Szczerze? Chyba się w nim zakochałem. Noszę już kolejny dzień i zdjąć nie mogę. Nigdy nie myślałem, że czarnuch tak mi podejdzie. W dodatku jakiś najtańszy pasek za dwie czy trzy dychy, a całość wygląda na żywo jak milion dolarów. Żeby nie było postu "na pusto", pamiętam jak w dzieciństwie ojciec kupił sobie Poljota z budzikiem. Nie wiem, koniec lat siedemdziesiątych, początek osiemdziesiątych... Co to był za zegarek! Dla mnie, dzieciaka kilkuletniego, zegarek z budzikiem na rękę, jak dotychczas budzik to był taki wielki na nocnej szafce, a zegarek na rękę nie miał żadnych komplikacji, może poza datą, a i to już był cud. A tu nie dość, że bzyczy, to jeszcze świeci w nocy. Latałem do łazienki, żeby przy zgaszonym świetle gapić się na świecące wskazówki, potem znów na światło i znów do ciemności. Nie, to nie jest nowy nabytek, ale w pełni odnowiony zegarek zgodnie ze szkołą Łukasza. Nowa koperta, nowe koronki, dziś dołożone nowe wskazówki. Wcale nie tak łatwo dobrać kolor lumy, bo jak sprawdziłem, różnią się między sobą zależnie od... rocznika? kraju przeznaczenia? Nawet sposób nakładania jest inny w różnych modelach. Tutaj to dobrze widać: Teraz wskazówki już prawilne, nowe oryginalne szkiełko. Cały zegarek jest jak nowy: Wiem, że to nic specjalnego, żaden cymes, ale mam kupę radochy. Zupełnie, jakbym miał nowy zegarek, taki prościutko ze sklepu, kupiony za zaoszczędzone pieniądze. Będzie od wielkiego dzwonu zakładany, bo naprawdę jak nówka.