i pomnażać, konsumujemy dorobek poprzednich pokoleń, zadłużamy państwa, ograniczamy własny przemysł i coraz bardziej żyjemy z tego, co zostało wcześniej stworzone.

I dlatego naprawdę nie zdziwiłbym się, gdyby część dzisiejszych państw Zachodu za kilkadziesiąt lat stała się tylko cieniem tego, czym były jeszcze niedawno. Bogate społeczeństwo może bardzo szybko zacząć przypominać kraj Trzeciego Świata, jeżeli przestanie tworzyć własny kapitał, przemysł i własność, a zacznie wyłącznie konsumować odziedziczony majątek.

To, co zbudowali dziadowie i ojcowie, można bowiem w jednym czy dwóch pokoleniach roztrwonić. A później przejąć.

I wtedy naprawdę nie będzie już miało większego znaczenia, czy kelner nosi Submarinera. Ważniejsze będzie pytanie, kto jest właścicielem restauracji, budynku, w którym się znajduje, ziemi pod nim i kapitału, który ją finansuje.

Dlatego uważam, że warto zostawiać kraj lepszym, niż się go zastało. Wolność jest piękna, ale wolność bez odpowiedzialności za następne pokolenia może się okazać bardzo drogim luksusem.

Edytowane przez Autor1984

"Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje." Marek Aureliusz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
19 godzin temu, rafalmosty napisał(-a):

Natalia Bukowiecka - Omega Seamaster Aqua Terra „Ultra Light”

IMG_2143.jpeg

IMG_2144.jpeg

 

Tej pani zegarek od sponsora się należał, w przeciwieństwie do szumowiny, o której mowa w dalszych postach.

Fajnie Rafał, że wyłapujesz prawdziwe perełki 👍

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Autor1984 napisał(-a):

"Nikogo nie dziwi" - to chyba jednak zbyt daleko idące stwierdzenie. Natomiast z pewnością przez wiele dekad byliśmy społeczeństwem bardziej praktycznym niż Włosi i trudno się temu dziwić. Oni po wojnie korzystali z Planu Marshalla i odbudowywali kraj w zupełnie innych warunkach, my natomiast pozostawaliśmy pod sowieckim butem i musieliśmy odbudowywać państwo oraz gospodarkę w warunkach gospodarki centralnie sterowanej.

Nie generalizowałbym też, że posiadanie drogiego zegarka automatycznie oznacza chęć epatowania majątkiem. To, że Ty mając luźne pół miliona kupiłbyś F.P. Journe, jest Twoją decyzją i rozumiem ją w pewnym stiopniu. Są jednak ludzie, którzy swoje priorytety ustawiają zupełnie inaczej. Dla mnie i zapewne dla wielu innych ważniejsze są nieruchomości, środki transportu czy szeroko rozumiany majątek trwały, a dopiero później rzeczy będące w dużej mierze przyjemnościami - broń, motocykle, zegarki itd.

Oczywiście masz rację, że F.P. Journe może być znakomitą lokatą kapitału, podczas gdy samochód jest przede wszystkim kosztem. Tyle że dokładnie tak samo można patrzeć na nieruchomość. Każdy z nas ma po prostu inną hierarchię potrzeb i przyjemności.

A co do Włochów, mam wrażenie, że przykładają większą wagę do ubioru, wyglądu, Vespy czy zegarka na nadgarstku. I dobrze...wolność polega również na tym, że każdy może wydawać własne pieniądze na to, co uważa za wartościowe.

Zabieram jednak głos dlatego, że moim zdaniem siły narodu i państwa nie buduje się przede wszystkim własnymi zachciankami, tylko przemysłem, kapitałem i własnością prywatną. Jeżeli ojciec zbuduje dom, dobrze byłoby, żeby syn zbudował dwa, a wnuk cztery. W ten sposób kolejne pokolenia budują majątek i stają się właścicielami własnego kraju, zamiast oddawać go krok po kroku obcemu kapitałowi.

