Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Dirty Harry

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    683
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

1759 Guru zegarmistrzostwa

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Wrocław

Ostatnie wizyty

1215 wyświetleń profilu
  1. Dzięki Panowie! Każde takie docenienie i każde polubienie moich postów jest dla mnie wielką motywacją do dalszego pisania w naszym Pilot Watch Fanclubie Jako uzupełnienie tematu o 55-milimetrowych B-Uhrach Aristo Jumbo, wrzucam fotki wspomnianych wyżej dwóch 55-milimetrowych zegarków z rodziny. 1. Aristo XXL Jumbo w nowej, "poliftowej" kopercie, ze starą koronką - krótka seria limitowana, tylko 20 sztuk (zdjęcia 1-4). W środku Mołnia 3603, czyli Cortébert 616/618 po rusku. 2. Bethge XXL Jumbo z Unitasem 6497 w środku - dwa egzemplarze, które pogłębiają tylko chaos konfiguracyjny zegarków z rodziny Jumbo (zdjęcia 5-10). Na zdjęciu nr 5 jest egzemplarz z czarną tarczą o luminescencyjnych indeksach, z luminescencyjnymi wskazówkami głównymi, w "przedliftowej" kopercie wykończonej szkiełkowaniem, z koronką od mniejszych B-Uhrów Aristo (pewnie 44-47 mm). Na zdjęciach 6-10 pokazano zegarek w kopercie szczotkowanej kopercie "poliftowej", ale za to z koronką "przedliftową" i w dodatku polerowaną! Wskazówki główne są luminescencyjne, jednak na białej tarczy panuje ciemność całkowita. Nie wiem, ile sztuk Bethge Jumbo wyprodukowano.
  2. Dzięki! Dziś wprawdzie nie kolejny odcinek o Laco, ale Aristo Jumbo to też fajny pilot 55 mm Dwadzieścia lat temu, 17 lutego 2006 roku na targach Inhorgenta w Monachium - międzynarodowej wystawie zegarków, biżuterii i kamieni szlachetnych - odbyła się premiera zegarka Aristo B-Uhr XXL 55 mm, który miałem przez ponad 12 lat i który bardzo mił wspominam. Firma Aristo została założona w roku 1907 w Pforzheim - mieście będącym kolebką niemieckich zegarków w ogóle i stolicą niemieckich zegarków lotniczych. W roku 1998 prawo do jej nazwy kupił Hansjörg Vollmer - zegarmistrz, pasjonat, kolekcjoner i szef mieszczącej się również w Pforzheim firmy Vollmer Uhren und Metallband-Manufaktur, od roku 1922 produkującej bransolety i koperty do zegarków z bransoletami. W roku 2002 do oferty Aristo trafiły pierwsze zegarki lotnicze. W jednym z udzielonych przed wielu laty wywiadów Hajo Vollmer opowiedział, że kupił oryginalnego Beobachtungsuhra z czasów II wojny światowej i to był początek: "Zawsze marzyłem o tym, żeby wyprodukować obie wersje jako repliki B-Uhrów. Każdy, kto ceni zegarki z charakterem, pokocha i ten". Skontaktował się więc z Wolfgangiem Bethge z sąsiadującej, założonej w roku 1939 w Pforzheim firmy Uhren und Zifferblätter Richard Bethge, która podjęła się zaprojektowania wymarzonego zegarka Vollmera w oryginalnym rozmiarze 55 mm i we wspomnianych obu wersjach: z tarczą A oraz B. Do tego czasu największe piloty Aristo XL miały średnicę 44 mm. Kiedy dwie marki z Pforzheim zaczynają współpracować, to można oczekiwać efektu co najmniej niezłego. I tak też było w tym przypadku, kiedy narodził się Aristo B-Uhr XXL 55 mm, zwany "Jumbo" - od wielkości samolotu Jumbo Jet, czyli Boeinga 747. Zegarek wbrew zapowiedziom wierną repliką B-Uhra co prawda nie był, ale był bardzo podobny, a przez to wystarczająco dobry do codziennego noszenia tudzież przykuwania uwagi swą średnicą. Aristo Jumbo 55 mm został wyprodukowany w limitowanej, numerowanej serii 100 sztuk jako Baumuster A (Ref. 3H121) i takiej samej liczbie egzemplarzy Baumuster B (Ref. 3H122) - jednak Hajo Vollmer, z którym się kontaktowałem, napisał mi że w obu wersjach wyprodukowano po około 100-150 sztuk. Co miał na myśli podając takie liczby? Można się domyślać i o tym za chwilę. W przypadku tych zegarków referencje 3H121 i 3H122 określały tylko i wyłącznie typ tarczy, a nie - jak to zwykle bywa - cały zespół niezmiennych cech produktu. B-Uhry Jumbo potrafiły zauważalnie różnić się w ramach jednego modelu: tarczami, wskazówkami, opisem koperty. Mam wrażenie, że firmy Aristo i Bethge po prostu zapłaciły frycowe debiutantów, którzy porwali się na nowość, nad którą nie do końca zapanowano. Albo że pominięto etap prototypów i zmiany szczegółów testowano od razu na zegarkach przeznaczonych do sprzedaży. Wszystkie te Beobachtungsuhry miały matowo szkiełkowane koperty z prostymi, krótkimi i niespecjalnie urodziwymi uchami. Potężna koronka o średnicy 10 mm była pięknie zaprojektowana na kształt lekko wydłużonej i spłaszczonej cebulki. Po przeciwnej stronie koronki na kopercie wygrawerowany był numer specyfikacji i już przy takim drobiazgu zaczynają się różnice. Bo oznaczenie to występowało w różnym zapisie: albo jednym ciągiem i wielkimi literami jako "FL23883", albo z małą literą "L", po której następowała kropka i spacja, czyli "Fl. 23883". Ten pierwszy napis wykonywano czcionką podobną do tej, której używano w czasie II wojny. Drugi albo tą samą czcionką podobną do wojennej, albo inną - niepodobną, zupełnie przypadkową. Utwardzane szkło mineralne było wypukłe, Superluminova C3 świeciła pięknie - na wskazówkach wręcz zabójczo. Wskazówki w zegarku typu A były typu A. W zegarku typu B też były typu A. Przy czym godzinową przeskalowano, dostosowując długością do wewnętrznego pierścienia indeksów tarczy Baumuster B, przez co wyglądała dziwacznie. Sekundowa przykuwała uwagę swą subtelnością: była cienka jak włos, bo została pierwotnie zaprojektowana do czujnika zegarowego i stamtąd przeszczepiona do B-Uhra Jumbo, po uprzednim pokryciu lumą. Wskazówki potrafiły się różnić pomiędzy egzemplarzami jednej referencji: miewały inny kształt i długość, obwódkę czarną lub białą, a 24-milimetrowej długości wskazówka sekundnika miewała przeciwwagę raz dłuższą, raz krótszą. Tarcze Baumuster A różniły się krojem czcionki oznaczeń liczbowych. Na tarczy B czcionka miała już mniej więcej ujednolicony kształt, ale bywała grubsza lub cieńsza, indeksy kreskowe tak samo. Okrąg godzinowy modelu B był albo we wczesnej wersji, czyli gładki, pozbawiony punktów przy liczbach godzinowych, albo też był to późnowojenny pierścień z punktami. Na tarczy B świeciło wszystko, co tylko mogło świecić - czyli niezgodnie z konstrukcją historyczną: wszystkie indeksy minutowe (kreskowe i liczbowe oraz strzałka u góry), a na okręgu godzinowym sam pierścień gładki lub pierścień razem z punktami i liczby godzinowe. Kiedy kupiłem Aristo Jumbo, usiłowałem to wszystko jakoś uporządkować i poświęciłem temu naprawdę bardzo dużo czasu, jednak nie dałem rady. Wszystkie wskazane wyżej różnice występowały przypadkowo i nie udało mi się znaleźć do nich żadnego logicznego klucza, że np. w zegarku Baumuster B z wczesnym okręgiem godzinowym napis na kopercie zawsze był wygrawerowany jedną czcionką, a wskazówki miały zawsze jeden kształt. Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu jak tam komu w duszy grało, tak składał te zegarki: we wtorek z innych części niż w piątek i już! Oczywiście zdaję sobie sprawę, że przedstawione tu przykłady nie wyczerpują tematu, bo w ramach limitowanych modeli 3H121 i 3H122 na pewno znajdzie się więcej różniących się od siebie wariacji. Na pełnym deklu laserowo wygrawerowano napisy informujące, że to niemiecki Beobachtungsuhr o klasie wodoszczelności WR50, zrobiony ze stali nierdzewnej. Była też bardzo swobodna wariacja na temat tabelki umieszczanej wewnątrz dekli wojennych B-Uhrów. W środku cykał niestety automat, ETA 2824-2, która - jak napisano w folderze reklamowym - sprawdziła się już wcześniej w 44-milimetrowych Fliegeruhrach Aristo XL i była wyregulowana z dokładnością do +5 sekund na dobę. Ale jeszcze przed premierą modelu XXL Hajo Vollmer ogłosił, że Jumbo będzie dostępny z alternatywnym werkiem ETA 2801 (czyli ręcznie nakręcaną wersją 2824, pozbawioną wahnika) i że przygotowuje limitowaną serię 20 egzemplarzy z Mołnią w środku, z kolei firma Bethge zapowiedziała, że pod jej marką pojawi się 55-milimetrowy Jumbo XXL z Unitasem. Dwie ostatnie obietnice spełniono, ale nie wiem czy kiedykolwiek powstały Aristo Jumbo z manualną Etą 2801, choć pewne kroki w tym kierunku na pewno poczyniono - o czym za moment. Zegarek miał skórzany pasek z nitami, zapakowany był w bardzo ładne pudełko