Jeśli rezerwa chodu jest najważniejsza to w/w Stowa ma za 1/4 ceny taką samą rezerwę chodu jak Mark XVI/XVII/XVIII i identyczne dziedzictwo historyczne modelu.
LLD ma bodajże rezerwę 80h. Nie wiem czy na codzień 80h vs 120h robi diametralną różnicę. Rozumiem, że dla pojedynczych osób może do być kluczowe. Wiem natomiast, że jeśli producenci daliby klientom wybór mechanizmu w tym samym modelu:
- mechanizm A - 120h rezerwy interwały serwisowe 4 lata, żywotność 20-30 lat bez grubszych napraw
- mechanizm B - 50-70h rezerwy, interwały serwisowe 8-10 lat, żywotność 40-60 lat bez grubszych napraw
To nie wiem kto by się skusił na te pierwsze. Oczywiście tylko się droczę, w tym hobby wręcz nie warto się kierować tylko rozumem. Po prostu nie wychwalałbym mechanizmu tylko dlatego, że ma 120h rezerwę chodu, ponieważ taka rezerwa była w automatach już bodajże 10 lat temu przy cenie 9k zł np. w modelach Christopher Ward. 😉
Ja do mechanizmów podchodzę bardzo sceptycznie. Z popularnych inhouse ufam cal. 303x/313x (323x się okaże za 20 lat, czy dorówna poprzednikom), trochę naciągane dla cal. 861/1861/1863 (ponieważ to konstrukcja Lemanii) i El Primero. Reszta to wielka niewiadoma. Oczywiście są też bardzo dobre inhousy, ale mniej popularne JLC, wielka trójka, ALS, Nomos itp. i tylko dlatego trudniej je ocenić pod kątem trwałości i niezawodności. Jak mam mieć za 20-50k zł wielką niewiadomą to wolę jednak cal. 2892 (i pochodne jak Omega cal. 1120), VJ7750 (i pochodne jak Omega cal. 1164), cal. 6497/6498 i pochodne OP X/XI. Inhouse z Marka XX, MTx Tudorów, Heuer 02, P3000/P6000 itp. to się okażę ile są warte jak pobędą 30 lat na rynku. Rozmawiam z najlepszymi zegarmistrzami w kraju (tzn. przerabiają masę nowożytnych inhousów) i tam słyszę: IWC cal. 80110 (z Inge) - niby inhouse, ale jednak bazuje na VJ7750, Pelleton fajny, ale ogólnie mechanizm wrażliwy na interwały serwisowe w przeciwieństwie do VJ, co-axiale 8xxx - zbyt często jak na markę i cenę pracują na sucho po 4 latach, P.3000 ogromny balans a za cienkie osie, wrażliwy na wstrząsy. I ten sam zegarmistrz oddaje mi 50 letnią Cymę wartą 700-900 zł na cal. 2873 i mówi, że trzyma fabryczne parametry, nie to co 2824 z XXI wieku po 15-20 latach użytkowania. Jak zegarek przestał był narzędziem a zaczął być biżuterią to większość marek cuduje marketingowo dla $ z mechanizmami i innowacjami, które fajnie wyglądają na papierze, traktując po macoszemu jakość materiałów i niezawodność konstrukcji.