Bo z tą datą Koledzy u producentów zegarków to jest w dzisiejszych czasach trochę tak, jak na tym obrazku:
Nie da się z każdego zegarka zrobić na siłę EDC. Czasem fajnie mieć zarazem i zwykłego Malucha do lansu w niedzielę i większe współczesne auto na codzienne i dalsze podróże.
Są po prostu zegarki stworzone do bycia EDC, takie szwajcarskie scyzoryki, gdzie brak tej daty nawet by irytował i ujmował praktyczności. Ale są też takie, gdzie ta data naprawdę pasuje jak wół do karety. Zauważcie przy tym, że już cuda dosłownie robią, by wskrzesić swoje najbardziej kultowe modele: przewiercają uszy kopert na wylot jak w latach 30-tych i 40-tych, nakładają sztuczną patynę, wypukłe szkiełko, redukują rozmiar, koronka grzybek, brązowa luma na wskazówkach i na koniec co? Srrrrru, datownik na tarczy 🙄
Dlatego też jakiś mądry człowiek w Heritage Department w Longines (a wiemy, że taki wydział istnieje, bo chociażby mówił o nim Walter von Känel w filmiku poświęconym BigEye) tym razem podrapał się w głowę i powiedział "dobra, słuchajcie, chodźcie już nie przeginajmy z tą datą, okej?". I wyszło tak! 🤩 😍