I właśnie tutaj dochodzimy do rzeczy, która moim zdaniem jest znacznie ważniejsza niż to, czy ktoś nosi Rolexa, F.P. Journe czy MB&F,

Zachód przez dziesięciolecia budował ogromny majątek. Dziadowie i ojcowie zostawili kolejnym pokoleniom fabryki, przedsiębiorstwa, nieruchomości, infrastrukturę, kapitał i przede wszystkim państwa, które były zdolne ten majątek pomnażać.

Dzisiaj coraz częściej obserwujemy proces odwrotny. Zamiast budować i pomnażać, konsumujemy dorobek poprzednich pokoleń, zadłużamy państwa, ograniczamy własny przemysł i coraz bardziej żyjemy z tego, co zostało wcześniej stworzone.

I dlatego naprawdę nie zdziwiłbym się, gdyby część dzisiejszych państw Zachodu za kilkadziesiąt lat stała się tylko cieniem tego, czym były jeszcze niedawno. Bogate społeczeństwo może bardzo szybko zacząć przypominać kraj Trzeciego Świata, jeżeli przestanie tworzyć własny kapitał, przemysł i własność, a zacznie wyłącznie konsumować odziedziczony majątek.

To, co zbudowali dziadowie i ojcowie, można bowiem w jednym czy dwóch pokoleniach roztrwonić. A później przejąć.

I wtedy naprawdę nie będzie już miało większego znaczenia, czy kelner nosi Submarinera. Ważniejsze będzie pytanie, kto jest właścicielem restauracji, budynku, w którym się znajduje, ziemi pod nim i kapitału, który ją finansuje.

Dlatego uważam, że warto zostawiać kraj lepszym, niż się go zastało. Wolność jest piękna, ale wolność bez odpowiedzialności za następne pokolenia może się okazać bardzo drogim luksusem.

Zgadzam się z tobą odnośnie przejadania tego co się zbudowało i szybkiej degradacji kraju - widzę to na codzień we Włoszech. Niemniej, nie rozumiem wciąż tej polskiej fascynacji drogimi samochodami (a także wystawnymi domami i ich wnętrzami). Jestem teraz u rodziców na południu Polski (okolice Katowic). Patrzę na ulice i widzę prawie same drogie auta. I to u właścicieli aptek, sklepów spożywczych itp. - generalnie małych biznesów. Cieszę się że się ludziom powodzi, ale naprawdę po co komu wielkie SUVy do przemieszczania się głównie na niewielkich odległościach? Jak pytałem znajomych o

to, to mnie zbywają. Większość tych aut jest w leasingu, więc nie wywalili na to kasy od razu, ale dla mnie to zagadka. Podobnie z domami: w okolicy powstają nowe, często bardzo ładnie zaprojektowane (żegnajcie czasy klonów z magazynu Murator) domy. Odwiedzam znajomych i co widzę? Ładne wnętrza, piękne wykończenia i wszędzie gigantyczne telewizory. Czego nie widzę? Sztuki. Nie ma obrazów, rzeźb, grafik itd. Ba, książek niewiele, jeśli w ogóle są. A przecież można za niewielkie pieniądze, czasem za grosze, kolekcjonować choćby  polską sztukę - kupować w galeriach mniej znanych twórców lub na wystawach za śmieszne pieniądze coś od świeżych absolwentów ASP i mieć coś oryginalnego i unikatowego. Widzę za to plakaty typu Home Sweet Home lub powielane w milionach zdjęcia Manhattanu (to chyba w Ikei sprzedają). Jak pisał @mylofpowyzej, trochę czasu już minęło od 1989 roku, aby pieniądze zamieniać także na rzeczy inne niż drogie auta i domy. Może coś się zmieni za niedługo. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
49 minut temu, beniowski napisał(-a):

widzę prawie same drogie auta. I to u właścicieli aptek, sklepów spożywczych itp. - generalnie małych biznesów. Cieszę się że się ludziom powodzi, ale naprawdę po co komu wielkie SUVy do przemieszczania się głównie na niewielkich odległościach?

