-
Liczba zawartości
2070 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez renqien
-
Przywykło się patrzeć na wojnę wietnamską jako na konflikt Wietnamu Północnego i Stanów Zjednoczonych wspierających Wietnam Południowy. Udział po stronie południa innych armii niż tylko amerykańska i południowowietnamska jest delikatnie mówiąc, bagatelizowany. Słyszymy głównie o walecznych Amerykanach którzy, wyrwani z codziennego cywilnego życia, wysłani do Wietnamu stawali się bohaterskimi, doświadczonymi i walecznymi żołnierzami wspomagającymi swym doświadczeniem i wyposażeniem biednych i niedoświadczonych obrońców demokracji z południa. Tymczasem prawda jest taka, że znakomitą większość tej doświadczonej i uzbrojonej po zęby armii stanowili ochotnicy z biedniejszej części społeczności robotniczej, często czarnoskórzy, dla których służba w armii była szansą awansu społecznego. W późniejszym okresie dołączyli do nich poborowi, często studenci, młodzi ludzie z klasy średniej. Jedni i drudzy słabo wyszkoleni, bez doświadczenia wojskowego, stanowili olbrzymią ale słabą siłę militarną. W połączeniu ze słabo dowodzonym, źle wyszkolonym wojskiem Sajgonu, ponosili olbrzymie straty. Potrzebni byli zawodowi wojskowi koordynujący tę szarą masę, szkolący rekrutów, znający sztukę wojenną. Tutaj znaczącą rolę obok Nowej Zelandii odegrała Australia, która wysłała do Wietnamu swoich zawodowych żołnierzy, w większości specjalistów wyszkolonych w konflikcie na Malajach i Borneo w zwalczaniu komunistycznej partyzantki, znających realia walki w dżungli. Słynne „the TEAM” to były właśnie siły specjalne komandosów SAS szkolące Wietnamczyków z południa. Australijczycy zasłynęli w tej wojnie jako doskonali tropiciele umiejący poruszać się po dżungli, potrafiący jak nikt unikać zasadzek i ścigać oddziały VietCong-u. Chociaż siły Australii były w tej wojnie nieliczne, znacząco wpłynęły na jej przebieg. Wiele oddziałów Wietnamczyków z południa czy amerykańskich miało w swoich szeregach specjalistę właśnie z Australii. Ponieważ interesuje się zegarkami wojskowymi i zbieram głównie takie, zawsze chciałem mieć zegarek z Wietnamu. Właśnie ze względu na znaczenie i niewielką liczebność Australijczyków w tym konflikcie, zapragnąłem mieć taki, który należał do Australijczyka. Rzadszy, ciekawszy, trudniejszy do zdobycia. Amerykańskie są mniej ciekawe, bardzo popularne, wyprodukowane w milionach sztuk zyskały przydomek zegarkowego dolara, bo żołnierze amerykańscy kupowali od tubylców różne produkty czy usługi płacąc tymi zegarkami zamiast pieniędzmi. Wypatrzyłem aukcję z Australii i udało się! Wygrałem licytację i niedawno przyszedł. Dokładnie 12 sierpnia 2020 roku, co jak się później okazało, nie jest bez znaczenia. Ale po kolei. W opisie aukcji było zaznaczone, że sprzedawca kupił ten zegarek od australijskiego weterana z Wietnamu. No faktycznie, zegarek brudny, pasek uświniony, szkiełko porysowane… samo najsmaczniejsze dla poszukiwacza wojennych zegarków. Niewątpliwie nie był to zegarek jakiegoś gryzipiórka w sztabie tylko prawdziwy wojownik na ręku frontowego wygi. Ale ale, w opisie stało, że odkupiony od rodziny… to może sprzedawca wie, jak ta rodzina się nazywała. Napisałem pytanie do sprzedającego i… JEST! Tu cię mam robaczku! No to już wiem gdzie służył zegarek i jego właściciel, teraz trzeba poznać jego historię. Czy żyje, co robi itp. Okazało się, że google jest bardzo pomocne, potwierdziło przydział i okres służby. Ale wypluło też coś, co niby nie jest niczym epokowym, ale wywołało ciarki na moich plecach. Pod artykułem https://cherrieswriter.com/2015/03/25/memories-of-my-visit-at-the-24th-evac-hospital/ znalazłem komentarz napisany przez właściciela mojego zegarka z 2018 roku: Ale historia! Policzmy… Śmigłowiec przylatuje do szpitala 8 sierpnia. Operacja trwa 28 godzin i po trzech dniach pacjent budzi się ze śpiączki. Czyli mamy 12 sierpnia, jeśli dobrze liczę. 