ze sztucznej skóry, przypominające lotniczy kuferek z narożnymi okuciami i sprzedawany był z certyfikatem autentyczności, podpisanym przez Hajo Vollmera. Sugerowana cena detaliczna wynosiła 890 EUR. Dla kolekcjonerów przygotowano zapakowany w drewnianą skrzynkę zestaw dwóch Jumbo - Baumuster A i Baumuster B - z dodatkowym paskiem lotniczym w formie zamkniętej skórzanej pętli, a to wszystko za 1880 EUR. Później wyprodukowano jeszcze kilkadziesiąt nielimitowanych egzemplarzy Aristo B-Uhr XXL w tańszej o 30 EUR odmianie "poliftowej" - to chyba będzie najodpowiedniejsze określenie. I prawdopodobnie te zegarki Hajo Vollmer również włączał do całkowitej liczby 100-150 egzemplarzy każdego z modeli (A i B), o których mi napisał. Taki właśnie zegarek miałem. Lifting koperty był pomysłem genialnym: teraz miała nowe, delikatnie wyprofilowane ucha, dodatkowo wygięte w dół - nie dość, że nieporównywalnie ładniejsze, to jeszcze wygodniejsze w noszeniu. Niestety: z cieniutkiej wskazówki sekundowej zniknęła luma, a z koperty grawerunek z oznaczeniem specyfikacji. Niektóre egzemplarze miały trochę zmienioną koronkę: o tej samej średnicy co wcześniej, ale nieco niższą. "Poliftowy" Baumuster B - z tego, co udało mi się ustalić - miał już tylko i wyłącznie późnowojenny pierścień godzinowy z punktami, które świeciły z liczbami godzinowymi, zaś samego okręgu nie pokryto masą luminescencyjną. Zdarzały się zegarki z o wiele za krótkimi wskazówkami, przeszczepionymi od mniejszych modeli Baumuster B (44 mm lub 47 mm). Były też takie, które sprzedawano z dwoma wymiennymi deklami. Jeden był prawie identyczny jak w "przedliftowym" XXL, tylko z napisami na obwodzie w języku angielskim. A jeśli ktoś chciał oglądać mechanizm, to w komplecie był jeszcze drugi dekiel - przeszklony, który można było wymienić. Dla mnie bomba: najlepsze rozwiązanie z możliwych, zamykające buzie deklowym malkontentom! Transparentne dekle były z napisami lub bez, różniły się też wielkością przeszklonego otworu. Warto przy tej okazji wspomnieć, że w roku 2007 limitowane zegarki z dwoma deklami (pełnym i przeszklonym) zaoferowała też Stowa w modelu FOLE, przygotowanym na swe 80-lecie. Na pięciu pierwszych obrazkach pokazano limitowane zegarki "przedliftowe": 1. Baumuster A; 2. i 3. dzienne i nocne porównanie modeli Baumuster B z różnymi pierścieniami godzinowymi; 4. tabelka na deklu egzemplarza nr 007; 5. porównanie trzech różnych typów oznaczenia specyfikacji na kopercie. Na kolejnych zdjęciach (nr 6-15) jest ex-mój "poliftowy" zegarek Baumuster A Ref. XXL-AB w nowej kopercie, z nową koronką i dużym szkłem w deklu pozbawionym napisów. Drugiego dekla nie było w fabrycznym zestawie. Ostatnie cztery obrazki pokazują "poliftowe" Aristo Jumbo Baumuster B: 16. porównanie dwóch egzemplarzy różniących się wskazówkami i koronką; 17. zegarek z dwoma deklami w komplecie; 18. pełny dekiel; 19. luma. Warto zwrócić uwagę na pokazany na zdjęciu nr 18 dekiel, na którym opis mechanizmu "ETA 2801/24" wskazuje, że faktycznie planowano zegarki z manualnym werkiem, a dekiel widocznie miał być uniwersalny, przeznaczony zarówno do tych automatycznych, jak i ręcznie nakręcanych. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie
  3. Trochę historii dla lubiących czytać, a dla lubiących oglądać - trochę zdjęć dwóch modeli limitowanych, przygotowanych na 80. rocznicę firmy Laco Sukces prezentowanej na poprzedniej stronie tego wątku jubileuszowej serii 75 zegarków, zbudowanych z części pochodzących ze starych zapasów, sprawił, że w roku 2003 firma powróciła do seryjnej produkcji różnych modeli B-Uhrów, o średnicach mniejszych niż 55-milimetrowy oryginał. Zegarki sprzedawały się świetnie, marka znów zaczęła kojarzyć się jako producent lotniczych czasomierzy, więc w roku 2005 - z okazji 80-lecia - firma Laco wypuściła równolegle kolejne dwie serie B-Uhrów o średnicy 55 mm: 500 szt. z tarczą typu A (ref. 861334) i 500 szt. z tarczą B (ref. 861367). Zapis numeracji (XXX/500) odnosi się osobno do zegarków typu A i osobno do typu B. Czyli np. nr 088/500 występuje zarówno w referencji 861334 Baumuster A, jak i 861367 Baumuster B. Wszystkie 1000 sztuk zegarków to bliźniaki techniczne. Mają te same koperty - współczesnej produkcji, formą wiernie odwzorowujące kopertę wojennego oryginału, ale materiałem konstrukcyjnym już nie. Koperty z czasów III Rzeszy były antymagnetyczne, z niklowanego mosiądzu, lakierowane. Te w zegarkach ref. 861334 i 861367 są stalowe, matowo szkiełkowane. No i różnią się od wojennych jeszcze jednym, dla wielu odbiorców bardzo istotnym szczegółem: otóż z boku koperty brakuje oznaczenia numeru specyfikacji lotniczej FL 23883. Szafirowe szkło jest wypukłe, przeszklony dekiel wciskany, a w środku cyka szwajcarski mechanizm ETA A07.111. ETA A07.111 to pierwszy werk z serii Valgranges (nazwa to połączenie marki Valjoux i nazwy miasta Granges) - mechanizmów konstrukcyjnie wywodzących się od automatycznego chronografu Valjoux 7750. Rodzina Valgranges to werki większe od Valjoux, o dłuższej rezerwie chodu, wysokiej częstotliwości pracy 28800 bph, przeznaczone do nowoczesnych zegarków o dużej średnicy i produkowane od 2004 do 2021 roku. ETA A07.111 to mechanizm z centralnym sekundnikiem i stopsekundą, z datownikiem, łożyskowany na 24 kamieniach. W Laco ref. 861334 Baumuster A i 861367 Baumuster B werk pozbawiony jest datownika, a na wahniku widocznym przez szklany dekiel naniesiono logo firmy z Pforzheim. W obu typach zegarków wszystkie trzy wskazówki są luminescencyjne, a godzinowe i minutowe mają czarną obwódkę. W zegarku ref. 861334 z tarczą A zamontowano wskazówki typu A, czyli "lance": smuklejsze, niż w typie B, z dłuższą wskazówką godzinową. Klasyka, zgodna z historycznym oryginałem. W zegarku ref. 861367 z tarczą B zastosowano wskazówkowy mix, znany z opisanego na poprzedniej modelu na 75-lecie Laco: wskazówka godzinowa była typu B ("miecz"), a godzinowa typu A. Pewnie wszyscy w Klubie Miłośników Laco wiemy, że Beobachtungsuhry typu B oficjalnie wprowadzono w roku 1941. W celu poprawy czytelności na tarczy nadrukowano dodatkowy, wewnętrzny okrąg godzinowy, a znaną z typu A zewnętrzną podziałkę godzinowo-minutową, zastąpił okrąg minutowy, z oznaczeniami liczbowymi stopniowanymi co pięć minut. Pierwotnie B-Uhry Baumuster B miały gładki okrąg wewnętrzny, bez punktów luminescencyjnych. Od początku roku 1945 wprowadzono kolejną zmianę i tarcza B była teraz dostępna z okręgiem godzinowym z naniesionymi luminescencyjnymi punktami. Odtąd wszystkie B-Uhry, które trafiały do fabryki Laco w celu naprawy lub serwisu, były wyposażane w tę tarczę - także te, które pierwotnie miały tarczę A bez okręgu godzinowego lub B z gładkim okręgiem. Prezentowany Laco ref. 861367 jest pierwszym powojennym B-Uhrem Laco Baumuster B z późniejszą tarczą, a więc ze świecącymi punktami na okręgu godzinowym. Lumę naniesiono tu na wszystkie minutowe indeksy liczbowe. Wygląda to lepiej, bo na tarczy więcej się świeci, ale nie jest to zgodne z historycznym oryginałem, w którym świeciły tylko liczby parzyste: 10, 20, 30, 40 i 50. Pasek z brązowej skóry ma formę zamkniętej pętli, z mosiężnymi nitami przy uchach i stalową, wszytą sprzączką, zwaną "rymarską" czy też "kaletniczą" (z blaszaną rolką, która obraca się podczas przeciągania po pasku, co ułatwia zapinanie, dociąganie i rozpinanie). Uzupełniają ją trzy szlufki: dwie skórzane i "kaletnicza" ze stalowego drutu. Jako opakowanie zegarków ref. 861334 Baumuster A i ref. 861367 Baumuster B po raz pierwszy w historii Laco pojawiły się piękne, wielkie, drewniane pudła z wysuwaną szufladą, zamykane skórzanym paskiem. Na grzbiecie pudła umieszczono metalową tabliczkę z firmowym logo i numerem seryjnym zegarka. Na koniec trochę fotek pokazujących charakterystyczne cechy B-Uhrów Laco ref. 861334 Baumuster A oraz ref. 861367 Baumuster B. Na pierwszym zdjęciu jest reklama firmowa modelu A, drugie pokazuje egzemplarz o nieznanym numerze seryjnym, a na czterech kolejnych jest zegarek nr 234/500. Na wszystkich następnych obrazkach jest już Laco typu B o numerze seryjnym 155/500 - te fotki są autorstwa holenderskiego sklepu Q-Watches. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie
  4. Dirty Harry