 

Ze względów podatkowych ? Co "wrzuci w koszty" np. lekarz na kontrakcie w NFZ albo notariusz ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
42 minuty temu, mroova napisał(-a):

 

Ze względów podatkowych ? Co "wrzuci w koszty" np. lekarz na kontrakcie w NFZ albo notariusz ?

Nie mam pojęcia co wrzuci, ale gdzieś czytałem że gros nowych samochodów kupowanych w Poslce, szczególnie drogich, jest w leasingu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mając wybór "zanieść kasę w pysku do US"  albo użytkować niepotrzebnego mi w sumie wielkiego suva wybrałbym auto.

Ale być może upraszczam temat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, beniowski napisał(-a):

Nie mam pojęcia co wrzuci, ale gdzieś czytałem że gros nowych samochodów kupowanych w Poslce, szczególnie drogich, jest w leasingu.

 

11 godzin temu, beniowski napisał(-a):

Zgadzam się z tobą odnośnie przejadania tego co się zbudowało i szybkiej degradacji kraju - widzę to na codzień we Włoszech. Niemniej, nie rozumiem wciąż tej polskiej fascynacji drogimi samochodami (a także wystawnymi domami i ich wnętrzami). Jestem teraz u rodziców na południu Polski (okolice Katowic). Patrzę na ulice i widzę prawie same drogie auta. I to u właścicieli aptek, sklepów spożywczych itp. - generalnie małych biznesów. Cieszę się że się ludziom powodzi, ale naprawdę po co komu wielkie SUVy do przemieszczania się głównie na niewielkich odległościach? Jak pytałem znajomych o

to, to mnie zbywają. Większość tych aut jest w leasingu, więc nie wywalili na to kasy od razu, ale dla mnie to zagadka. Podobnie z domami: w okolicy powstają nowe, często bardzo ładnie zaprojektowane (żegnajcie czasy klonów z magazynu Murator) domy. Odwiedzam znajomych i co widzę? Ładne wnętrza, piękne wykończenia i wszędzie gigantyczne telewizory. Czego nie widzę? Sztuki. Nie ma obrazów, rzeźb, grafik itd. Ba, książek niewiele, jeśli w ogóle są. A przecież można za niewielkie pieniądze, czasem za grosze, kolekcjonować choćby  polską sztukę - kupować w galeriach mniej znanych twórców lub na wystawach za śmieszne pieniądze coś od świeżych absolwentów ASP i mieć coś oryginalnego i unikatowego. Widzę za to plakaty typu Home Sweet Home lub powielane w milionach zdjęcia Manhattanu (to chyba w Ikei sprzedają). Jak pisał @mylofpowyzej, trochę czasu już minęło od 1989 roku, aby pieniądze zamieniać także na rzeczy inne niż drogie auta i domy. Może coś się zmieni za niedługo. 

Tak jak wspomniał Przemek w wielu przypadkach jest to korzystniejsze podatkowo, a dodatkowo daje możliwość użytkowania auta, na które przy zakupie za gotówkę nie każdy chciałby przeznaczyć taką kwotę. Trudno się więc dziwić, że ktoś zamiast oddać te pieniądze państwu (choć możliwości amortyzacji i rozliczania drogich samochodów są dziś coraz bardziej ograniczane) wybiera samochód, którym może na co dzień jeździć.

A sztuka? Sztukę trzeba przede wszystkim rozumieć i mieć na nią czas. Kupienie obrazu dla posiadania? No nie wiem. Poza tym obraz, rzeźba czy grafika wymagają odpowiedniego wnętrza i pewnej świadomości estetycznej. Dziś dominuje minimalizm, więc nie każdy tego potrzebuje czy chce w swoim domu.

Jeżeli ktoś ma trochę wolnych środków, to zdecydowanie łatwiej i bezpieczniej kupić obligacje indeksowane inflacją albo złoto. I chyba lepiej kupić coś, co rzeczywiście sprawia nam przyjemność (zegarki, biżuterię), niż kupować sztukę tylko po to, żeby wyglądało, że się ją rozumie.

Poza tym nie zapominajmy o jednej rzeczy. Zachód po wojnie miał kilkadziesiąt lat względnej stabilizacji i bardzo dynamicznego wzrostu gospodarczego. W latach 50., 60. i 70. zachodnioeuropejskie społeczeństwa stopniowo przechodziły od odbudowy do społeczeństwa konsumpcyjnego - ludzie zaczęli posiadać własne domy i mieszkania, kupowali samochody, poprawiali standard życia, a dopiero wraz z osiąganiem większej stabilności i zamożności coraz częściej pozwalali sobie na rzeczy, które nie były już potrzebą, ale przyjemnością czy formą ekspresji: zegarki, sztukę, ogólnie na kolekcjonerstwo "dupereli".

My mieliśmy zupełnie inną historię. Wojna, później "czerwona przyjaźń", gospodarka centralnie planowana, niedobory, a następnie dopiero od 1989 roku możliwość rzeczywistego budowania prywatnego majątku. Nic więc dziwnego, że przez pierwsze dekady wolności nadrabialiśmy przede wszystkim to, czego wcześniej zwyczajnie nie mieliśmu.

Dlatego nie dziwi mnie, że dziś w Polsce ktoś w pierwszej kolejności buduje dom, leasinguje dobry samochód, nabywa mieszkanie, które urządza według własnego gustu, zamiast kupować obrazy młodych absolwentów ASP. To jest naturalny etap dorabiania się społeczeństwa.

Mam wręcz wrażenie, że pod względem konsumpcyjnym i mentalnym jesteśmy miejscami mniej więcej tam, gdzie część Zachodu była kilkadziesiąt lat temu. Kiedy człowiek zaczyna mieć poczucie stabilności, pojawia się przestrzeń na fanaberie, pasje i rzeczy zupełnie niepotrzebne do życia.

Edytowane przez Autor1984

"Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje." Marek Aureliusz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Autor1984 napisał(-a):

 

Tak jak wspomniał Przemek w wielu przypadkach jest to korzystniejsze podatkowo, a dodatkowo daje możliwość użytkowania auta, na które przy zakupie za gotówkę nie każdy chciałby przeznaczyć taką kwotę. Trudno się więc dziwić, że ktoś zamiast oddać te pieniądze państwu (choć możliwości amortyzacji i rozliczania drogich samochodów są dziś coraz bardziej ograniczane) wybiera samochód, którym może na co dzień jeździć.

A sztuka? Sztukę trzeba przede wszystkim rozumieć i mieć na nią czas. Kupienie obrazu dla posiadania? No nie wiem. Poza tym obraz, rzeźba czy grafika wymagają odpowiedniego wnętrza i pewnej świadomości estetycznej. Dziś dominuje minimalizm, więc nie każdy tego potrzebuje czy chce w swoim domu.

Jeżeli ktoś ma trochę wolnych środków, to zdecydowanie łatwiej i bezpieczniej kupić obligacje indeksowane inflacją albo złoto. I chyba lepiej kupić coś, co rzeczywiście sprawia nam przyjemność (zegarki, biżuterię), niż kupować sztukę tylko po to, żeby wyglądało, że się ją rozumie.

Poza tym nie zapominajmy o jednej rzeczy. Zachód po wojnie miał kilkadziesiąt lat względnej stabilizacji i bardzo dynamicznego wzrostu gospodarczego. W latach 50., 60. i 70. zachodnioeuropejskie społeczeństwa stopniowo przechodziły od odbudowy do społeczeństwa konsumpcyjnego - ludzie zaczęli posiadać własne domy i mieszkania, kupowali samochody, poprawiali standard życia, a dopiero wraz z osiąganiem większej stabilności i zamożności coraz częściej pozwalali sobie na rzeczy, które nie były już potrzebą, ale przyjemnością czy formą ekspresji: zegarki, sztukę, ogólnie na kolekcjonerstwo "dupereli".