12 sierpnia 1970 roku. Chwilka, a zegarek dotarł do mnie 12 sierpnia 2020 roku. Równo 50 lat od ponownych narodzin jego właściciela! Pal sześć, czy dokładnie co do dnia, ale mniej więcej się zgadza. Ależ niesamowity splot wydarzeń! Najlepsze jest to, że znalazłem tego człowieka. Jest, żyje, mieszka w Niemczech gdzie jak przypuszczam niedawno się przeprowadził i pewnie przed przeprowadzką wyprzedał trochę gratów, żeby wszystkiego ze sobą nie ciągnąć do Europy, w tym również zegarek. Znalazłem jego profil na FB. Faktycznie ma w profilu zdjęcie z Wietnamu. Napisałem do niego i czekam na odpowiedź. Pewnie nieprędko odpisze, bo ostatni raz był aktywny jakieś 5 tygodni temu, ale zobaczymy. Chciałbym dowiedzieć się więcej. Nie dość, że taki fajny zegarek, to z fajną historią… i jeszcze przywędrował za nim do Europy. A zegarek? No cóż… To były jedne z pierwszych zegarków w wypadku których ustalono specyfikację z której wynikało jakby, że nie ma co się przykładać do jakiegoś szczególnego wykonania, bo życie właściciela statystycznie było wielokrotnie krótsze niż żywotność samego zegarka. Mechanizm praktycznie buksiak, oparty tylko na 7 kamieniach. Hamilton, ale wyprodukowany w Zachodnich Niemczech. W miarę uszczelniony, bo ma już uszczelkę w deklu i koronce, ale prosty do bólu, nawet bez hackowania. Po przylocie do mnie faktycznie nie chodził, ale udało się go rozruszać i cyka, jednak wymaga gruntownego czyszczenia bo nawet na kole wychwytu zalega jakieś czarne coś, co wygląda jak rozdeptana mucha i wolę nie wnikać, czym jest naprawdę. Koperty i paska czyścić nie będę. Niech zostanie jak jest, bo to część jego historii. Do noszenia znajdę innego Amerykańca, a Australijczyk pójdzie do gablotki jako fajny kawałek historii.
-
A co tu oświecać? Ja odpowiem zamiast Iko jeśli pozwolisz. Chodzi o to, że lotnik lata, pilot "prowadzi" samolot. Nawigator jest lotnikiem, ale nie jest w danym momencie pilotem, chyba że jest pilotem-nawigatorem Jest trochę racji w tym, że B-Uhr nie do końca jest pilotem, a właśnie nawigatorem, chociaż tak naprawdę pierwsze zegarki lotnicze nosili właśnie piloci. B-Uhr zostały stworzone dla nawigatorów samolotów bombowych i określony ich wygląd i cechy bodaj w 1935 roku wyznaczyła konkretna specyfikacja. Nie pytaj mnie jaka, z pamięci nie napiszę, bo nie pamiętam. Trzeba by sprawdzić. Piloci chociażby myśliwców na ogół nosili mniejsze zegarki. W niemieckiej armii nie było takich typowych zegarków dla pilotów, jak chociażby w armii brytyjskiej czy amerykańskiej, gdzie stosowano Weemsy wszelakiej maści, Longinesy, LeCoultry czy Movado. A tak na deser, bo mało kto wie, że zegarki B-Uhr, w przeciwieństwie do zegarków pilotów, nie były do właściciela przypisane na stałe. Nawigator taki zegarek dostawał ustawiony przed misją i po misji, jeśli wrócił, zdawał go... nie wiem komu EDIT: Iko, dubel
-
Ech, nic nie mów... jak będę duży to też sobie taki kupię. Albo Longinesa, ale to już jak będę stary i dostanę od państwa zasłużoną emeryturę
-
A ja z przekory podważyłem Twoją logikę rozumowania. Skoro robisz założenie, że nie pasują do siebie wskazówki i koperta, to skąd wniosek, że to wskazówki są złe? A tak naprawdę, to tutaj mogły by być i srebrne i czarne, bo przy tych tarczach z czarnymi cyframi bywały czarne wskazówki. A są złote... przypadek? Nie sądzę... jak mawiał Wołoszański.