    Klub HERITAGE

    Dziękuję bardzo, Panowie, za docenienie i motywację do dalszej działalności w naszym Klubie 👍
  5. Dirty Harry

    Klub HERITAGE

    Przepraszam, że piszę dwa posty pod sobą, ale chciałbym nawiązać do przedstawionego wyżej nietypowego pilota Laco ref. 862091: na naszym Forum chyba nie opisano jeszcze porządnie historii tarczy "California". Pomyślałem, że to może być temat w sam raz do Klubu Heritage Istotę projektu tarczy, zwanej powszechnie "California", wszyscy znamy: połowę indeksów zapisano cyframi rzymskimi, a drugą połowę arabskimi. Tzn. takimi, które my nazywany "arabskimi", bo z prawdziwymi cyframi arabskimi to one nie mają nic a nic wspólnego. Zazwyczaj na górnej połowie tarczy są cyfry rzymskie, a na dolnej cyfry arabskie. Jednak to nie jest regułą i współczesne tarcze "California" w różnych zegarkach potrafią różnić się wieloma szczegółami (zdjęcie nr 1). Rzymskie są zwykle indeksy I, II X i XI, zaś arabskie 4, 5, 7 i 8. Na godzinie 12 przeważnie umieszczony jest dość wąski trójkąt równoramienny, skierowany wierzchołkiem w dół, a na godzinach 3, 6 i 9 są indeksy kreskowe, zazwyczaj ustawione poziomo, acz nie zawsze. Legenda głosi, że tarcza ta powstała przez przypadek. Ponoć w odpowiedzi na zamówienie dużego dystrybutora, firma Rolex - żeby nie wysyłać dwóch próbek towaru - przygotowała i wysłała jedną tarczę z mieszanymi indeksami. I zapytała, które indeksy ten dystrybutor preferuje: te na górze, czyli rzymskie, czy też arabskie, jak na dole tarczy? Tymczasem zamawiający nie zrozumiał, że ma wybrać tylko jeden typ indeksów i odpowiedział, że tak - to jest bardzo dobre i właśnie o takie tarcze poprosi w zamówionych zegarkach. Opowieść ciekawa - choć nie wiadomo, na ile jest prawdziwa. Bo może jednak dystrybutor tę niebanalną tarczę wybrał celowo, a nie przez pomyłkę? A może takie zdarzenie nigdy nie miało miejsca? Patent Ozdobny projekt z mieszanymi indeksami nie miał i nie ma żadnej ukrytej funkcji. Pomieszane indeksy są zgodne z estetyką koncepcji kontrastów, charakterystycznej dla stylu Art déco, uważanego kiedyś za atrakcyjny. Poza tym szerokie indeksy o prostym kształcie łatwiej było pokryć masą świecącą, zawierającą silnie promieniotwórczy pierwiastek rad, bo w ten sposób uniknięto utrudniających malowanie, zaokrąglonych oznaczeń 2, 3, 6, 9, 10 i 12. Oczywiście poza 5 i 8, które pozostały jako cyfry arabskie. Tak też napisano w szwajcarskim patencie nr 221643, zgłoszonym przez firmę Rolex 30 maja 1941 roku i przyznanym 17 sierpnia 1942 roku: "Zauważmy, że taki układ zapewnia wyraźny i prosty rozkład godzin, łatwy do pokrycia materiałem luminescencyjnym, i umożliwia łatwy odczyt czasu, zwłaszcza w zegarkach naręcznych z tarczami stosunkowo małymi. Fakt, że cyfry rzymskie zajmują połowę tarczy, a cyfry arabskie drugą połowę, wyraźnie odróżnia te dwie połowy. Co więcej, wybrano te cyfry rzymskie, które są najłatwiejsze do wykonania i odczytania". W pokazanym niżej patencie nr 221643 (zdjęcie nr 2) przedstawiono różne wzory tarcz, ale nie napisano ani słowa na temat ich konstrukcji, a to właśnie ona była tu kluczowa. Większość tarcz zegarków Rolex miała wówczas grubość od 0,25 mm do 0,5 mm. Nowa tarcza z mieszanymi indeksami miała tymczasem aż ponad 1 mm grubości. Nie była ona płaska, lecz w odpowiednich miejscach miała wgłębienia, położeniem i kształtem odpowiadające indeksom. Wytłoczenia indeksów miały ponad 0,5 mm głębokości i były widoczne jako wypukłości po drugiej stronie tarczy. Dzięki temu szerokie indeksy mogły być grubiej namalowane, bo wgłębienia pozwalały na nałożenie znacznie większej ilości masy luminescencyjnej, niż w przypadku tarczy płaskiej. A grubsza aplikacja masy luminescencyjnej oznaczała większą intensywność świecenia. Rolex wkładał tę tarczę do różnych modeli swoich zegarków, także do kieszonkowych - ale trwało to dość krótko, bo zaledwie przez siedem czy osiem lat, jak wskazuje James Dowling, autor książek o Rolexach. Na zdjęciu nr 3 pokazano Rolexa ref. 3696 z roku 1944. Istnieją wprawdzie zegarki o mieszanych indeksach, datowane na połowę lat 30. ubiegłego wieku, ale znawcy tematu nie mają wątpliwości, że to "Frankeny", które nie opuściły fabryki w tej konfiguracji: składaki z części wprawdzie oryginalnych, ale pochodzących z różnych okresów produkcyjnych. W zegarkach tych tarcze o indeksach mieszanych - choć autentyczne - zamontowano później. Bo gdyby faktycznie tarcze te trafiały do zegarków już w roku 1934, jak gdzieniegdzie można przeczytać, to w takim razie dlaczego Rolex nie zgłosił patentu od razu, lecz czekał z tym aż siedem lat, do połowy roku 1941? Przykłady dwóch zegarków pochodzących ponoć z roku 1935 i później wyposażonych w tarcze rzymsko-arabskie, pokazano na zdjęciu nr 4. Jak wspomniano, tarcza z mieszanymi indeksami świeciła mocniej od pozostałych, więc firma Rolex reklamowała ją jako error proof radium dial ("tarcza radowa odporna na błędy" - w domyśle: błędy odczytu) tudzież highly visibility dial ("tarcza wysokiej widoczności"). I dopiero w reklamach - a nie w patencie - zaczęto wspominać o zagłębieniach w tarczy, mieszczących więcej materiału luminescencyjnego, niż indeksy naniesione na tarczę płaską. Przykładowe reklamy - w kolejności: z roku 1942, 1943 i 1945 oraz z roku nieznanego - są na zdjęciach nr 5, 6, 7 i 8. Wspomniana "odporność na błędy odczytu" wynikała nie z mieszanych indeksów, tylko z grubszego nałożenia substancji świecącej, a przez to intensywniejszej luminescencji. Ze złego zrozumienia nazwy error proof wywodzi się jedna z teorii o powstaniu tarczy. Mówi ona, że mieszane indeksy powstały, żeby ułatwić odczyt godziny przy gorszej widoczności - bo cyfry rzymskie wskazują górną część zegarka, więc nie pomyli się ona z dolną. Brzmi niedorzecznie: jeśli nosimy zegarek na nadgarstku (obojętnie którym), to wiadomo, że po stronie małego palca zawsze jest górna część