Miałem okazję wejść do tuneli pod zamkiem, 50 metrów poniżej poziomu dziedzińca. Jest ich blisko kilometr, więc mało prawdopodobne, by to była całość - raczej niewielka część. Unikatowa aparatura geofizyczna, która jest tam zainstalowana, wyklucza inną lokalizację. Myślę, że po medialnej burzy wywołanej "złotym pociągiem" pęd do eksploracji podziemi wyhamuje i laboratorium ocaleje - ze szkodą dla zwiedzających. Najlepiej by było gdyby ten pociąg rzeczywiście istniał. Problem w tym, że historia wszystkich niemieckich pociągów pancernych jest znana i wiadomo jak dokonały żywota. Nie wiadomo jednak co stało się z dwoma polskimi pociągami pancernymi, które najpierw wpadły w ręce sowietów, a potem hitlerowców i jeździły dla armii niemieckiej. Gdyby ten osławiony wałbrzysko-wrocławski pociąg okazał się jednym z tych zaginionych, to złoto byłoby już niepotrzebne. W podziemiach najbardziej urokliwe było jeziorko z krystalicznie czystą wodą. Przy okazji przypomniałem sobie wagary gdzieś kolo roku 70-tego, kiedy to udało się nam wleźć prawie całą klasą do tych lochów i trochę polatać z pochodniami zrobionymi z gazet. Pomysł ze spotkaniem w porze kwitnienia rododendronów rewelacyjny. Tę orgię kolorów warto zobaczyć.