My mieliśmy zupełnie inną historię. Wojna, później "czerwona przyjaźń", gospodarka centralnie planowana, niedobory, a następnie dopiero od 1989 roku możliwość rzeczywistego budowania prywatnego majątku. Nic więc dziwnego, że przez pierwsze dekady wolności nadrabialiśmy przede wszystkim to, czego wcześniej zwyczajnie nie mieliśmu.

Dlatego nie dziwi mnie, że dziś w Polsce ktoś w pierwszej kolejności buduje dom, leasinguje dobry samochód, nabywa mieszkanie, które urządza według własnego gustu, zamiast kupować obrazy młodych absolwentów ASP. To jest naturalny etap dorabiania się społeczeństwa.

Mam wręcz wrażenie, że pod względem konsumpcyjnym i mentalnym jesteśmy miejscami mniej więcej tam, gdzie część Zachodu była kilkadziesiąt lat temu. Kiedy człowiek zaczyna mieć poczucie stabilności, pojawia się przestrzeń na fanaberie, pasje i rzeczy zupełnie niepotrzebne do życia.

Jak pisałem powyżej, zgadam się z tym co piszesz, niemniej cały czas widzę w twoim podejściu mowę o inwestowaniu. Ja kupuję rzeczy dlatego że mi się podobają, nigdy nie patrzę na to czy na tym zyskam. Gust wyrabia się od najprostszych rzeczy, moim zdaniem właśnie obcując ze sztuką. Piszesz że za komuny ludzie nie mieli czasu i pieniędzy na sztukę. A teraz dam przykład jak przewrotna potrafi być rzeczywistość. Zmarli rodzice mojej narzeczonej kupowali obrazy za głębokiej komuny. Kupili ich kilka, bo im się estetyka podobała; za niewielkie pieniądze. A teraz okazuje się, że są warte całkiem sporo i właśnie wycenia mi je jeden dom aukcyjny. Więc z tą komuną, brakiem pieniędzy itd. to dość ogólny wymyk, tłumaczący niestety to że Polacy wolą gromadzić dobra materialne typu domy, złoto czy samochody, bo to w ogólnym rozumieniu buduje majątek i prestiż. PERL-owskie meble z pewnych serii też obecnie są cenione i można je dobrze sprzedać. Nie za fortunę oczywiście, ale za rozsądne pieniądze. Niedawno sprzedałem stolik kawowy z czasów PRL-u po rodzicach narzeczonej za ponad 1000 złotych. 50-letni niewielki mebel, który kupiony był za niewielkie pieniądze. A kupiony był nie jako inwestycja, ale dlatego że się podobał.   Ktoś powie: co to jest 1000 zł? Może i mało, ale sprzedaj krzesełka lub stolik za 50 lat z Ikei czy innej Agaty z jakimkolwiek zyskiem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 hours ago, mroova said:

Mając wybór "zanieść kasę w pysku do US"  albo użytkować niepotrzebnego mi w sumie wielkiego suva wybrałbym auto.

Ale być może upraszczam temat.

 

Trochę OT się zrobił, ale przy obecnych limitach w leasingu to w koszty w całości można co najwyżej Dacie wrzucić, i to tez w najbiedniejszej wersji bez radia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
53 minuty temu, beniowski napisał(-a):

