Zgadzam się ze Staruszkiem, poza tezą z pierwszego zdania z powyższego posta. My zawężamy temat do zegarków, a dyskusja jest ciekawa, o ile nie zaczniemy przyklejać łatek Paradoksalnie, dzięki naszemu "zacofaniu" ekonomicznemu nie braliśmy udziału w kontestacji lat 60-tych i kontrkulturze, która doprowadziła na Zachodzie do terroru poprawności politycznej. Afrykanie biegają szybciej i to nie tylko kwestia talentu i pracy. Biały może nawet żreć koks szuflami a i tak genetyki nie oszuka. Różnice między rasami nie ograniczają się tylko do koloru skóry, to obiektywny fakt. Niemniej nie dostrzegam związku między rasą, a wyborem zegarka. Bardziej chodzi o środowisko społeczne i ekonomiczne, w którym funkcjonuje człowiek. Popatrzcie, jakie zegarki noszą czarnoskórzy politycy, np. Obama (wtedy, gdy nie ma akurat elektronicznego zegarka do garnituru), a jakie np. biali raperzy, sportowcy.... Patrząc na człowieka nie będę udawał, że nie dostrzegam koloru jego skóry, płci, czy niepełnosprawności. Ja to po prostu widzę. Ale rozum i doświadczenie nakazują nie nie dokonywać oceny człowieka, czy jego czynów, przez pryzmat jakichś określonych cech, a raczej nie dostrzegać związku tych cech tam, gdzie go nie ma. Z tego powodu uważam, że parytety są również formą dyskryminacji, do tego obosiecznej. Klasycznym przykładem są parytety rasowe, a ostatnio parytety dla jakichkolwiek mniejszości. W efekcie osiągnięcia uprzywilejowanej grupy tracą znaczenie wobec faktu, że od tej grupy wymaga się mniej. Weźmy na przykład studia - o przyjęciu winny decydować wyniki egzaminu, a nie kolor skóry. Prawa fizyki są niezmienne bez względu na to, czy np. inżynier lotnictwa jest białym, czy Murzynem. Parytety prowadzą do tego, że powstaje generalizacja - acha, ten absolwent jest z mniejszości, pewnie mniej od niego wymagano, a zatem mniej umie. A to może byc krzywdzące.