-
Liczba zawartości
2047 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez renqien
-
Cholera, a mogłem pójść na fotografa, a nie na elektronika...
-
Uwielbiam patynę i ślad czasu na przedmiotach, ale ten, gdybym miał taki, czyściłbym regularnie. Świetnie wygląda w czystej formie. Bud mniód i orzeszki!
-
Kto wie, może to już ostatnie promienie słońca w te wakacje...
-
Panowie, a co powiecie na to, że w "najlepszym" momencie w jednym tylko szpitalu w Stanach zmarło jednego tylko dnia w poczekalni, jeszcze zanim zostało przyjętych i przebadanych prawie osiemset osób? Córka sąsiadki jest tam pielęgniarką i była przerażona. Szczerze? Nawet nie wnikałem w szczegóły, jakoś wolę nie wiedzieć, mniej się denerwuję Cieszmy się, że u nas wirus jest łagodniejszy, mamy lepszą opiekę medyczną, wszyscy noszą maseczki i przestrzegają reżimu sanitarnego, a ludzie mają silne organizmy i łatwo się nie dają.
-
Warto do kompletu niejako, obejrzeć serial dokumentalny o roku 1968. To chyba miało tytuł "1968- rok który zmienił Amerykę" albo świat, już nie pamiętam. Warto spojrzeć na tę wojnę również z perspektywy właśnie tego roku i przemian, jakie się wtedy dokonały. Zabójstwo Kinga, Kennedyego, wybory prezydenckie, ruch studencki... Oj, dużo się działo w tym roku, warto to zobaczyć. Dużo się działo właśnie z przyczyny wojny w Wietnamie i dużo się działo właśnie z przyczyny wydarzeń politycznych w Stanach. Jedno bardzo wpłynęło na drugie i warto to zobaczyć. Wtedy faktycznie inaczej patrzy się na Wietnam.
-
One jeszcze kilka miesięcy temu w średnim stanie chodziły po 2500-3000zł, ale teraz dodrukowali pieniędzy i ceny poszły w górę. Na Chrono nie ma co szukać, bo tam jest jakiś absurd. eBay też nie lepiej, no może ciut, ale więcej "modyfikowanych" sztuk i większe ryzyko wpadki. Ja mam założony budżet do 3000-4000zł za ładną sztukę i wiem, że mogę sobie w uchu podłubać. Gdybyś kiedyś chciał kupować, to zwróć uwagę na uszy/ucha. One w tych zegarkach bardzo często się urywały na końcach i albo były skracane, albo dospawowywane. Często też są po recase, wymianie obudowy, odnawiane tarcze, inne mechanizmy bez grubej obsady kamienia nakrywkowego balansu itp. Niestety, te zegarki są bardzo często kombinowane i ja sam nie bardzo czasami wiem, czy dana sztuka jest prawilna, czy zbuk.
-
Poszukaj również 5 (chyba) odcinkowego serialu na Planete+ Moim zdaniem troszkę dokładniejszy i chyba nieco bardziej obiektywny. A w tym na Historii będzie właśnie ujęcie z kompasem na ręku Erniego Cheathama. To bardzo znany wywiad. Nie jestem pewien, czy to nie właśnie on po skończonym ujęciu poszedł sobie, a redaktor zapytał, co pułkownik będzie teraz robił. Jeden z żołnierzy odpowiedział, że poszedł polować na Wietnamczyków. Takie miał hobby po godzinach, że siadał gdzieś na wzgórzu i strzelał do wszystkiego, co się ruszało. Chyba to właśnie jego dotyczyło, ale ręki nie dam sobie uciąć.
-
Może być ciężko, bo te zegarki ostatnio rzadziej się pojawiają i w cenach absurdalnych. No ale cóż, ostatnio wszystko, co ma Ω na tarczy albo jest w jakikolwiek sposób wojskowe, osiąga zwrotne ceny. Jak już będziesz szukał, to jest taki model (zdjęcie ukradzione od nas z forum): Sprawdź sobie w jakimś guglu, co to jest
-
Ja w picclicku wpisałem waltham compass i mi wyszło. Jak dobrze poszukasz, to jeszcze oryginalny pasek do zegarka z epoki dostaniesz, a to czasem jest droższe i cenniejsze od samego kompasu, więc warto szukać i obserwować. Niektórzy sprzedawcy szaleją z cenami i walą po stówie i więcej, ale jak poszukasz dobrze, to wyrwiesz jak ja, za mniej niż pięćdziesiąt. Na szybko znalazłem chociażby https://www.ebay.com/itm/254697829723 Napisz do sprzedawcy, pogadaj, zaprzyjaźnij się i będziesz miał kompas Ooo, to nawet fajna wersja, bo drugowojenny. Nieco rzadszy, pasuje na paski około 17mm więc na typowego NATO z Wietnamu też wejdzie bez napinki. Bo właśnie... wszyscy wkładają te zegarki na 18mm, a te paski naprawdę miały 17mm. Co ciekawe, można jeszcze sporo oryginalnych NATO z tamtych lat kupić.
-
Aaaa właśnie! W pudełku jest jeszcze guma. Zupełnie o niej zapomniałem. Sprawdzę, co to za cudo. @porcelanowy dzięki za dobre chęci, ale to jest 22/20 i w dodatku oryginał, nie chcę dekompletować całości, bo mam wszystko co było od producenta. Jakieś papierki, pudełko, woreczek szmaciany i takie dziwne etui ze skóry węża strażackiego. Nawet naklejki ze szkiełka i dekla sprzedający wrzucił Mam wstępną koncepcję, żeby tymczasowo kupić coś w tym rodzaju: To taki ciemny granat wpadający w czerń, powinien pasować do tarczy. Ona, ta tarcza, jest taka ni to granatowa, ni to zielona. Pewnie kobiety mają na to jakieś określenie Na jakiś czas wystarczy, a potem poszukam wśród naszych forumowych krawców kogoś, kto mógłby uszyć coś zbliżonego do czegoś takiego: A w wolnej chwili wydziergam sobie jeszcze coś w klimatach paracord:
-
Na wesoło, ząbkuje nam maleństwo:
-
Bo on po średnicy wielki nie jest, dlatego na łapie jakoś tam wygląda. To jakieś 42mm na 50mm L2L więc na moją rękę, która ma raptem 60mm średnicy jest OK. On jedynie w górę jest spory, bo odstaje na dwadzieścia kilka milimetrów, jak VIS który jest grubasem, odstaje tylko na kilkanaście. Wiesz, ja na codzień noszę vintage, więc przeskok jest olbrzymi:
-
Jeszcze chodził mi po głowie Andersmann ale to już nie moja półka finansowa. Też bardzo udany projekt. Aaaa.... no i dziś mam dzień brązu i miedzi: W sumie nie zegarek, ale też się nosi na ręku. Tylko rozmiar paska nie ten
-
Jeszcze takie coś do niego dziś przyszło: noszone to było na tym samym pasku, co zegarek: i w oryginale wyglądało mniej więcej tak:
-
No fakt, proste uszy... Jakoś nie zwróciłem na to uwagi. Poza tym to grubas. Dwa centy grubości to chyba dużo. Nawet VIS przy nim to chucherko:
-
Chwilkę na niego polowałem, bo jeden z Anglii mi uciekł. To taki projekt z Kickstartera, który jakiś czas temu sporo namieszał, ale ja się obudziłem już sporo po tym projekcie. Ale udało się. Nówka sztuka, może raz czy dwa założona. Teraz tylko jakiś pasior, bo ten jest paskudny. Zdjęcia są jakie są, nie umiem pstrykać, nie mam czym i jest już ciemno, ale z grubsza oddają charakter zegara. Widać, że jest wielki, ciężki, odstaje i można nim komuś krzywdę zrobić. Fajnie, że to brąz, nie muszę na niego chuchać i dmuchać. Tu każdy ślad dodaje charakteru, a on i tak ma już go dużo, bo zdążył zrobić się mocno ciemny. W wieczornym świetle wygląda jak murzyn:
-
To, że wjechała i zrobiła rozpierduchę, to jedno. To, że najpierw wspomagała, a potem się wypięła na ruchy wolnościowe Wietnamczyków, to drugie. Niestety, ta karta jest w historii Stanów Zjednoczonych niewątpliwie jedną z najczarniejszych. I masz pełną rację. Trzeba najpierw porozmawiać z Wietnamczykami, poznać ich punkt widzenia i ocenę, zarówno wtedy jak i teraz, z perspektywy czasu, żeby móc w jakikolwiek sposób się wypowiadać o Wietnamie. Oczywiście, mało kto mówi szczerze i otwarcie, boją się, ale w tym co mówią można złapać głębszy sens. Z resztą, w kwestii zegarków i ich zbierania polityka ma małe znaczenie. Ważna jest historia i to, że jest jej częścią. A czy po tej, czy po tamtej stronie, ma zdecydowanie zerowe znaczenie. Mam PRIM-a z LWP i jakoś mi to nie przeszkadza, że służył minionemu ustrojowi. Mam hitlerowskiego Zenitha i jest perełką w mojej kolekcji. Nawet gdyby na zegarkach były gapy, hakenkrojce, gwiazdy, sierpy i młoty, czy inne znaczki, to nie miałoby to dla mnie żadnego znaczenia emocjonalnego. Po prostu jest to część historii i tyle. Mam to szczęście, że jestem już z pokolenia powojennego i nie mam uczulenia na symbolikę. Co innego chociażby moja Babcia, która widząc symbole faszystowskie miała bardzo złe reakcje. Ja podchodzę już z większą rezerwą i spokojem.