Jak pisałem powyżej, zgadam się z tym co piszesz, niemniej cały czas widzę w twoim podejściu mowę o inwestowaniu. Ja kupuję rzeczy dlatego że mi się podobają, nigdy nie patrzę na to czy na tym zyskam. Gust wyrabia się od najprostszych rzeczy, moim zdaniem właśnie obcując ze sztuką. Piszesz że za komuny ludzie nie mieli czasu i pieniędzy na sztukę. A teraz dam przykład jak przewrotna potrafi być rzeczywistość. Zmarli rodzice mojej narzeczonej kupowali obrazy za głębokiej komuny. Kupili ich kilka, bo im się estetyka podobała; za niewielkie pieniądze. A teraz okazuje się, że są warte całkiem sporo i właśnie wycenia mi je jeden dom aukcyjny. Więc z tą komuną, brakiem pieniędzy itd. to dość ogólny wymyk, tłumaczący niestety to że Polacy wolą gromadzić dobra materialne typu domy, złoto czy samochody, bo to w ogólnym rozumieniu buduje majątek i prestiż. PERL-owskie meble z pewnych serii też obecnie są cenione i można je dobrze sprzedać. Nie za fortunę oczywiście, ale za rozsądne pieniądze. Niedawno sprzedałem stolik kawowy z czasów PRL-u po rodzicach narzeczonej za ponad 1000 złotych. 50-letni niewielki mebel, który kupiony był za niewielkie pieniądze. A kupiony był nie jako inwestycja, ale dlatego że się podobał.   Ktoś powie: co to jest 1000 zł? Może i mało, ale sprzedaj krzesełka lub stolik za 50 lat z Ikei czy innej Agaty z jakimkolwiek zyskiem. 

Waldek, chyba trochę inaczej odczytałeś mój wpis. Ja nie pisałem, że za komuny Polacy nie mieli czasu ani pieniędzy na sztukę. Oczywiście, że byli ludzie, którzy kupowali obrazy czy meble dlatego, że im się podobały. Twój przykład jest tego świetnym dowodem.

Pisałem o obecnych czasach i o różnicy w priorytetach. Nie każdy musi być kolekcjonerem sztuki i nie każdy musi mieć potrzebę jej poznawania. Jeżeli ktoś ma pasję, gust i kupuje coś dlatego, że mu się podoba, a nie dlatego, że liczy na zysk - świetnie. Tylko trudno oczekiwać, że ktoś, kto dopiero "dorobił" się własnego domu ( często krecha na 25 lat), samochodu i względnego finansowego bezpieczeństwa, zaiwestuje w sztukę. Zdecydowanie w pierwszej kolejności jakieś "luźne" pieniądze przeznaczy na podróże i poznawanie świata, a nie na rzeźby.

37,5 miliona Polaków mi się oczywiście nie zwierza, ale sądzę, że jesteśmy po prostu bardziej praktycznym i pragmatycznym społeczeństwem niż część rozpieszczonych społeczeństw Zachodu...

 

EDIT: Poprawka składni...

Edytowane przez Autor1984

"Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje." Marek Aureliusz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, Olo_H napisał(-a):

Myślę , że to wynika z pewnej hierarchii potrzeb. Generalnie większość ludzi najpierw pomyśli o wydatkach typu samochód, dom bo to rzeczy praktycznie niezbędne do funkcjonowania w naszym kraju. Zegarek mechaniczny tak naprawdę w dzisiejszych czasach nie ma racjonalnego uzasadnienia - są kwarce, smartwatche, wreszcie komórki. Myślę, że przeciętny człowiek rozumie sens zakupu bmw 7, s klasy czy a8 bo widzi racjonalne różnice między nimi, a samochodami niższych klas. W przypadku zegarków mechanicznych trudno znaleźć racjonalny argument przemawiający za ich zakupem (może poza modelami na których teoretycznie można zarobić na rynku wtórnym)

