Dzięki @Edmund Exley. To mój wymarzony zegarek. "Stary", ale nowy - taki, co wygląda jak prawdziwy klasyk, ale który będzie starzał się razem ze mną, a nie "już stary" po kimś. To jest właśnie cały ambaras i dylemat (skądinąd bardzo przyjemny): stary zegarek - ktoś go miał od nowości, ktoś go sobie wymarzył i kupił lub też dostał, ktoś go nosił w ważnych dla niego chwilach, może gubił i cudownie odnajdywał, może przekazał potomnym lub po prostu po sobie pozostawił...), czy może nowy - jeszcze bez duszy, jeszcze bez historii, może "nie taki jak kiedyś"... Wszystko zgoda, ALE od początku mój: to moje wielkie i małe chwile będą tworzyć jego historię, to ja go będę gubił i odnajdywał, zarysowywał i klął z tego powodu, to na moich zdjęciach będzie się starzał i może go na koniec komuś zostawię... Wówczas ten (już wtedy stary) tzw. "zegarek z duszą" będzie miał w sobie kawałek mojej "duszy" i historii, a nie czyjejś innej, niczym obcy muzealny obiekt, tyle że w należącej do mnie gablocie. Hahah, no okay, trochę popłynąłem 😂
Chodzi o to, że od lat siedziałem w starych zegarkach i uwielbiałem je, wszystkie te subtelne niedoskonałości, ślady nadgryzienia zębem czasu, zagadki i ciekawostki - ale nigdy nie czułem, że są tak naprawdę "moje", jeśli wiecie co mam na myśli. Dopiero gdy zacząłem zbierać nowe zegarki - dobra, może czasem nie takie już kultowe jak te stare, nie takie wyjątkowe, nie w takim rozmiarze co Biblia nakazała, mające okno daty nie tam gdzie trzeba i "gorszy" od pierwowzoru pasek, wskazówki czy bezel, bla bla bla - to wtedy poczułem patrząc na nadgarstek: "cholera jasna, to naprawdę jest mój zegarek!" 😄 Najlepsze rozwiązanie dylematu zatem: i stary, i nowy 😉
Ja też miałem podobny "międzypokoleniowy" duet 🙂
Jak zakładałem na przemian do pracy dzień po dniu, to ludzie głupieli: "hej, to ten sam co wczoraj?" 😄
Moja dziewczyna nawet nie zauważyła nigdy, że mam dwa różne zegarki. Komedia.
Aktualnie mam duet z cyklu pod tytułem "yin / yang" 😛