Dla mnie to bycie "zakładnikiem" własnego zegarka. Zegarek jest dla ludzi a nie odwrotnie. Oczywiście, wychodzenie ze złotym DD w nocy do ciemnego parku lub niebezbiecznych dzielnic, to zły pomysł, ale nie dajmy się zwariować. Wychodzę z założenia, że trzeba mieć taki zegarek lub zegarki, że jak ukradną lub bardzo mocno się zniszczy (np. po upadku na rowerze) to będzie szkoda, ale świat się nie zawali tylko pójdę i kupię taki sam (jeśli jest to model nadal produkowany). Myślałem, że dbam o zegarki i mam mocno pedantyczne podejście, ale jak czytam/słyszę o codziennym czyszczeniu wacikami i wykałaczkami, obklejaniu foliami uszu, bransolety, zapięcia etc. to ogarnia mnie pusty śmiech. Czy nie lepiej mieć spokojną głowę i nosić zegarki, na które nas rzeczywiście stać?