-
Długo, bardzo długo zastanawiałem się nad brąziakiem. Z jednej strony fajny styl, z drugiej spory zegar, który na mojej wiotkiej witce będzie wyglądał głupio. Nic nie poradzę, brąz musi być duży. Jakoś te zwyklaki w brązie mnie nie przekonują. Gapiłem się, oglądałem ten wątek i coraz bardziej wsiąkałem. W końcu... wskoczyłem na głęboką wodę: Woda faktycznie głęboka, bo podobno 1000m. Gdzie ja tyle znajdę? Wzdłuż tyle nie przepłynę, a co dopiero w głąb Na witce jakoś leży: tylko trochę odstaje: Generalnie taki mega pancerna bestia z niego, ale w sumie całkiem łagodna.
-
Ojtam ojtam... Taka ciekawostka, że przez jakiś czas te zegarki, czyli Hami i CWC były robione równolegle, a potem CWC przejęło całą produkcję i trzaskało pod własną nazwą. To były ciężkie czasy dla Hamiltona...
-
Ja tam jakoś bardzo dużo tych wojaków nie mam. Staram się wybierać po jednym z rodzaju zachowując zdrowy rozsądek przy zakupach. Ceny teraz są tak chore, że znalezienie czegoś ciekawego w sensownych pieniądzach jest bardzo trudne. Mam WWII niemieckiego Zenitha DH, amerykańskiego Elgina A11 z Australii, brytyjskiego Burena Dirty Dozen z początku produkcji czyli końca wojny, Wilhelminę i to w zasadzie z drugowojennych tyle. Poza tym jakieś nowsze, z lat siedemdziesiątych i to w zasadzie tyle.Większość ciekawych wojaków jest po prostu poza moim zasięgiem finansowym. A jeśli chodzi o współczesne reedycje, to zrobiło się tego tyle, że musiałbym worek kasy wywalić na reedycję każdego ciekawego zegarka. Bulova ma swoje, Hamilton swoje, Smiths dwa czy trzy modele i jeszcze cała masa innych. Przy zakupie stajesz przed dylematem, czy kupić reedycję, czy oryginał i zawsze wygrywa oryginał. Ja z resztą je po prostu noszę. U mnie nie ma świętości, że coś leży w gablotce i służy tylko patrzeniu. Każdy, nawet najdroższy i najrzadszy będzie ze mną łaził na łapie. Ten Hamilton też dziś cały dzień wędrował, paczki pakował, wysyłki robił... ma chłopak pracowitą emeryturę Oczywiście, żeby nie niszczyć śladów przeszłości będzie rzadziej wychodził, ale sorry, tyrać trzeba @Marak wojna wietnamska jest jedną z ciekawszych i trudniejszych politycznie. Naprawdę trzeba sporo czytać i starać się rozumieć co wynika z treści między wierszami, żeby mieć chociaż trochę poprawny ogląd sytuacji. Zwłaszcza, że i sytuacja polityczna na świecie była w tamtych latach bardzo skomplikowana i burzliwa, a to bezpośrednio wpływało na sytuację w konflikcie indochińskim. Myślę, że choć sporo już przeczytałem i obejrzałem, to nadal jestem na początku drogi do zrozumienia i całego konfliktu i pojedynczych epizodów. Niestety, bardzo dużo materiałów, filmów dokumentalnych i artykułów w prasie czy internecie jest stronniczych i nieobiektywnych. Wszyscy starają się wybielać jedną stronę i oczerniać drugą.
