-
Liczba zawartości
706 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Reputacja
1971 Guru zegarmistrzostwaInformacje o profilu
-
Płeć
Mężczyzna
-
Lokalizacja
Wrocław
Ostatnie wizyty
1243 wyświetleń profilu
-
Wprawdzie nie reedycja, ale jednak hołd - jak sam producent określił ten zegarek W roku 2007 firma Azimuth - którą najbardziej znamy z ekstremalnie dziwnych projektów czasomierzy - wypuściła limitowaną serię 100 zegarków będących cyt. "wyprodukowanym w Szwajcarii, wymyślonym w Singapurze hołdem dla drugowojennych zegarków lotniczych". Azimuthy 55 mm LE maja tarczę typu A i matowo szkiełkowaną kopertę ze stali 316L. Jak na moje pytanie odpisał mi Chris Long, współzałożyciel i współwłaściciel firmy Azimuth - mniej więcej 50 sztuk z tej limitowanej serii wyposażono w koronkę stożkową (zwaną też diamentową), druga połowa dostała koronki walcowe, jak w moim egzemplarzu nr 077/100. Wypuszczając limitkę na rynek firma ponoć zapewniła klientów, że więcej tych zegarków już nie wyprodukuje i póki co chyba dotrzymują słowa, bo nie słyszałem o wznowionej serii. Producent zadbał też o zachowanie niebanalnego charakteru zegarka, typowego dla marki Azimuth. Mamy tu więc podwójny dekiel: wewnętrzny przeszklony, a zewnętrzny otwierany na zawiasie. Na pokrytej szlifem genewskim powierzchni wewnętrznej tej otwieranej pokrywki wygrawerowano tabelkę z danymi, na podobieństwo tabelek nanoszonych wewnątrz dekli wojennych Beobachtungsuhrów. Mechanizm AZ 6497 SC to ozdobiony pasami genewskimi i niebieskimi śrubami, zmodyfikowany Unitas 6497-1 z centralnym sekundnikiem. Szafirowe szkło jest wypukłe, czarna tarcza matowa.
-
IWC Porsche Design
-
Dzięki! To były nity, nie śrubki - więcej na temat tej tarczy będzie w kolejnej części
-
Przy okazji pisania o historii tarczy "California" (strona 43) przeglądnąłem cały Klub Heritage i - o dziwo - nie znalazłem nic o Paneraiu, poza jedną jedyną fotką Luminora, wstawioną przez Kolegę @sanik. Pomyślałem, że może zainteresowałby kogoś przegląd modeli wojskowych, od których zaczęła się historia zegarkowa marki Panerai. Kiedy miałem Pama 372 i byłem pełnoprawnym Paneristą, to zgłębiałem temat, namiętnie czytając teksty m.in. "Zegarkowego Detektywa" José Pereza i "Pana Rolexa" Jamesa Dowlinga. Potem wyszukiwałem patenty, porównywałem je, przeżywałem, ekscytowałem się, robiłem notatki, grzebałem w historii nie tylko zegarkowej, spisywałem szczegóły,… Strona José Pereza perezcope.com jest kopalnią wiedzy historycznej, a jej uszczegółowienie niesamowite. Trzeba mieć tylko czas, żeby przez to przebrnąć cierpliwie i poukładać, bo poszczególne teksty nie przedstawiają tematu w kolejności chronologicznej, a wiele informacji powtarza się w różnych miejscach. Perez to ten gość, który m.in. trzy lata temu odkrył , że kupiony przez muzeum Omegi za 3,3 miliona dolarów Speedmaster Broad Arrow z brązową tarczą to składak. A James Dowling - wiadomo: chyba najbardziej znany badacz dziejów marki Rolex, z którą historia Panerai jest związana nierozerwalnie. Zanim dojdziemy do współczesnych reedycji, to wypadałoby przedstawić edycje - a tych nie da się opisać bez odrobiny historii marki W roku 1860 roku Giovanni Panerai otworzył we Florencji sklep z zegarkami, który z czasem rozwinął się nie tylko w zakład zegarmistrzowski, ale i w szkołę dla zegarmistrzów (zdjęcie nr 1). Z pokolenia na pokolenie interes rodzinny