Zaniedbania serwisowe zawsze się zemszczą.
Pisałem, że spóźniłem wymianę świec i cewka miała korozję na styku.
Dziś rano ruszam. Odpalił ładnie, ale już po kilkuset metrach jedno szarpnięcie, za chwilę drugie, potem trzecie, czwarte i piąte i pracuje na trzech "garach".
Blisko miałem to zawróciłem jednak pod dom, żeby go nie zostawiać gdzieś byle gdzie. Może to niemądre, bo to, co działo się na podjeździe pod blok - masakra, silnik chciał spod maski wyskoczyć
Miałem zmienić auto, ale otworzyłem maskę i paczę.
Silnik się telepie na 3 cylindrach.
Szkoda mi czasu na komputer, ja to zresztą nie wierzę w te komputery
Skorodowaną cewkę dałem na pierwszy cylinder (tzn pierwszy od przodu, bo w sumie numeracji nie sprawdzałem i nawet nie wiem, czy one są ponumerowane od przodu), więc odpiąłem wtyczkę od cewki i... Nico. Zero zmiany.
Wpialem - nic.
Zgasiłem, odkręciłem cewkę.
Styk brzydki.
Na szybko wyczyściłem, spryskalem kontaktem, zamontowałem i hula, ale cewka raczej do wymiany, bo drogie nie są, a mi silnik albo katalizator padnie. Ew. Widzę, że to się nawet da rozebrać, ale i tak nowa w zapasie to mus przy takim grzebaniu...
Ot, za długo ignorowałem pierwsze sygnały. A wystarczyło tylko tam zajrzeć w odpowiednim momencie...