W normalnych pojazdach tłoki są zawsze odlewane i dlatego wychodzi to, co wychodzi w praniu. Z rozmowy, o której wspomniałem wynika jasno, że dziś wszystko jest wyliczone do µm, a sam proces przebiega zgodnie z określonymi "standardami". Dawniej inżynierowie dawali pewne naddatki materiałowe i używali lepszych stopów, które podczas badań niszczących m.in. mikroskopowych nie wykazywały tak często anomalii w mikrostrukturze materiałowej elementów, które poddawane są wysokim przeciążeniom m.in. tłokom i korbowodom. Dawniej to był wyścig technologiczny, który miał służyć człowiekowi, a jego finalny produkt miał być użytkowany przez lata. Tak budowano markę i prestiż inżynierów, których praca spowodowała utrwalenie pewnych stereotypów.
Dziś kiedy konsumpcja rozrosła się do niewyobrażalnych rozmiarów, liczy się tylko i wyłącznie sprzedaż. Marka jest, a to, że jedna sztuka na kilka tysięcy się wykruszy... Trudno. Winę zgoni się na wadliwe użytkowanie mechanizmu. Niestety, ze szkodą dla nas wszystkich księgowi ustawili kurs na zysk kosztem jakości. I wszystko wskazuje na to, że będzie tylko gorzej.
Myślę, że koledzy, którzy od dawien, dawna zajmują się zegarmistrzostwem i samymi zegarkami, też zauważyli spadek jakości wykonania, również u tych prestiżowych wytwórców.