Robert Duvall to był ktoś, kogo lubił chyba każdy miłośnik amerykańskiego kina lat 70., a przecież wcześniej i później też miał wybitne role. Oczywiście jak każdy uwielbiam jego mocne drugoplanowe role w największych arcydziełach, ale mam też sentyment do kilku jego mniej oczywistych ról. Np. do tych kilku zaskakujących epizodów, czasem nawet bez wymieniania w napisach: "Bullitt", "Rozmowa", "Inwazja porywaczy ciał". Ponadto spory sentyment mam do dwóch całkiem zapomnianych filmów z nim w roli głównej. Pierwszy to "Odznaka 373" - pokazywany w Polsacie wiosną 2005, w sumie blade echo "Francuskiego łącznika", ale Bobby i tak był świetny. A drugi to już naprawdę wielka rola w - nomen omen - "Wielkim Santinim", na podstawie świetnej książki Pata Conroya. Za to obojętnym pozostawiło mnie jego oscarowe "Pod czułą kontrolą", które widziałem nieco wcześniej. A jeśli miałbym wskazać jedną scenę, która jest dla mnie najbardziej pamiętnym popisem tego wielkiego aktora, to byłaby to ostatnia w filmie telefoniczna rozmowa z Tuesday Weld w "Upadku", jednym z tych potężnych filmów z lat 90.
A w temacie obejrzanych filmów - przez 2 tygodnie nic nie udało mi się obejrzeć oprócz "Idola" Feliksa Falka. Cóż, jeśli ktoś nie cierpi polskiego kina lat 80., to po tym filmie zdania nie zmieni Irytujący w niemal każdej scenie Pieczyński jako dziennikarz z obsesją na punkcie pisarza wzorowanego na Hłasce. Początek filmu zdaje się nawet zapowiadać coś w stylu "Obywatela Kane'a", ale rozłazi się to w pijackich dyskusjach z podstarzałymi przyjaciółmi zmarłego. Jest kilku fajnych aktorów, na ogół grających po raz kolejny dobrze znane typy postaci. Gajos jako naczelny, Zapasiewicz jako cenzor, Kamas jako poobijany intelektualista, Huk jako intelektualista-narwaniec itp. No ale każdy z nich nawet jak gra swoją rutynę, to robi to tak, że kradnie scenę. Do tego Polska połowy lat 80. - piękna, radosna, kolorowa... I jeszcze coś - Katarzyna Zadrożna jako dziewczyna Pieczyńskiego. Naprawdę pełna uroku, tej seksowności, jaką miały niektóre polskie aktorki 40 lat temu. Ale co dziwne - chociaż w 4 na 5 polskich filmach tamtej dekady piękna aktorka musiała mieć chociaż jedną rozbieraną scenę, to tu... nie ma. Reasumując - to jeden z tych filmów tylko dla lubiących dziwne wycieczki po historii polskiego kina, ale w zamian dający im kilka fajnych atutów.