Może ja jestem dziwny, ale mam to głęboko w d....ie czy Pan sprzedawca przybiegnie do mnie z kwiatami na powitanie czy nie. Nawet wolę jak sobie siedzi i zajmuje się swoimi sprawami i nie prawi frazesów po 7 szkoleniu sprzedażowym. Po to mam język, żeby podejść i zapytać o to co mnie interesuje. Jak sprzedawca (gdziekolwiek) pyta mnie "w czym może pomóc", to mówię, że auto trzeba by poodkurzać, umyć, że stoi przed sklepem i wyciągam kluczyki Ja rozumiem, że w polskich realiach dla 60 latka z wąsikiem w bomberkach, gdy przychodzi za wieloletnie oszczędności kupić pierwszy raz nowe auto, to jest to najważniejsze wydarzenie w życiu i nie brakuje emocji, ale dla handlowca sprzedaż takiego Passata za 150k czy innego Opla to jak sprzedaż bułek w piekarni. Szczególną wrażliwością to powinien się wykazywać personel medyczny, pracownicy zakładu pogrzebowego etc. Samochód to tylko przedmiot.