tarczy. Dla nurków W roku 1944 tarcza z mieszanymi indeksami trafiła do wojskowych zegarków Panerai ref. 3646 w 47-milimetrowej kopercie - przeznaczonych dla włoskich nurków i dostarczanych im przez Rolexa od roku 1940. Do roku 1955 wszystkie bez wyjątku zegarki Panerai dla Regia Marina i powojennej Marina Militare zostały wyprodukowane przez firmę Rolex - nie tylko mechanizmy, lecz całe zegarki. Wcześniej firma Panerai zapewniała do nich tylko tarcze - o złożonej konstrukcji, wielowarstwowe, dziś zwane "kanapkowymi". Ale w roku 1944 Panerai, z powodu braku materiałów w okupowanych przez Niemców Włoszech, nie był już w stanie produkować skomplikowanych tarcz. Dlatego skierowane do Rolexa kolejne zamówienie na zegarki ref. 3646 - przeznaczone przede wszystkim dla nurków niemieckich, którzy od stycznia 1944 roku byli szkoleni przez Włochów - obejmowało również tarcze z luminescencyjnymi indeksami. Zamówione wówczas zegarki miały tarcze rzymsko-arabskie, wyprodukowane dla Rolexa przez genewską firmę Stern Frères, i zostały dostarczone w dwóch partiach (zdjęcie nr 9). W pierwszej były tarcze pierwotnie przeznaczone do kieszonkowych Rolexów z koronką na godzinie 12, które musiały zostać przerobione tak, by pasowały do zegarków naręcznych z koronką na godzinie trzeciej. Tarcze z drugiej dostawy były od razu przygotowane jak należy. Mieszane indeksy nie sprawdziły się jednak w użyciu podwodnym, bo ich czytelność okazała się niewystarczająca. Dlatego pod koniec wojny opracowano we Włoszech nową, jednoczęściową, uproszczoną tarczę do zegarków ref. 3646 i sukcesywnie zastępowano nią tarcze szwajcarskie z rzymsko-arabskimi indeksami. Ale to już temat na inną opowieść. Z nurkowaniem wiąże się kolejna nieprawdziwa teoria o historii powstania mieszanej tarczy. Teoria ta sugeruje jej militarny rodowód: górne indeksy miały być inne od dolnych, żeby wojskowy nurek, który nie ma zegarka, nie pomylił się w odczycie patrząc na zegarek kolegi, płynącego obok. Tymczasem pod wodą dwa różne zestawy indeksów raczej wprowadzają zamieszanie, niż poprawiają czytelność. Zresztą, jak wspomniano wyżej, nurkowie zrezygnowali przecież z tych tarcz na rzecz klasycznychtarcz "paneraiowych", z czterema dużymi indeksami liczbowymi i ośmioma kreskowymi. "California", czyli podróba Oferowana do końca lat 40. ubiegłego wieku tarcza o mieszanych indeksach zmierzała ku zapomnieniu. Jednak po dekadach zaniku popularności, w latach 70. i 80. rozpoczęła się moda na zegarki vintage i narodził się ich rynek. Nabywcy upodobali sobie Rolexy w kopercie Oyster i z mechanizmem automatycznym Perpetual z lat 30. i 40., zaś szczególnie ukochali te z rzymsko-arabską tarczą error proof. Kiedy popyt na te tarcze zaczął przewyższać podaż, to kalifornijscy sprzedawcy Rolexów vintage znaleźli rozwiązanie. Otóż zwrócono się do firmy zajmującej się renowacją tarcz - przedsiębiorstwa Kirk Rich Dial Company z Los Angeles w Kalifornii - i zlecono nadrukowanie mieszanych indeksów na starych, zwykłych tarczach Rolexów. Firma Kirk Rich Dial Company zrobiła to tak dobrze, że nabywcy nie byli w stanie odróżnić oryginalnych rzymsko-arabskich tarcz od podróbek. Odnowione Rolexy z podrabianymi tarczami zalały rynek, a sprzedawcy, ze względu na pochodzenie tarcz, ochrzcili je mianem "California" - dla odróżnienia podróby od oryginału. Odrodzenie Na przełomie lat 80. i 90. popularność Rolexów z tarczą "California" stopniowo wygasała i wreszcie wydawało się, że mieszane indeksy przeszły do historii. Jednak około roku 2005 siostrzana marka Rolexa - Tudor - sięgnęła po dawny wzór tarczy rzymsko-arabskiej i wprowadziła go do swoich modeli: 36- milimetrowego Tudora Prince Date-Day ref. 76200 (zdjęcie nr 10), 34-milimetrowego Tudora Prince Date ref. 74000 oraz 32-milimetrowego Tudora Prince Date ref. 72000 (zdjęcie nr 11). Rok później - w 2006 - firma Panerai wprowadziła na rynek 47-milimetrowy model Radiomir 1936 ref. PAM00249, wydany w limitowanej serii 1936 sztuk (zdjęcie nr 12), oraz bliźniaczy Radiomir 1936 Platinum ref. PAM00262 w platynowej kopercie (zdjęcie nr 13), wyprodukowany w liczbie 99 sztuk. Oba zegarki były replikami wspomnianego wyżej modelu ref. 3646 z roku 1944. Firmy Tudor i Panerai jako pierwsze użyły oficjalnie nazwy "California" w opisach katalogowych swych czasomierzy - Panerai wręcz umieścił stosowny napis na zegarku. A potem to już poszło z górki: naliczyłem, że do dziś Panerai umieścił tę tarczę w 17 modelach (13 z kolekcji Radiomir, dwóch z kolekcji Radiomir 1940 i dwóch z kolekcji Luminor), choć może ich być więcej. I tak oto tarcza "California" rozpoczęła prawdziwy renesans. Ponownie zapanowała moda na rzymsko-arabskie indeksy, która trwa już od 20 lat. Mieszane tarcze wciąż mają się bardzo dobrze, zaś dziś nie ma chyba na świecie osoby znającej wszystkich producentów zegarków, którzy w ciągu tych dwóch dekad oferowali bądź oferują tarcze "California" w swych czasomierzach. Za przykład niech posłużą zdjęcia nr 14 i 15. Poniżej zdjęcia, do których są odnośniki w tekście. W kolejności: 1. różne współczesne typy tarcz o indeksach mieszanych; 2. patent szwajcarski nr nr 221643, przyznany Rolexowi 17 sierpnia 1942 roku; 3. Rolex ref. 3696 z roku 1944; 4. dwa Rolexy-"Frankeny" z 1935 roku (ref. 3595 i prawdopodobnie 3597) z później zamontowanymi tarczami rzymsko-arabskimi; 5. reklama Rolexa error proof z roku 1942; 6. reklama Rolexa error proof z roku 1943; 7. reklama Rolexa error proof z roku 1945; 8. reklama Rolexa error proof z nieznanego roku 1942; 9. Panerai ref. 3646 z tarczą o indeksach mieszanych z roku 1944; 10. Tudor Prince Date-Day ref. 76200; 11. Tudor Prince Date ref. 72000; 12. Panerai Radiomir 1936 ref. PAM00249 z roku 2006; 13. Panerai Radiomir 1936 Platinum ref. PAM00262 z roku 2006; 14. Aristo ref. 3H192A; 15. Boldr Safari Ranger Kopje. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie
  6. Dirty Harry

