Ja mam swoje zdanie o Pani Świątek. Abstrahując od tego, słuchając wywiadów, mam wrażenie, że jest niestabilna emocjonalnie. Pewnie stąd potrzeba wsparcia ze strony psychologa.
Myślę, że odpowiednikiem był Pan Andrzej Gołota, który pomimo fenomenalnego przygotowania technicznego i kondycyjnego; walki często przegrywał już w szatni.
Podobno podczas I walki z Riddickiem Bowe pomimo, iż prowadził zaczął faulować, bo sam uznał, że przegrywa. W II walce rewanżowej w 4 rundzie posłał Bowe na deski i znów prowadził, ale nastąpił zwrot i w 7 Gołota leżał na deskach. Ponownie włączył się tryb alarmowy i uderzył trzykrotnie poniżej pasa. Wówczas sędzia ringowy zastopował walkę.
Psychika potrafi płatać figle. Dlatego tak jak Paweł wspomniał, w zawodowym nie może się obyć bez scalenia zawodnika - trenera - psychologa sportowego.
I domyślam się, że czym dalej w las, tym rola psychologa jest jeszcze bardziej istotna, bo napięcia wzrastają wraz z oczekiwaniami zarówno własnymi jak i otoczenia. Pomijając inne aspekty np rodzinne, takie wsparcie wydaje się być kluczowe.
Sądzę, że jest część sportowców, która potrafi żyć tak jak chociażby wspomniani szefowie firm bez wsparcia, ale jest również część, która tego wsparcia wymaga. To tak a propos Twojego drugiego wpisu o znajomych z Nowego Jorku. Choć psychiatria i psychologia to w moim przekonaniu dwie oddzielne gałęzie, w której dla tej pierwszej grupy z zasady wchodzi do gry farmakologia.