-
To może one są koszerne tylko koperta niekoszerna?
-
Poza tym komuś się chyba nie trafiło z tamponem w punkt i indeksy rozjechały się z kreskami. Odległości nie są równe, ale możliwe, że to zdjęcie oszukuje. Tak czy inaczej fajna koperta, chyba nie odnawiana więc jest potencjał do odbudowy. Nie wiem, jak ten zegarek miał pierwotnie wyglądać, ale na moje to powinien być ze srebrną tarczą i nie dam sobie ręki uciąć, czy nie z datownikiem. No i musiał mieć coś napisane nad indeksem szóstej. Nie chce mi się wierzyć, że wypuścili zegarek z taką pustą plażą pod wskazówkami. Nie wiem, jakieś oznaczenie modelu, ilości kamieni...
-
Wiesz, słabo widać na zdjęciu, ale wg. mnie farba zachodzi na indeksy i logo. Zrób kilka dokładniejszych, niekoniecznie ładniejszych fotek i zobaczymy. W każdym razie nie ma się co przejmować. Do tych zegarków trafiają się czasami same tarcze albo tarcze z mechanizmem, chociaż łatwiej trafić do złoconej, bo częściej idą na przetop.
-
Była była...
-
Szczerze? Jedyny zegarek nad którym zastanowiłbym się do wymiany na VIS-a to https://www.andersmann.com/collections/bronze/products/bronze-ann0931#Image14085787222097 i to też musiałbym chwilę pomyśleć. Szukałem VIS-a ponad rok, trafiłem psim swędem i uważam się za szczęściarza. Andersmanna może kupić każdy, kto ma kasę. VIS-a już nie. Jedynie ten brąz... no ciągnie mnie coś do zegarka z brązu, widzę stylistykę VIS-a w brąziaku.
-
A poczytaj o Type 20 i 21. Jeden z zegarków który mi notorycznie ucieka, za wysokie ceny osiąga na licytacjach. Prawdziwy Francuz, pilot z krwi i kości, mało tego, robiony przez francuskich zegarmistrzów. Ten Smiths bardzo udany. Nie dość, że firma zacna, ze sporym bagażem historii dla brytyjskiego lotnictwa, to jeszcze jeden z nielicznych 6B zrobiony jak trzeba. Bez zbędnych upiększeń, durnych datowników i innych malowań wskazówek na badziewne kolory. Ładny pasek pigskin i będzie lalunia. Jak nie lubię współczesnych imitacji militarnych zegarków tak ten trafił w mój gust. Wskazówki w oryginalnym kształcie i kolorze, długie uszy, koronka bez napinki na cebulkę czy inny diamencik, prosta i wygodna.
-
Co oni mają z nogami??? 🙃
-
Eeetam... Rolexa też podrabiają, tyle że nazwa łatwiejsza do wymówienia
-
To jest jakby osobna historia. Czym innym są zegarki z czasów pionierów kosmosu, a czym innym współczesne. Właśnie fajnie Marchewko, że nie wzięłaś na tapet całości tematu, bo zrobiłoby się wypracowanie na pół zeszytu, a i tak tematu by się nie wyczerpało. Kto by to czytał? Mnie się taki wstępniak do kosmicznych podoba. Kto ma się zainteresować, to połknie bakcyla i będzie drążył sam, a kto ma na to wywalone, przeczyta i pójdzie dalej w swoją stronę. Nie da się kosmicznych zegarków rzetelnie opracować w jednym tekście. Jest ich za dużo i szczegółów z nimi związanych jest za dużo. Przykład chociażby Poljota Wiktora Gorbatki, który ostatnio rozkminiałem przy okazji rozmowy ze znajomym, to temat na jeden osobny wpis. Za dużo jest mitów i legend, za mało konkretnych faktów, każdy coś wie i ma urywki historii i dopiero po zebraniu tego w całość można próbować wyciągnąć finalne wnioski.