Dokładnie – życie jest za krótkie, żeby nie realizować swoich marzeń.
U mnie priorytety układają się tak: najpierw solidna poduszka finansowa (porządne inwestycje dające stały dochód) , potem dom → później dobrej klasy samochód, a dopiero na końcu podróże , zegarki czy inne pasje.
Kolega powyżej napisał, że mając 500 tys. wolałby kupić sobie za to zegarek F.P. Journe aniżeli dobre klasy auto -  spoko, rozumiem takie podejście.Jest nawet racjonalne, bo na aucie w sumie się traci tylko ,że u niego priorytety wyglądają zgoła inaczej jak widać.
Dla mnie osobiście zegarek za 500 tys. na moim nadgarstku oznaczałby potrzebę auta za 3× tyle... 😂
Leasingi i wszelkie finansowanie aut to zwyczajne przepłacanie, szczególnie w tych czasach.Rozumiem, że można sporo wrzucić w koszty, ale jednak nie kupiłbym osobiście samochodu, który relatywnie ciągle traci na wartości, na kredyt lub leasing.Chyba ,że ma ktoś na myśli wpłate 50 % i wykup 25 % przy tej nowej promce BMW za 103%.
Dział finansowy u Smorawińskiego liczył mi leasing w mojej firmie w sierpniu 2025 i okazało się, że najlepszy leasing zjadłby mi Rolo Starbucksa, a rabat miałem naprawdę mocny blisko 120 tys.Więc jeżdżąc X6 blisko rok, nadal zapłaciłem na starcie (czyli przy wyjeździe z salonu) mniej, niż dziś musiałbym zapłacić za podobny egzemplarz z tym przebiegiem i wyposażeniem na rynku wtórnym.
Fajnie Łukasz opisał kwestię podejścia do dzieł sztuki.Ja osobiście np. na tym się kompletnie nie znam, mam inny styl i podejście – mnie to póki co nie jara, ale mam znajomych, którzy w tym siedzą, znają się i interesują.U nich projekt wnętrza domu uwzględnia właśnie dzieło sztuki, sporo książek czy nawet osobną czytelnię - takie miejsce na relaks gdzie za sam sprzęt hifi i specjalne fotele do czytania zostało wydane 150 tys.Poza tym uważam, że wejście w dzieła sztuki wymaga spójnego projektu całego wnętrza mieszkania/ domu , bo co to znaczy, że powieszę sobie kilka pięknych obrazów, jak otoczka będzie średnio pasować do całości.Tutaj trzeba sporo włożyć na tą otoczkę aby to miało sens moim zdaniem.
Ja dom urządzam według własnego projektu skonsultowanego z architektem, który zna moje potrzeby, marzenia i poczucie estetyki.Pewnie u kolegi beniowskiego znajomi mają podobnie… ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
47 minut temu, Genovese_ napisał(-a):

Dokładnie – życie jest za krótkie, żeby nie realizować swoich marzeń.
U mnie priorytety układają się tak: najpierw solidna poduszka finansowa (porządne inwestycje dające stały dochód) , potem dom → później dobrej klasy samochód, a dopiero na końcu podróże , zegarki czy inne pasje.
Kolega powyżej napisał, że mając 500 tys. wolałby kupić sobie za to zegarek F.P. Journe aniżeli dobre klasy auto -  spoko, rozumiem takie podejście.Jest nawet racjonalne, bo na aucie w sumie się traci tylko ,że u niego priorytety wyglądają zgoła inaczej jak widać.
Dla mnie osobiście zegarek za 500 tys. na moim nadgarstku oznaczałby potrzebę auta za 3× tyle... 😂
Leasingi i wszelkie finansowanie aut to zwyczajne przepłacanie, szczególnie w tych czasach.Rozumiem, że można sporo wrzucić w koszty, ale jednak nie kupiłbym osobiście samochodu, który relatywnie ciągle traci na wartości, na kredyt lub leasing.Chyba ,że ma ktoś na myśli wpłate 50 % i wykup 25 % przy tej nowej promce BMW za 103%.
Dział finansowy u Smorawińskiego liczył mi leasing w mojej firmie w sierpniu 2025 i okazało się, że najlepszy leasing zjadłby mi Rolo Starbucksa, a rabat miałem naprawdę mocny blisko 120 tys.Więc jeżdżąc X6 blisko rok, nadal zapłaciłem na starcie (czyli przy wyjeździe z salonu) mniej, niż dziś musiałbym zapłacić za podobny egzemplarz z tym przebiegiem i wyposażeniem na rynku wtórnym.
Fajnie Łukasz opisał kwestię podejścia do dzieł sztuki.Ja osobiście np. na tym się kompletnie nie znam, mam inny styl i podejście – mnie to póki co nie jara, ale mam znajomych, którzy w tym siedzą, znają się i interesują.U nich projekt wnętrza domu uwzględnia właśnie dzieło sztuki, sporo książek czy nawet osobną czytelnię - takie miejsce na relaks gdzie za sam sprzęt hifi i specjalne fotele do czytania zostało wydane 150 tys.Poza tym uważam, że wejście w dzieła sztuki wymaga spójnego projektu całego wnętrza mieszkania/ domu , bo co to znaczy, że powieszę sobie kilka pięknych obrazów, jak otoczka będzie średnio pasować do całości.Tutaj trzeba sporo włożyć na tą otoczkę aby to miało sens moim zdaniem.
Ja dom urządzam według własnego projektu skonsultowanego z architektem, który zna moje potrzeby, marzenia i poczucie estetyki.Pewnie u kolegi beniowskiego znajomi mają podobnie… ;) 

