Z zapachów, które używam od lat i wciąż się nie znudziły: 1) Lalique Encre Noir - niesamowity, ponadczasowy, tak naprawdę unisex i używa go także moja żona. W jego przypadku stwierdzenie "perfumy pachną na każdej osobie inaczej" nabiera innego wymiaru. Używać z umiarem, latem polecam utemperowaną wersję Sport bo standardowa już po dwóch zaaplikowanych chmurkach potrafi przytłoczyć. Prawdziwy zapachowy kameleon pulsujący nutami i zaskakujący co raz czymś nowym, niespodziewanym, niesamowicie przyjemnym. Nie sprawdzać na bloterze, tylko testy nadgarstkowe. 2) Collistar UOMO Acqua Attiva - dla mnie to poprawiona, lepsza wersja Voyage d'Herme. Nie ma tu pudrowości Hermes, poprawiono też trwałość. 3) Kilian Light My Fire - niby coś jak Ford, ale jednak oryginalne i całościowo mniej słodkie, bardziej tytoniowo pikantne. 4) Tom Ford Tobacco Vanille - czasem za słodkie, jednak nadal jedne z moich ulubionych 5) Dior Homme Intense - kiedyś wersja podstawowa (bez intense w nazwie) była zwycięzcą. Ale potem została wykastrowana przez reformulację. Potem naprawili, teraz znowu popsuli. Jeśli ktoś lubił otwarcie z Irysem i skórą to wciąż jest jeszcze dostępny Homme Intense który pachnie jak stary dobry Homme. 6) Abercrombie & Fitch Authentic - trochę syntetyczny, "czuć" ISO E Super, ale jest niesamowity, warto zapodać na nadgarstek i poczekać jak się rozwinie zapach. Jeden z najmłodszych w mojej szafie i jeden z nielicznych z ostatnich wypustów moim zdaniem wartych uwagi. 7) Loewe 7 - goździki, kompot z jabłek, szarlotka, takie tam przyjemne klimaty. Uwielbiam. Wiele osób też zwracało uwagę na zapach jako niesamowicie przyjemny i do tego rzadko spotykany. Dzisiaj tak: