Początki były na najzwyklejszym pasku... po lewej mój pierwszy zegarek z prawdziwego zdarzenia, do tej pory ulubieniec. Po prawej zegarek dla taty który gdy zobaczył mój wybór stwierdził... "nie obraź się synu ale nie podoba mi się". Trzymałem go wtedy u rodziców, sam orałem w pracy Timex'a. Dostawałem tylko sms'y od mamy że tacie tak się nie podoba że ciągle ogląda ten mój egzemplarz. Cóż było robić, trzeba było zamówić ciut podobny.
Dziwnie to zabrzmi na forum zegarkowym ale jeszcze do jakiegoś czasu byłem jakiś taki dziwny, że jak pomyślałem o zmianie choćby paska to mnie dreszcz przechodził.
Najpierw pojawił się seledynowy niewypał, gdzieś tu do odnalezienia (choć niewarty szukania). Później to coś czarno czerwone. A dziś zostaję przy tym zielonym, pasuje mi do grafitowej tarczy. Poznaję wciąż ten zegarek na nowo, ma już swoje wgniotki ale jest tylko mój. Tak nawet przechodzi mi czasem myśl aby kupić jeszcze jeden ten sam egzemplarz. Nie miałem wielkiej kolekcji ale zostawiłem sobie całe 4 zegarki... część rozdałem, sprezentowałem. To mi już wystarcza.