Do tego wszystkiego ludzie mają różne priorytety i różne potrzeby. Są ludzie, którzy nie kupią samochodu droższego niż XXX PLN bo uważają, że nie ma to sensu, a jednocześnie posiadają w domu sprzęt hi-fi wartości rolls - royce'a. Z drugiej strony są ludzie, którzy jeżdzą samochodami za grubo ponad 1mln PLN i na ręce mają Aztorina lub Albert Riele albo smartwatcha. Wreszcie są tacy, którzy wolą wydać pieniądze na podróże lub inne "dobra niematerialne"

Każdy z nas ma inne potrzeby, inne marzenia i inne możliwości. Jak byłem nastolatkiem to perfumy typu Adidas były niemalże szczytem luksusu, a obecnie mój nastoletni syn gustuje głównie w niszówkach, a gdyby nie reklamy to pewnie nie wiedziałby, że istnieje coś takiego jak Old Spice 😆 

56 minut temu, Genovese_ napisał(-a):

Leasingi i wszelkie finansowanie aut to zwyczajne przepłacanie, szczególnie w tych czasach.Rozumiem, że można sporo wrzucić w koszty, ale jednak nie kupiłbym osobiście samochodu, który relatywnie ciągle traci na wartości, na kredyt lub leasing.Chyba ,że ma ktoś na myśli wpłate 50 % i wykup 25 % przy tej nowej promce BMW za 103%.

Jak w 2024 analizowałem różne opcje leasingu, to wyszło mi, że przy podwójnym ujęciu w kosztach (raz w leasingu, raz przy wykupie) zysk w porównaniu do kupna za gotówkę był czysto symboliczny. Koszt leasingu w opcji wykupu za około 50% wartości samochodu na tyle odleciał w kosmos, że nie miało to żadnego ekonomicznego uzasadnienia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Autor1984 napisał(-a):

Oczywiście, że byli ludzie, którzy kupowali obrazy czy meble dlatego, że im się podobały.

 

Dokładnie tak, ale też była to wąska grupa bo większość raczej nie miala nadmiaru środków i skupiała sie na bardziej przyziemnych potrzebach. Niestety parędziesiąt lat komuny trochę zabiło potrzebę obcowania z ladnymi przedmiotami. Teraz kraj się rozwija i kiedy już nasyci sie domami, mieszkaniami i autami wróci zainteresowanie sztuką czy przedmiotami które są wartościowe nie ze względu na ich użytkowość tylko na ich szeroko pojętę piękno. 

 

Żeby też nie demonizować - warto popatrzeć na realizacje mieszkań w różnych magazynach dla projektantów widać jak duzo uwagi inwestorzy czy projektanci poświęcają na wyjątkowość przestrzeni, wykorzystanie rodzinnych pamiątek czy aranżację wnętrza czym innym niz plakaty z ikea - często właśnie sztuką lub oryginalnymi przedmiotami znanych projektantów. Gonimy zachód ale na wlasnych warunkach i z wlasnymi priorytetami - wlasne mieszkanie/dom i auto są na 1 miejscu. W krajach gdzie mieszkania są tak drogie że nikt nawet nie mysli o ich zakupie srodki idą na inne rzeczy auta, zegarki czy sztukę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.