    Klub HERITAGE

    Ten zegarek co prawda nie jest reedycją jakiegoś konkretnego starego, nieprodukowanego już Laco, ale zarówno producent zegarka, jak i typ tarczy mają swoją historię - zresztą już nie takie rzeczy przechodziły w naszym Klubie Heritage Pierwszego listopada 2017 roku firma Laco zaanonsowała króciutką serię limitowaną przedziwnego modelu. Króciutką, bo składającą się zaledwie z 25 egzemplarzy. Przedziwnego modelu, bo zegarek Laco ref. 862091 oprawiony był w 42-milimetrową kopertę Fliegeruhr Original Erbstück, ale miał tarczę z mieszanymi indeksami, zwaną powszechnie "California"! Chyba wszyscy się zgodzą, że to coś dziwnego: połączenie obudowy, która w sposób absolutnie doskonały naśladuje kształt kopert drugowojennych Beobachtungsuhrów Laco z tarczą stworzoną przez Rolexa w latach 40. ubiegłego wieku, która nigdy nie była przeznaczona do zegarków lotniczych. Pomysł ten był efektem współpracy Laco z niemieckim wydawnictwem Ebner Media Group GmbH & Co. KG, publikującym m.in. czasopisma "Uhren Magazin" czy "Chronos". Zegarek nie był dostępny w firmie Laco czy u jej dystrybutorów, lecz można go było kupić tylko i wyłącznie we wspomnianym wydawnictwie, płacąc 1990 EUR. Na postarzonej fabrycznie kopercie umieszczono oznaczenie specyfikacji "FL 23883", co oczywiście w przypadku tego dziwacznego modelu jest zdecydowanym nadużyciem. Na deklu umieszczono B-Uhrową tabelkę, znaną wszystkim miłośnikom tematu. Koronka była oczywiście lotnicza, wypukłe szkło było szafirowe, klasa wodoszczelności WR50, a wskazówki jak w B-Uhrach Baumuster A, czyli "lance". W środku Laco ref. 862091 cykała pozbawiona datownika ETA 2824-2, wykonana i wyregulowana w standardzie dokładności Elaboré. Wspomniana tarcza "California" miała świecące w ciemności indeksy godzinowe i niepodświetlone minutowe. Oczywiście takich tarcz w żadnych historycznych pilotach Laco nigdy nie było. Dwa pierwsze z poniższych zdjęć to fotki firmowe, pozostałe - przedstawiające egzemplarz nr 14/25 - wzięte ze strony everywatch.com
  7. Pierwszego listopada 2017 roku firma Laco zaanonsowała króciutką serię limitowaną przedziwnego modelu. Króciutką, bo składającą się zaledwie z 25 egzemplarzy. Przedziwnego modelu, bo zegarek Laco ref. 862091 oprawiony był w 42-milimetrową kopertę Fliegeruhr Original Erbstück, ale miał tarczę z mieszanymi indeksami, zwaną powszechnie "California"! Chyba wszyscy się zgodzą, że to coś dziwnego: połączenie obudowy, która w sposób absolutnie doskonały naśladuje kształt kopert drugowojennych Beobachtungsuhrów Laco z tarczą stworzoną przez Rolexa jeszcze w latach 40. ubiegłego wieku. Pomysł ten był efektem współpracy Laco z niemieckim wydawnictwem Ebner Media Group GmbH & Co. KG, publikującym m.in. czasopisma "Uhren Magazin" czy "Chronos". Zegarek nie był dostępny w firmie Laco czy u jej dystrybutorów, lecz można go było kupić tylko i wyłącznie we wspomnianym wydawnictwie, płacąc 1990 EUR. Na postarzonej fabrycznie kopercie umieszczono oznaczenie specyfikacji "FL 23883", co oczywiście w przypadku tego dziwacznego modelu jest zdecydowanym nadużyciem. Na deklu umieszczono B-Uhrową tabelkę, znaną wszystkim miłośnikom tematu. Koronka była oczywiście lotnicza, wypukłe szkło było szafirowe, klasa wodoszczelności WR50, a wskazówki jak w B-Uhrach Baumuster A, czyli "lance". W środku Laco ref. 862091 cykała pozbawiona datownika ETA 2824-2, wykonana i wyregulowana w standardzie dokładności Elaboré. Wspomniana tarcza "California" miała świecące w ciemności indeksy godzinowe i niepodświetlone minutowe. Oczywiście takich tarcz w żadnych historycznych pilotach Laco nigdy nie było. Dwa pierwsze z poniższych zdjęć to fotki firmowe, pozostałe - przedstawiające egzemplarz nr 14/25 - wzięte ze strony everywatch.com
  8. Ostatni w styczniu Flieger Friday i ostatnia, trzecia część prezentacji Hruodlandów lacopodobnych. Oprócz pokazanych wyżej modeli z tarczą B, Hruodlandy inspirowane zegarkami Laco Pilot Original są jeszcze dostępne z tarczą A. Poniżej trzy modele Baumuster A - innych lacopodobnych Hruodlandów typu A nigdy nie widziałem. Pierwszy - standardowy, w stalowej kopercie i z czarną tarczą - jest podobny do Laco Münster ref. 861784. Drugi - w kopercie z brązu i z czarną tarczą - stworzony został na podobieństwo nieprodukowanego już Laco Münster Bronze ref. 862149, choć w zegarku niemieckim ramki wskazówek były niebieskie, a tu są w kolorze koperty. W obu tych zegarkach luma jest taka sama: jednokolorowa, świecąca na niebiesko, pokazana na kolejnym zdjęciu - a więc inna, niż w obu pierwowzorach Laco, świecących na zielono. Trzeci model - z białą tarczą - to chińska wariacja na temat Laco Venedi ref. 861894. Tu też wskazówki są inne, niż w oryginale: Hruodland ma je białe w niebieskich ramkach, a Laco czarne. Nie jestem pewien, czy w chińskim zegarku tarcza jest "full lume", jak w Laco Venedi, bo nie udało mi się nigdzie znaleźć nocnych zdjęć tego Hruodlanda. Równie dobrze mogą świecić tylko wskazówki, a na tarczy nic. Poproszeni o te fotki sprzedawcy z Aliexpress udają, że nie wiedzą o co mi chodzi i przysyłają inne zdjęcia: albo lumę zegarka Baumuster A z czarną tarczą, albo Baumuster B z białą. Gdyby wskazówki były czarne, to pewnie nie miałbym tych wątpliwości i uznałbym, że tarcza musi cała świecić. Ale właśnie te białe wskazówki, być może wypełnione lumą, wzbudzają niepewność. Jeśli się dowiem - na pewno uzupełnię.
