Jak już mowa o "posianiu" .... mieliśmy w Jednostce na wyposażeniu pistolety TT wz. 33. Pistolet jak pistolet, ale noszenie go przez miesiąc na pasie podczas ćwiczeń poligonowych czy chociażby 24 godziny non stop na służbie to było duże wyzwanie. Dlatego dużą estymą cieszyły się P-64 zwane popularnie Czak, ale tych było tylko kilka. Jednego miał Dowódca i odchodząc obiecał go mojemu koledze. Na dzień odejścia zaprosił tegoż kolegę i mnie technicznego żeby dokonać formalności. Otworzył sejf, wyjął z futerału pistolet, odruchowo przeładował i ... pierdut, dobrze że w ścianę obok sejfu. Sam nie wiem, jak i kiedy znalazłem się na korytarzu, wszak w magazynku miał jeszcze pięć kulek
Ale że to były inne czasy, to się pośmieliśmy z odchodzącego Dowódcy że jest zakręcony jak śrubokręt a na koniec poprosił mnie znanego z tego że mam zachomikowane różne kulki na nieprzewidziane okazje żebym uzupełnił niedobór. I tak się stało, ale nauczka była że raz w roku broń ....