- 43 odpowiedzi
-
- moonwatch
- bulova accutron
- (i 8 więcej)
-
ZEGARKI RADZIECKIE - INFORMACJE, CIEKAWOSTKI, MITY
renqien odpowiedział temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Już Ci napisałem, ale powtórzę tutaj, co znalazłem o nim. To specjalna edycja w srebrze, oryginał i krąży o nim legenda, że Wysocki podarował takie cuś Marinie Wladi. Ile w tym prawdy, nie wiem, trzeba pogrzebać na jakichś rosyjckich forach itp. W każdym razie nie znalazłem żadnego konkretnego potwierdzenia. Przy okazji szukania obejrzałem sobie Cartiera Wysockiego... Acha, no i jest też druga sztuka, biała: Ponieważ jest to ręczna robota, każdy jest ciut inny. Fajny smaczek: -
@Antiquarius zobacz http://www.mediafire.com/file/355v94881brjab9/Russian Space History 1993.pdf i http://www.mediafire.com/file/1vh08b6b7888316/Russian Space History 1996.pdf Najczęściej latały Okeany i Szturmany, 3017 w różnych wersjach, była uszasta Amfibia i cywilny Poljot 3133 ale była też Omega. Były jakieś Vostoki. Sporo z tych zegarków jest niedostępnych na rynku, jak chociażby słynny NII czy późniejsza jego wersja Cosmonavigator.
- 43 odpowiedzi
-
3
-
- moonwatch
- bulova accutron
- (i 8 więcej)
-
Wiesz, bo masz To prawda, piękny zegarek i w naprawdę dobrym stanie. Jak się znajduje takie perełki, to wraca wiara w zbieractwo. Ja przy okazji przypomnę się, że poszukuję koperty do takich właśnie Strieł. One są charakterystyczne, mają ścięte uszy. Jakby ktoś widział albo miał, to dajcie znać koniecznie.
- 119 odpowiedzi
-
Święte słowa, choć od zawsze spotykałem się z tampodrukiem i tak się już nauczyłem. Już u mojego ojca w zakładzie używali tampoduku w latach siedemdziesiątych, więc od dzieciaka przesiąkłem tą nazwą. Zauważ, że większość zakładów tym się trudniących również tak tę technikę nazywa. Może dlatego, że łatwiej wymówić. I tak oto, od nowego nabytku doszliśmy do poprawnej polszczyzny
-
Zobacz jeszcze to, wyrywa z kapci
-
Jakie stemple? Zwykły tampodruk, każda firma zajmująca się "renowacją" albo ma tamponiarkę albo współpracuje z firmą robiącą tampodruk dla nich. Jest jeszcze bardziej chałupnicza metoda z drukowaniem drukarką na folii i przenoszenie tego na tarczę, ale to już bardziej pan Kazio w swojej kanciapie będzie się w to bawił.
-
Wiesz, jak ktoś zrobi malowanie zgodne z pierwowzorem i postara się zachować cechy oryginału... Sorry, ale malowanie tarczy razem z indeksami to jak malowanie karoserii samochodu razem z uszczelkami. Z resztą analogii do motoryzacji jest więcej, bo to jest poleciane jakimś czarnym sprayem. Gorzej to już tylko w Czechach widziałem, bo tam w ogóle kładą kalkomanię...
-
Jasne, jakoś nie załapałem, że ktoś inny pokazał zegarek, a ktoś inny odpowiedział Zmylił mnie ten Filip, bo skoro wiesz kto sprzedał to... mniejsza z tym, Filip tym razem zawiódł, kimkolwiek jest.
-
Nie wiem, ja jeszcze nie widziałem czarnej tarczy w Titusie z tamtego okresu, a w innych zegarkach nie widziałem mory/skórki pomarańczowej na fakturze lakieru i zachodzącej farby na nakładane indeksy. Nie widziałem też "idealnej" tarczy i wskazówek, a sekundnika jak wyłowionego z kibla. Znaczy... widziałem tego wiele, ale to nie były zegarki w oryginalnym stanie. Wytłumacz mi, jak fabryka mogła wypuścić tarczę, w której najpierw nałożyła indeksy, a potem poleciała po tym po całości lakierem? Żeby nie było, tak powinien wyglądać ten zegarek, gdyby był we w miarę dobrym stanie: Nie chcę Cię martwić, ale to zegarek po kompleksowej "regeneracji" wizualnej zwanej przez niektórych "renowacją" Zrobione jest to nieudolnie i serce boli oglądać. Malowana tarcza, malowane tarczki daty i dnia tygodnia, polerowane wskazówki, napisy naniesione niezgodnie z oryginałem, w nieodpowiednich miejscach, nieodpowiednim krojem czcionki grubością i kolorem. Nie wiem, kto to jest Filip, ale tym razem chyba jednak się mylisz
-
A to nie malowanka przypadkiem?
-
Nie jeden... ale nazwiska nie napisali
