Biorąc pod uwagę ceny z Joma czy przede wszystkim z Massdropa, albo na zatoce, nie widzę żadnych realnych korzyści w dopłacaniu za "serwis posprzedażowy" w PL czy jak się tam to zwie. Mnie się z żadnym zegarkiem kupionym w USA nic do tej pory nie dzieje, a ceny są tak korzystne, że nawet (odpukać ) gdyby coś się stało to przecież koszt serwisu ety to nie koszt serwisu GS czy Rolexa. Każdy dobry zegarmistrz naprawi Glycinę za niewielkie pieniądze i jeszcze zostanie reszta z tych zaoszczędzonych na wyprzedaży. Poza tym te zegarki mają przecież gwarancję. Pytanie, dlaczego w PL jej się nie honoruje to inna sprawa. Ciekawe jakby to było w przypadku wysyłki np. do Niemiec.