  9. Dzięki za docenienie i motywację do dalszych działań - każdy taki wpis i każde polubienie napędza mnie do dalszego pisartswa forumowego Hruodland miał świetny pomysł z pilotami nie tylko własnej konstrukcji, ale i zrobionymi na podobieństwo Laco, Stowy czy Zenitha. Pytałem, czy nie planują "homara" Laco w rozmiarze 45 mm - odpisali natychmiast, że niestety nie. Jakościowo tę markę stawiam nawet nieco wyżej, niż nieistniejącą już markę chińską Ticino, której piloty były naprawdę świetne i zdecydowanie wybijały się ponad pilotową konkurencję z Chin. A skoro zaczęliśmy o Hruodlandzie naśladującym zegarek z serii Laco Flieger Original 42 mm Baumuster B - oprócz pokazanego wyżej, są jeszcze inne modele Hruodlandów w tym stylu z tarczą B, a jest ich co najmniej siedem. Więcej nie udało mi się znaleźć, co oczywiście nie oznacza, że ich nie ma. Połączyłem ich zdjęcia dzienne i nocne, żeby było widać różnice także i w luminescencji oraz dopasowałem podobieństwo do konkretnych modeli Laco. Na poniższych obrazkach - w opisanej kolejności - pokazano zegarki o następujących cechach: 1. koperta: stalowa, postarzana; tarcza: czarna; luma: jednokolorowa, indeksy: "pożółkłe ze starości". Podobny do Laco Paderborn Erbstück ref. 861932, tylko kolory indeksów inne; 2. koperta: stalowa, niepostarzana; tarcza: czarna; luma: jednokolorowa, indeksy: "pożółkłe ze starości". Podobny do Laco Paderborn ref. 861749, tylko kolory indeksów inne; 3. koperta: stalowa, niepostarzana; tarcza: biała "full lume", indeksy: czarne. Podobny do Laco Wien ref. 861893; 4. koperta: z brązu, tarcza: czarna, luma: dwukolorowa, indeksy: białe i "pożółkłe ze starości". Podobny do Laco Paderborn Bronze ref. 862150; 5. koperta: z brązu, tarcza: ciemnozielona, luma: dwukolorowa, indeksy: białe i "pożółkłe ze starości". Podobny do Laco Edition 97 ref. 862160; 6. koperta: z brązu, tarcza: czarna, luma: jednokolorowa, indeksy: "pożółkłe ze starości". Podobny do Laco Paderborn Bronze ref. 862150, tylko kolory indeksów inne; 7. koperta: z brązu, tarcza: biała "full lume", indeksy: czarne. O ile mi wiadomo - nie ma i nie było takiego Laco
  10. "Naśladownictwo jest najszczerszą formą pochlebstwa, jaką przeciętność może okazać wielkości" - Stwierdził Oskar Wilde. No więc prezentowany Hruodland okazuje swe pochlebstwo zacnemu Laco Paderborn Erbstück Original Pilot 42 mm Wszyscy wiemy, że firma Laco doszła do perfekcji w celowym postarzaniu specjalnych modeli Erbstück, z dodatkowym ręcznym wykończeniem, nadającym czasomierzowi wygląd bardzo mocno używanego. Stopień uwagi, jaką poświęcono, żeby nowe zegarki wyglądały jak stare, jest naprawdę wybitny. Oczywiście fabryczne postarzenie tego chińskiego Hruodlanda nie wygląda tak doskonale, jak w Laco. Powiedzmy wprost: jest takie... chińskie. Wygląda sztucznie i wymaga dopracowania w domu, jeśli chcielibyśmy mieć zegarek prezentujący się tak realistycznie, jak sfatygowane fabrycznie Laco. Warto jednak pamiętać, że Laco Paderborn Erbstück kosztuje 1950 euro, a Hruodland 10-krotnie mniej. Albo przykład z innej beczki: taki PAM1349 kosztuje 12900 dolarów, a postarzenie ma mniej więcej takie, jak pokazany Hruodland... Koperta Hruodlanda, jej ucha, dekiel i szkło dokładnie odwzorowują kształty, proporcje i wymiary tychże elementów zegarka niemieckiego. Koperta ze stali nierdzewnej jest czerniona i fabrycznie poprzecierana. Z boku - podobnie, jak na wojennych B-Uhrach - wygrawerowano napis "Fl.23883". Ten sam grawerunek znajduje się na deklu, gdzie jest jedną z wielu danych w niemieckojęzycznej tabelce - sporządzonej na podobieństwo tabelek nanoszonych wewnątrz dekli oryginalnych B-Uhrów Luftwaffe. W tabelce podano typ projektu (pilot), częstotliwość pracy mechanizmu (28800 bph), klasę wodoszczelności (100 m), specyfikację (Fl.23883) i producenta (Hruodland). Nad tabelką widnieje informacja, że to zegarek obserwatora, a pod nią przeczytamy nazwę "Orzeł Rzeszy" - cokolwiek miałoby to oznaczać w chińskim zegarku... Forma tarczy i wskazówek jest zgodna ze specyfikacją dla Beobachtungsuhrów Baumuster B: z wewnętrznym pierścieniem indeksów godzinowych i z trójkątem w formie strzały, pozbawionym bocznych kropek oraz oczywiście bez żadnych oznaczeń poza tymi, które są niezbędne do odczytu czasu i do nawigacji. Dwie wskazówki główne mają niebieską obwódkę, a sekundowa - niebieską część balansującą. Hruodland, podobnie jak Laco Paderborn Erbstück, ma indeksy w dwóch kolorach: białe i "pożółkłe ze starości". W Laco świecą tylko te pożółkłe - ze względu na dodane do lumy "przybrudzenie" nie świecą tak mocno, jak w modelach standardowych, niepostarzanych Laco. W Hruodlandzie zachowano wygląd tarczy i wskazówek Laco, jednak świecenie rozwiązano inaczej, tzn. na bogato: tu świeci absolutnie wszystko, co tylko może świecić! Białe indeksy świecą w kolorze błękitnym, a pożółkłe na zielono - takie ulepszenie w stosunku do Laco. Na dwóch ostatnich zdjęciach dla porównania pokazany jest Laco Erbstück i jego luminescencja. Jak widać, stopień podobieństwa Hruodlanda do Laco jest naprawdę bardzo wysoki, a intensywność świecenia większa, niż przybrudzonej lumy wykończenia Erbstück. Mechanizm PT5000 firmy Precision Technology z Hongkongu to klon szwajcarskiego werku ETA 2824-2: pierwszy chiński mechanizm, który otrzymał certyfikat chronometru niemieckiego obserwatorium w Glashütte (Chronometer Sternwarte Glashütte). Certyfikatu COSC nie mógł dostać, bo otrzymują go tylko szwajcarskie mechanizmy. I jeszcze ciekawostka - na stronie Hong Kong Precision Group widnieje taka oto informacja: "Główną działalnością spółki zależnej Hong Kong Precision Technology Ltd. jest produkcja kalibrów mechanicznych na poziomie szwajcarskim. Dlatego utrzymujemy bliskie relacje z firmami ze Szwajcarii. Współpracujemy z nimi, aby opracować na własny użytek światowej klasy kalibry mechaniczne. Naszym celem jest unowocześnienie chińskiego przemysłu zegarków". Dekiel i koronka są zakręcane - razem z wodoszczelnością klasy WR100 to kolejne ulepszenia w stosunku do Laco, w którym nie znajdziemy takich zakręcanych luksusów i który ma też niższą klasę wodoszczelności WR50. Gdyby ktoś chciał sobie takiego chińskiego Paderborna sprawić, to może zainteresują go dane techniczne: mechanizm: automatyczny PT5000 (klon ETA 2824-2) średnica bez koronki: 42,25 mm średnica szkła: 38 mm lug to lug: 50,2 mm grubość: 13,25 mm szerokość paska w uchach: 20 mm szkło: szafirowe, wypukłe koronka: stożkowa, zakręcana dekiel: pełny, zakręcany klasa wodoszczelności: WR100 A tu 17 obrazków mojego autorstwa i dwa zdjęcia ściągnięte z internetów, na których jest prawdziwy Laco Paderborn Erbstück. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie
  11. Dirty Harry

