Dla mnie nie! Jakie pochodzenie? Austriackie, niemieckie (są przykłady, że wiele osób uważa Rechów za Niemców)? Chyba że znowu pomyliłeś znaczenie słów. Na cenę zegarów pierwszorzędny wpływ ma moda, o czym mogliśmy niejednokrotnie się przekonać. Moda nie kieruje się racjonalizmem, często jest to gra interesów. Wmawianie ludziom, że zegary z tej manufaktury są dziełami sztuki zegarmistrzowskiej, to austriackie gadanie. Uroda też wątpliwa dla wszystkich, poza wyznawcami stylu Altdeutsche. Ponadto, żeby nie było nieporozumień, wszystkie popularne, domowe, fabryczne zegary (zwane regulatorami) z przełomu XIX/XX wieku reprezentują tę samą półkę. Dziecinne próby ustawiania listy rankingowej, wykazywania wyższości jednej fabrycznej marki nad inną są, w moim przekonaniu, objawem kompleksu lub pseudofachowości. No chyba że, mówimy o MIŁOŚCI, ale ta - jak wiadomo - jest ślepa. Jeszcze o cenie. Jeśli za połowę średniej krajowej od sztuki można sobie nakupić najbardziej reschowych Reschów na całą ścianę, to gdzie ta wyjątkowość i niespotykalność? Wyczytałem na Allegro, że to mercedes wśród zegarów. Pewnie chodzi o kłopotliwe naprawy i regulacje (o czym pisał Kol. Odludek) bo przecież nie o oryginalność fabrycznego wyrobu. Jeśli mamy zamiar się snobować, to bierzmy Elsnera, Happachera, Suchy'ego, Petrovitsa... Tyle, że na jednego trzeba by sprzedać cały pokój reschów, beckerów, lenzkirchów, kienzlaków czy innych duperszwanców. Nie stać nas, to zadowalamy się ersatzami, ale nie dorabiajmy do tego na siłę ideologii. W moim przekonaniu, każdy przedmiot użytkowy służący przez lata swoim właścicielom, w tym także historyczne budynki, mosty,samochody, parowozy, motocykle, itp. godny jest szacunku niezależnie od pochodzenia. Tyle, że oddawanie im bałwochwalczej czci i kruszenie kopii o ich wyjątkową naturę to przesada, np: