Zbijam piątkę za klasycznego Lelokla na starej Etce. Chodził za mną ten srebrny model od dłuższego czasu, no i wreszcie dzisiaj przybył. Gijosz przyzwoity, choć kurdę szczerze powiedziawszy, to bez ekstazy. W życiu realnym nijak nie dorównuje zdjęciowym zbliżeniom. Z osobistych doświadczeń, w tej kategorii brązowy Raymond Weil Maestro i srebrny REC Tourer stoją gijoszową fakturą na zdecydowanie wyższym poziomie, szczególnie ten drugi jest spokojnie ze dwa poziomy wyżej. Warto również wspomnieć, że obydwie gijoszowane Adriatiki, które posiadam, grą światła wygrywają z Tissotem TKO. Wydaje mi się, że może tu chodzić o lepszy kontrast z zewnętrznym pierścieniem tarczy. Może miałem wygórowane oczekiwania, po modelu Luxury, który mnie trochę oszołomił na żywca. Może czarny Lelokl prezentuje się korzystniej. Ten srebrny tissotowy gijosz jest taki trochę bez iskry, miałem ostatnio podobny niedosyt ze srebrnym Zeppelin Friedrichschafen.
I jeszcze z początkowych obserwacji - jednak większy kolega Tissot Luxury wydaje mi się mieć całościowo więcej charakteru od Lelokla. Srebrny szlif słoneczny bardziej cieszy moje oko, no i koperta dużo ciekawsza.
Żeby nie było, zegar jest całkiem niezły. Ale nie dorównuje Luksuriuszowi w moim mniemaniu. Chętnie bym go postawił obok Louis Erard Heritage i Mido Belluna II dla porównania.
I coś nie mogę zdecydować, czy wolę go na bransie czy na pasku.