    Fan Klub Chronografów

    W niedzielę, w samo południe - krótkie uzupełnienie na temat opisanego wyżej chronografu dla chronografowych tajniaków Po wprowadzeniu na rynek limitowanej serii 200 egzemplarzy przedstawionego kilka postów wcześniej Laco München ref. 862124, firma przygotowała jeszcze 30 sztuk, jako kolejną limitację. Nowy zegarek - postarzany Laco München Erbstück ref. 862144 - kosztował 2990 EUR, a więc dokładnie o 1000 euro drożej od podstawowego modelu. Tu także dostępna była opcja z mechanizmem w klasie dokładności Top - kosztowała 3120 EUR. Można też było dokupić obustronną powłokę antyrefleksyjną na szkle, dopłacając 100 euro. Limitacja ograniczona do 30 egzemplarzy to już naprawdę krótka seria, którą docenią kolekcjonerzy. Dodatkowym atutem było ręczne postarzanie - nie ma więc na świecie dwóch tak samo wyglądających Laco München Erbstück, choć przecież postarzanie raczej średnio pasuje koncepcyjnie do tego modelu. Ale za to jak się prezentuje! Cztery pierwsze zdjęcia są firmowe, następne obrazki wzięte z internetów: na kolejnych siedmiu pokazano zegarek nr 11/30, a na ostatnich sześciu jest nr 22/30.
  12. Dirty Harry