-
Gooooodmoooorning Vieeetnaaaam!!! Niesamowita historia pozornie zwykłego zegarka https://zegarkiclub.pl/forum/topic/189159-good-morning-vietnam/ A przy okazji takie ło:
-
Pełną historię wrzuciłem tu:
-
Przywykło się patrzeć na wojnę wietnamską jako na konflikt Wietnamu Północnego i Stanów Zjednoczonych wspierających Wietnam Południowy. Udział po stronie południa innych armii niż tylko amerykańska i południowowietnamska jest delikatnie mówiąc, bagatelizowany. Słyszymy głównie o walecznych Amerykanach którzy, wyrwani z codziennego cywilnego życia, wysłani do Wietnamu stawali się bohaterskimi, doświadczonymi i walecznymi żołnierzami wspomagającymi swym doświadczeniem i wyposażeniem biednych i niedoświadczonych obrońców demokracji z południa. Tymczasem prawda jest taka, że znakomitą większość tej doświadczonej i uzbrojonej po zęby armii stanowili ochotnicy z biedniejszej części społeczności robotniczej, często czarnoskórzy, dla których służba w armii była szansą awansu społecznego. W późniejszym okresie dołączyli do nich poborowi, często studenci, młodzi ludzie z klasy średniej. Jedni i drudzy słabo wyszkoleni, bez doświadczenia wojskowego, stanowili olbrzymią ale słabą siłę militarną. W połączeniu ze słabo dowodzonym, źle wyszkolonym wojskiem Sajgonu, ponosili olbrzymie straty. Potrzebni byli zawodowi wojskowi koordynujący tę szarą masę, szkolący rekrutów, znający sztukę wojenną. Tutaj znaczącą rolę obok Nowej Zelandii odegrała Australia, która wysłała do Wietnamu swoich zawodowych żołnierzy, w większości specjalistów wyszkolonych w konflikcie na Malajach i Borneo w zwalczaniu komunistycznej partyzantki, znających realia walki w dżungli. Słynne „the TEAM” to były właśnie siły specjalne komandosów SAS szkolące Wietnamczyków z południa. Australijczycy zasłynęli w tej wojnie jako doskonali tropiciele umiejący poruszać się po dżungli, potrafiący jak nikt unikać zasadzek i ścigać oddziały VietCong-u. Chociaż siły Australii były w tej wojnie nieliczne, znacząco wpłynęły na jej przebieg. Wiele oddziałów Wietnamczyków z południa czy amerykańskich miało w swoich szeregach specjalistę właśnie z Australii. Ponieważ interesuje się zegarkami wojskowymi i zbieram głównie takie, zawsze chciałem mieć zegarek z Wietnamu. Właśnie ze względu na znaczenie i niewielką liczebność Australijczyków w tym konflikcie, zapragnąłem mieć taki, który należał do Australijczyka. Rzadszy, ciekawszy, trudniejszy do zdobycia. Amerykańskie są mniej ciekawe, bardzo popularne, wyprodukowane w milionach sztuk zyskały przydomek zegarkowego dolara, bo żołnierze amerykańscy kupowali od tubylców różne produkty czy usługi płacąc tymi zegarkami zamiast pieniędzmi. Wypatrzyłem aukcję z Australii i udało się! Wygrałem licytację i niedawno przyszedł. Dokładnie 12 sierpnia 2020 roku, co jak się później okazało, nie jest bez znaczenia. Ale po kolei. W opisie aukcji było zaznaczone, że sprzedawca kupił ten zegarek od australijskiego weterana z Wietnamu. No faktycznie, zegarek brudny, pasek uświniony, szkiełko porysowane… samo najsmaczniejsze dla poszukiwacza wojennych zegarków. Niewątpliwie nie był to zegarek jakiegoś gryzipiórka w sztabie tylko prawdziwy wojownik na ręku frontowego wygi. Ale ale, w opisie stało, że odkupiony od rodziny… to może sprzedawca wie, jak ta rodzina się nazywała. Napisałem pytanie do sprzedającego i… JEST! Tu cię mam robaczku! No to już wiem gdzie służył zegarek i jego właściciel, teraz trzeba