Na Śląsku powietrze można nawet gryźć. 😆
Pisaliśmy kiedyś o sprawdzonych źródłach uprawy czy wyrobów i tak staramy się do dziś. Może właśnie dlatego, pomimo faktu, że nie wylewam za kołnierz, wątrobę mam w lepszym stanie, aniżeli 10 lat temu 😆
W ubiegłym roku dzięki Stowarzyszeniu Rzemieślnik trafiłem na człowieka, który wytwarza wędliny "jak dawniej" bez używania dobrze znanych konserwantów. Używa peklosoli, która oczywiście w nadmiarze też szkodzi, ale w nadmiarze szkodzi wszystko.
Jego przepisy na wyroby masarskie liczą ponad 100lat i uzyskał wiele nagród, certyfikatów, odznaczeń bla bla bla...
Kupuję również od niego mięso, a On skupuje jedynie od pobliskich gospodarstw rolnych. I tutaj przy konsumpcji to ewidentnie czuć, że je się mięso, a nie jakiś substytut chiński, belgijski, niemiecki który zalewa rynek.
Z papierosami, to cóż... Ograniczam
My jakoś na patelnie nie mamy wielkiego parcia, może dlatego, że u nas smaży się bardzo mało. Raczej pieczemy, gotujemy, ewentualnie dusimy po wstępnym podsmażeniu.
Jak zamieszkaliśmy sami, to kupowaliśmy coraz droższe i zawsze "siadały" żarcie zaczęło przywierać, pomimo faktu, że staramy się dbać o rzeczy, które kupujemy i to był moment; gdzie stwierdziłem, że szkoda pieniędzy na nowe coraz droższe wynalazki i tak każdą szlag trafia. Co do masy, te teflonowe tanioszki chodzą w tej samej "wadze" co tefale, gerlachy, itd... Nigdy nie pokusiłem się na pomysł, aby kupić patelnię za 1000zł i więcej.
Tłuszcz w gruncie rzeczy jest bardzo zdrowy, a w tym temacie trzeba się z nim potrafić obchodzić. Używać odpowiedniego do danej potrawy. I fakt unikać jedzenia, które nim ocieka, bo takie powoduje u mnie na sam widok mdłości.
Z tym gerlachem to u mnie to samo...
Co do stalowej i jej masy, jak będzie niegrzeczna, to kup Żonie żeliwiaka Choć mówi się, że do smażenia i powolnego duszenia są doskonałe.
Ja żeliwną widzę jako ideał trzymający ciepło np. shakshuki
Ale ogólnie zawodowcy to jak zauważyłem jedynie stalowe i żeliwne. Zresztą kiedyś nie było takich wynalazków, a moja śp. Babcia od strony Mamy miała taką żeliwną chyba przez całe życie
Z tym smakiem to masz rację, to tak jak kiedyś ww. bliska mi osoba, gotowała na westfalce, to wszystko smakowało inaczej - lepiej. Więc nie tylko materiał, na którym smażymy, ale również źródło energii ma wpływ na smak. Choć na zdrowy rozsądek, to pewnie "funkcja" utrzymywania równomiernego ciepła przez płyty żeliwne na owej kuchni miały taki wpływ na potrawy.