    Fan Klub Chronografów

    Pierwszy mój post w zacnym gronie Fan Klubu Chronografów i taka ciekawostka: chronograf dla chronografowych tajniaków Jesienią roku 2020 do sprzedaży trafił pilot-chronograf Laco München ref. 862124 - niebanalna limitka, wyprodukowana w liczbie 200 sztuk. Laco München ref. 862124 ma kopertę stalową, matowo szkiełkowaną, o klasie wodoszczelności WR100 i o średnicy 42,3 mm. Grubość Laco jest pokaźna: aż 14,75 mm, co przy tej średnicy koperty zaburza proporcje zegarka. Moim zdaniem wyglądałby lepiej, gdyby miał albo średnicę 44-45 mm, albo grubość wyraźnie poniżej 14 mm, albo jedno i drugie równocześnie - tak to w ogóle byłoby najlepiej. Na kopercie, po drugiej stronie koronki i przycisków chronografu, wygrawerowano znany wszystkim miłośnikom zegarków lotniczych numer specyfikacji "FL23883". Wymiar lug to lug wynosi 50 mm, szerokość w uchach to 20 mm. Szafirowe szkło jest wypukłe, pokryte niebieskawą warstwą antyrefleksyjną - za dopłatą można było mieć antyrefleks obustronny. Wskazówki główne wykończono termicznie na niebiesko i pokryto intensywnie świecącą Superluminovą C3, podobnie jak centralną wskazówkę sekundową stopera. Czarna tarcza ma lumę na wszystkich indeksach liczbowych i kreskowych, na trójkącie i punktach po obu jego stronach, a także na dodatkowym pierścieniu zewnętrznym. Ten pierścień sprawia, że tutaj więcej świeci, niż na standardowych tarczach B-Uhrów Baumuster A i moim zdaniem wygląda to kapitalnie. Na zewnętrznej powierzchni dekla wygrawerowano tradycyjną dla wojennych Beobachtungsuhrów tabelkę z danymi zegarka oraz numerem limitacji, zapisanym jako xxx/200. Oczywiście wszyscy tu wiemy, że w zegarkach drugowojennych tabelka ta znajdowała się wewnątrz dekla. Lotniczy pasek jest skórzany, z nitami i sygnowaną sprzączką. W środku zegarka znajduje się mechanizm Laco 50, czyli powszechnie znana ETA Valjoux 7750 - automatyczny werk z chronografem i podwójnym datownikiem. Mechanizm ma średnicę 30 mm i grubość 7,9 mm, ułożyskowany na 25 kamieniach pracuje z częstotliwością 28800 wahnięć na godzinę. Zegarek sprzedawano w cenie 1990 EUR z werkiem Elaboré i niemieckojęzycznymi nazwami dni tygodnia na datowniku. Płacąc dodatkowo można było zamówić mechanizm w klasie dokładności Top, a także datownik z kalendarzem tygodniowym po angielsku oraz inny lotniczy pasek: rozpinany długości XL (czarny lub brązowy) albo brązowy pasek-bransoletę w formie skórzanej, zamkniętej pętli, znany z wojennych B-Uhrów. Z co najmniej z trzech powodów Laco München wygląda bardzo charakterystycznie i zdecydowanie odróżnia się od konstrukcji konkurencyjnych z Valjoux 7750. Po pierwsze - to jeden z nielicznych chronografów mających na tarczy komplet indeksów liczbowych. Zazwyczaj bowiem, z powodu obecności "totalizatorów" i datownika, niektóre indeksy zostają usunięte, a przynajmniej częściowo "wygryzione". Tutaj zostawiono wszystkie indeksy w całości. Po drugie - Laco München został zbudowany w kopercie typu Laco Fliegeruhr Original, a więc w obudowie, która w sposób absolutnie doskonały naśladuje kształt kopert drugowojennych Beobachtungsuhrów Laco. Oczywiście w tym zegarku jest ona przystosowana do zainstalowania przycisków chronografu, co jednak nie zmienia faktu, że ortodoksyjni wyznawcy B-Uhrów powinni być zadowoleni. Czy taka koperta pasuje do chronografów, czy nie - to już osobna historia i rzecz gustu. Wreszcie po trzecie i najważniejsze - chronograf jest tu "ukryty" Oczywiście nie tak perfekcyjnie, jak np. w Sinnie EZM 1 czy Damasko DC 80, bo przecież München ma konstrukcję tradycyjną, z subtarczami, niemniej są one "zamaskowane". Laco München na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły Beobachtungsuhr Baumuster A: zegarek z centralnym sekundnikiem, bardzo wyraźnymi wskazówkami głównymi typu "lance" i czarną, bardzo czytelną, lotniczą tarczą. Subtarcze chronografu zauważa się dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu się. Innymi słowy wygląda jak trójwskazówkowy model z "ukrytą" funkcją chronografu. Rozmieszczone w układzie 6-9-12 subtarcze sekundnika (9), licznika 30-minutowego (12) i licznika 12-godzinnego (6) mają ciemniejsze indeksy i ciemniejsze wskazówki, dzięki czemu są one bardzo dyskretne i na co dzień niemal niewidoczne. Choć oczywiście dodatkowe przyciski po obu stronach lotniczej koronki zdradzają, z jakim typem zegarka mamy do czynienia. Podobnie dyskretny, jak wskazówki i indeksy "totalizatorów", jest umieszczony na godzinie trzeciej podwójny datownik z dniem tygodnia i miesiąca oraz ulokowane nad nim logo firmowe. "Zakamuflowane" subtarcze stopera to moim zdaniem świetny pomysł: dosłowne "usunięcie w cień" drugiej funkcji sprawiło, że dzięki ciemniejszym indeksom i wskazówkom "totalizatorów" oraz ciemniejszemu datownikowi, godzinę na tym chronografie można odczytać jednym rzutem oka. Niemal jak dwa zegarki w jednym: świetna koncepcja, która szczególnie dobrze prezentuje się w ciemności. Myślę, że pomysł, żeby rzadziej używane funkcje zegarka były mniej widoczne, można uznać za prawdziwą innowację. Laco jest producentem zegarków lotniczych, któremu konsekwentnie udaje się wydobyć nowe i ciekawe pomysły z pozornie wyeksploatowanej koncepcji Beobachtungsuhra. I te pomysły nie wydają się sztuczne, lecz są tak oryginalne i jednocześnie wyglądają na tak oczywiste, że aż dziw bierze, dlaczego nikt inny nie wpadł na to wcześniej. Najpierw przenieśli autentyczne kształty i proporcje 55-milimetrowych kopert wojennych B-Uhrów na mniejsze, współczesne zegarki serii Flieger Original. Potem odnieśli sukces swoimi postarzanymi modelami Erbstück. A później zaprezentowali chronograf, który na pierwszy rzut oka wygląda jak trójwskazówkowy B-Uhr. Proste, a efektowne! Oczywiście, jeśli ktoś potrzebuje chronograf, z którego będzie często korzystał, to w takim zegarku stoper powinien być zawsze widoczny i łatwy do odczytania. Zatem taka osoba nie kupi Laco München. Bo to zegarek wprost idealny dla użytkowników, którzy lubią B-Uhry i jednocześnie podobają im się chronografy, jednak nie potrzebują na co dzień zegarka z łatwym do odczytu, wyraźnym stoperem. To zegarek dla osób, dla których obecność "totalizatorów" na tarczy jest czynnikiem rozpraszającym i odwracającym uwagę od szybkiego odczytu aktualnego czasu. W Laco München udało się to wszystko pogodzić w sposób niemal idealny. Niemal, bo na upartego można byłoby się przyczepić do pewnego braku konsekwencji. Otóż długa, wyraźna, świecąca w ciemności wskazówka centralnego sekundnika "przynależy" do stopera, ale jest biała - jak wskazówki godzinowa i minutowa zegarka. Tymczasem niepodświetlona wskazówka subsekundnika zegarka jest ciemna jak wskazówki chronografu, ale mierzy bieżący czas. Jest to więc nie do końca logiczne pod względem kolorystyczno-funkcjonalnym. Rozwiązaniem tego dysonansu mogłoby być szare wykończenie długiej wskazówki chronografu i białe, luminescencyjne pokrycie wskazówki małego sekundnika zegarka. Wtedy wszystkie funkcje chronografu miałyby wskazówki ciemne, wszystkie wskazówki "odmierzające czas" byłyby białe, zaś München wyglądałby tak, jakby w ogóle nie miał żadnego centralnego sekundnika, a jedynie subsekundnik na godzinie dziewiątej. I na pewno nie prezentowałby się tak świetnie, jak teraz! Innym pomysłem mogłoby być wykorzystanie małej wskazówki sekundowej do stopera, a dużej do sekundnika - choć nie wiem, czy takie odwrócenie funkcji jest w ogóle mechanicznie możliwe. A jeśli tak, to jak bardzo kosztowne? I gdyby nawet dałoby się to zrobić, to utrudniałoby to bardzo odczyt wskazania stopera na jego małym sekundniku. Dlatego nie pozostaje nic innego, jak przyjąć do wiadomości, że duże wskazówki są tu po prostu najbardziej dominujące, niezależnie od funkcji. A wizualnie jest genialnie! Ewentualnie można jeszcze mieć stale włączony stoper i jego długą wskazówkę traktować jak standardowy sekundnik, choć nie wiem czy to wyjdzie na zdrowie mechanizmowi. Na koniec 15 zdjęć z internetów, a ja dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie
  13. Dirty Harry

    Klub HERITAGE

    Dzięki za motywację!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.