W sumie mam ostatnio sporo interwencji "świętych".
Wyręczając Mikołaja - sama sobie sprawiłam prezent - miniaturowego, niedziałającego Kundo. Wraz z nim dostałam nowy włos do założenia, bo stary był pogięty i poskręcany. Po świętach zabrałam się za niego - rozebrałam, umyjałam, naoliwiłam itd.
Szukam nowego włosa - był w oryginalnym, fabrycznym opakowaniu. Otwieram je, a tam.... PUSTO 😳🥺
Qrniasz mater, fater! Zgubiłam nowy włos. I to jeszcze przed świętami bo wtedy z nim latałam po mieszkaniu...
Przeszukałam co tylko się dało - nic z tego.
Rozpacz 😑 Z desperacji zaczęłam prostować stary włos, który jeszcze dodatkowo mi się ułamał przy górnej zawieszce. Oczywiście zegar nie za bardzo chciał na starym, zwichrowanym włosie pracować - zatrzymywał się po kilkunastu minutach.
Zaczęłam się "użalać" w mankiet moim szacownym kolegom, że to i tamto, że włos itd. 😢
Jeden z kolegów wziąwszy sobie do serca moje żale, przesłał mi wizerunek Św. Antoniego że wskazówką aby się do Niego zwrócić.
Nawet nie zdążyłam! Pobrałam tylko ów wizerunek na dysk.
Za kilka minut włos się "znalazł", wprawdzie pogięty ale się się znalazł!! 😂😂.
Mało tego! Św. Eligiusz "uruchomił" Kundo na starym włosie! Idzie już dobę, choć jeszcze bez tarczy i nie zmontowany do końca 😆.
A dziś jeszcze list od samego Św. Mikołaja z Koła Podbiegunowego Nr 1 z nogą do budzika 😂😂.
Trzech Świętych w dwa dni?? 🤔
Powinnam się bać? 😝