poznać jego historię. Czy żyje, co robi itp. Okazało się, że google jest bardzo pomocne, potwierdziło przydział i okres służby. Ale wypluło też coś, co niby nie jest niczym epokowym, ale wywołało ciarki na moich plecach. Pod artykułem https://cherrieswriter.com/2015/03/25/memories-of-my-visit-at-the-24th-evac-hospital/ znalazłem komentarz napisany przez właściciela mojego zegarka z 2018 roku: Ale historia! Policzmy… Śmigłowiec przylatuje do szpitala 8 sierpnia. Operacja trwa 28 godzin i po trzech dniach pacjent budzi się ze śpiączki. Czyli mamy 12 sierpnia, jeśli dobrze liczę. 12 sierpnia 1970 roku. Chwilka, a zegarek dotarł do mnie 12 sierpnia 2020 roku. Równo 50 lat od ponownych narodzin jego właściciela! Pal sześć, czy dokładnie co do dnia, ale mniej więcej się zgadza. Ależ niesamowity splot wydarzeń! Najlepsze jest to, że znalazłem tego człowieka. Jest, żyje, mieszka w Niemczech gdzie jak przypuszczam niedawno się przeprowadził i pewnie przed przeprowadzką wyprzedał trochę gratów, żeby wszystkiego ze sobą nie ciągnąć do Europy, w tym również zegarek. Znalazłem jego profil na FB. Faktycznie ma w profilu zdjęcie z Wietnamu. Napisałem do niego i czekam na odpowiedź. Pewnie nieprędko odpisze, bo ostatni raz był aktywny jakieś 5 tygodni temu, ale zobaczymy. Chciałbym dowiedzieć się więcej. Nie dość, że taki fajny zegarek, to z fajną historią… i jeszcze przywędrował za nim do Europy. A zegarek? No cóż… To były jedne z pierwszych zegarków w wypadku których ustalono specyfikację z której wynikało jakby, że nie ma co się przykładać do jakiegoś szczególnego wykonania, bo życie właściciela statystycznie było wielokrotnie krótsze niż żywotność samego zegarka. Mechanizm praktycznie buksiak, oparty tylko na 7 kamieniach. Hamilton, ale wyprodukowany w Zachodnich Niemczech. W miarę uszczelniony, bo ma już uszczelkę w deklu i koronce, ale prosty do bólu, nawet bez hackowania. Po przylocie do mnie faktycznie nie chodził, ale udało się go rozruszać i cyka, jednak wymaga gruntownego czyszczenia bo nawet na kole wychwytu zalega jakieś czarne coś, co wygląda jak rozdeptana mucha i wolę nie wnikać, czym jest naprawdę. Koperty i paska czyścić nie będę. Niech zostanie jak jest, bo to część jego historii. Do noszenia znajdę innego Amerykańca, a Australijczyk pójdzie do gablotki jako fajny kawałek historii.
-
A co tu oświecać? Ja odpowiem zamiast Iko jeśli pozwolisz. Chodzi o to, że lotnik lata, pilot "prowadzi" samolot. Nawigator jest lotnikiem, ale nie jest w danym momencie pilotem, chyba że jest pilotem-nawigatorem Jest trochę racji w tym, że B-Uhr nie do końca jest pilotem, a właśnie nawigatorem, chociaż tak naprawdę pierwsze zegarki lotnicze nosili właśnie piloci. B-Uhr zostały stworzone dla nawigatorów samolotów bombowych i określony ich wygląd i cechy bodaj w 1935 roku wyznaczyła konkretna specyfikacja. Nie pytaj mnie jaka, z pamięci nie napiszę, bo nie pamiętam. Trzeba by sprawdzić. Piloci chociażby myśliwców na ogół nosili mniejsze zegarki. W niemieckiej armii nie było takich typowych zegarków dla pilotów, jak chociażby w armii brytyjskiej czy amerykańskiej, gdzie stosowano Weemsy wszelakiej maści, Longinesy, LeCoultry czy Movado. A tak na deser, bo mało kto wie, że zegarki B-Uhr, w przeciwieństwie do zegarków pilotów, nie były do właściciela przypisane na stałe. Nawigator taki zegarek dostawał ustawiony przed misją i po misji, jeśli wrócił, zdawał go... nie wiem komu EDIT: Iko, dubel
