Wieki temu miałem ten model
To praktycznie prehistoria Oceanusa, jeszcze bez utwardzanego tytanu i multibanda. Generalnie nie spotkałem sie z podróbką tego modelu, i nie widze ekonomicznego uzasadnienia jej pojawienia się na tą chwilę (model kompletnie nieznany/zapomniany dla większośći)
Deadwood - Dziki zachód bez upiększania i etosu. Produkcja sprzed dobrych kilku lat, zostało nakęconych niestety zaledwie 3 sezony. Polecam wszystkim którzy nie widzieli.
Nie tylko Phoenixa szkoda. Ananta uśmiercona i kompletnie chyba nic nie weszło w jej miejsce. Brightz ograniczony do radiowych SaGA i SAGZ. Wszystko co mechaniczne chyba przeszło do Presage. Tyle że Brightz był linią tylko na Japonię, i oprócz tego ze oferował sławetną jakość made in Japan, to jeszcze mógł pozwolić sobie na dużą oryginalność. Presage jest linią na cały świat, i podejrzewam że ma konkurować z "resztą świata" na wielu rynkach . Stylistyce moim zdaniem nie wyszło to na zdrowie, jest jakaś taka bezpieczna, mająca się wszystkim podobać.
Chucky, będzie ok. To nie jest duży zegarek. Tylko jesli móglbym doradzać , to oceanusy mają bardzo fajne i wygodne bransolety. Brać ocka na pasku to moim zdaniem słaby pomysł.
Charles Bukowski - Kobiety. Świetnie się czyta, i potrafi rozbawić. Egzo18 czytałem " z mgły zrodzony " oraz trzy pierwsze tomy "Stop prawa" . Sympatyczne ale "Archiwum burzowego światła" dużo lepsze . Mam juz zakupiony trzeci tom i czeka w kolejce, ale chyba najpierw przypomnę sobie ponownie tom drugi
A ja moim pociechom 8 lat i 10 lat przez święta zafundowałem przygodę z latami 80tymi. Poleciały - Labirynt, Neverending Story, Beetle Juice oraz Niesamowita Przygoda Billa i Teda . Dzieciakom sie podobało
Wiadomka będzie padi, będzie laguna, będzie baby, będzie maxi, i 14 innych wersji w tym wersja wielkanocna ... ech seiko które wycieło cały swój segment sredni ( Brightz zostały tylko radyjka SAGA i SAGZ, Ananta- wycięta , Phoenix-wycięty) po to by robić multum wersji swoich budzetówek i przenosic je do kategorii wyżej
Przeczytałem "Morfine" Szczepana Twardocha i jestem zdecydowanie zawiedziony. O ile "Król" naprawdę mi się podobał i zachęcil do następnych książek Twardocha, to morfina zawiodła. Jeśli miałbym w skrócie opisać tą książkę - to zdecydowanie przerost formy nad treścią. O ile na początku coś się dzieje, to potem ciągną się jak flaki z olejem różne wariacje rozważań kim jest bohater , czy czuje sie Polakiem czy nie itd. Blisko 600 stron które jakby skrócić o połowę to wyszłoby zdecydowanie na lepsze tej książce. No i pozostaje niedosyt odnośnie opisu życia Warszawy po wybuchu wojny. Początek zapowiadał ciekawe przedstawienie realiów tamtych czasów z punktu widzenia mieszkańców, niestety potem ta warstwa zostaje zepchnięta na dalszy plan, zaś królują rozterki wewnętrzne bohatera.
Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.