trafił do Guido Paneraia, który ożenił się z Guglielminą Fracei. Jej ojciec był właścicielem dobrze prosperującego warsztatu mechanicznego, co umożliwiło rozszerzenie działalności i tak oto firma Panerai stała się dostawcą Królewskiej Marynarki Wojennej Włoch (Regia Marina). Dostarczano m.in. różnego rodzaju mechanizmy precyzyjne, latarki, chronometry morskie, chronografy, a także bardzo nowoczesne celowniki, które świeciły w ciemności. Celownik, który świeci Prawdopodobnie 7 grudnia 1914 roku Guido Panerai opatentował we Włoszech luminescencyjny celownik radowy - numeru ani tytułu tego patentu nie udało mi się odnaleźć. Celownik radowy był protoplastą doskonale dziś znanych i powszechnie używanych celowników trytowych (zdjęcie nr 2). Materiał luminescencyjny znajdował się w hermetycznie zamkniętych kapsułkach, które umieszczono w przyrządach celowniczych. Składał się on z mieszaniny siarczku cynku i radu. Promieniotwórczy rad emitował cząstki alfa, które bombardowały kryształki siarczku cynku, wywołując ciągłą luminescencję, bez konieczności wcześniejszego naświetlania światłem słonecznym. Swoje świecące przyrządy Guido Panerai patentował też zagranicą - udało mi się odnaleźć następujące patenty (kolejność według zgłaszania, obrazki powiększają się): - patent francuski nr 491014 pt. "Celowniki podświetlane radem do nocnego wystrzeliwania torped i do prowadzenia ognia artyleryjskiego", zgłoszony 24.09.1914, przyznany 19.05.1919 (zdjęcie nr 3); - patent francuski nr 491015 pt. "System podziałki radioluminescencyjnej do przyrządów lotniczych", zgłoszony 9.03.1915, przyznany 19.05.1919 (zdjęcie nr 4); - patent brytyjski nr 12270 pt. "Ulepszenia w urządzeniach celowniczych do broni palnej i wyrzutni torped", zgłoszony 25.08.1915, przyznany 15.03.1917 (zdjęcie nr 5); - patent brytyjski nr 12273 pt. "System radioluminescencyjnych podziałek do zastosowań lotniczych lub podobnych przyrządów", zgłoszony 25.08.1915, przyznany 3.08.1917 (zdjęcie nr 6); - patent brytyjski nr 104905 pt. "Ulepszenia związane z celownikami radioluminescencyjnymi", zgłoszony 20.03.1916, przyznany 20.03.1917 (zdjęcie nr 7). Na zdjęciach nr 3-6 widać, że francuskie patenty nr 491014 i nr 491015 mają swoje odpowiedniki w później zgłoszonych, lecz wcześniej przyznanych brytyjskich patentach nr 12270 i nr 12273. W patencie nr 12270 o nowych przyrządach celowniczych z wbudowanymi kapsułkami radowymi napisano tak: "Niniejszy wynalazek dotyczy przyrządów celowniczych, które stają się luminescencyjne dzięki zastosowaniu radu. […] Przyrządy te są przeznaczone do stosowania w broni strzeleckiej, karabinach maszynowych, artylerii i wyrzutniach torped tak, by broń ta mogła być używana w nocy z większą celnością, niż dotychczas". Patent nr 12273 wprost nawiązuje do patentu nr 12270: opisano tu indeksy na tarczach przyrządów lotniczych (wysokościomierze, prędkościomierze, kompasy, itp.) wykonane z cienkich rurek szklanych, wypełnionych mieszaniną radu i siarczku cynku oraz analogicznie skonstruowane wskazówki tychże przyrządów. Z kolei patent nr 104905 dotyczy szklanych lotniczych celowników radioluminescencyjnych, z wygrawerowanymi znakami celowniczymi, które wypełniono farbą zawierającą substancję świecącą. Radiomir Używaną w patentowanych przyrządach mieszankę radu z siarczkiem cynku nazwano "Radiomir". To akronim z włoskich słów "radio" (rad) i "mire" lub "mirino" (celownik), który wkrótce stał się synonimem wszelkich produktów luminescencyjnych produkowanych przez Paneraia. Pierwsza wzmianka o Radiomirze ponoć pojawiła się w załączniku do patentu zgłoszonego we Francji 23 marca 1916 roku - tak twierdzi teraźniejsza firma Officine Panerai. Przekopałem wszystkie znane mi bazy patentów i nie udało mi się znaleźć żadnego, który byłby zgłoszony 23 marca 1916 roku i odnosił się do Paneraia. Przypuszczalnie Guido Panerai mógł w tym dniu zgłosić we Francji zastrzeżenia dotyczące szklanych celowników lotniczych, bowiem trzy dni wcześniej zgłosił je w Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymał na nie wspomniany patent brytyjski nr 104905. W załączniku do tego brakującego patentu podobno został zastrzeżony Radiomir. Jeśli to prawda, to zastrzeżona mogła być tylko nazwa handlowa "Radiomir", ale nie sama substancja świecąca. Gudio Panerai nigdy nie opatentował luminescencyjnej mieszaniny radu z siarczkiem cynku, bo nie mógł tego zrobić. Substancję tę wynalazł dekadę wcześniej George F. Kunz z Nowego Jorku, który otrzymał na nią patenty amerykańskie nr 789811 i 789812, zgłoszone odpowiednio 24 września i 23 grudnia 1903 roku, czyli pięć lat po odkryciu radu przez Marię Skłodowską-Curie. Oba patenty zostały przyznane 16 maja 1905 roku. Tymczasem wszędzie można przeczytać, że to Panerai opatentował mieszankę radu i siarczku cynku pod nazwą Radiomir. I oczywiście nikt z piszących takie rzeczy nie podaje numeru czy choćby tytułu patentu Paneraia na tę mieszankę... Opowieści o rzekomym opatentowaniu przez Paneraia materiału luminescencyjnego na bazie radu to bajki: Guido Panerai opatentował rozmaite przyrządy z tą substancją, ale nie samą substancję. Zaczęło się od "Świni" Na początku września 1935 roku, w napiętej sytuacji na miesiąc przed rozpoczęciem II wojny włosko-abisyńskiej, brytyjska Royal Navy urządziła demonstrację siły i wpłynęła na Morze Śródziemne. Włosi zdali sobie sprawę, że ich Regia Marina nie ma najmniejszych szans w ewentualnym starciu z Królewską Marynarką Wojenną Wielkiej Brytanii. Desperacko potrzebowali nowej broni, którą można byłoby szybko wyprodukować i zadawać nią druzgocące ciosy wrogom. Błyskawicznie utworzyli więc tajny ośrodek badawczo-rozwojowy, zajmujący się konstrukcją specjalnych morskich środków szturmowych, który później przekształcono w jednostkę bojową morskich operacji dywersyjnych. Ośrodek był tajny, bo prowadzone w nim prace, m.in. nad torpedami załogowymi, naruszały postanowienia obowiązującego wówczas Traktatu Waszyngtońskiego z roku 1922, który regulował i ograniczał zbrojenia morskie, a wygasał dopiero w roku 1938. Podczas badań nad nowymi środkami bojowymi powróciła koncepcja załogowej torpedy sterowanej - miniaturowego okrętu, transportującego do celu nurków i ładunek wybuchowy, który mieli podłożyć. Nie było to nic nowego: samobieżną torpedę nawodną - skonstruowaną przez kapitana Raffaele Rosettiego i zwaną "Pijawką" (Mignatta) - Włosi mieli już w czasie I wojny światowej. Użyli jej skutecznie w roku 1918, zatapiając austro-węgierski pancernik Viribus Unitis. Nowa, opracowana w tajnym ośrodku badawczym przez kapitanów Teseo Tesei i Elliosa Toschiego, torpeda wolnobieżna Silura a Lente Corsa (SLC) była rozwinięciem "Pijawki" i mogła operować nie tylko na wodzie, ale i pod wodą (zdjęcie nr 8). Dużo później do torpedy przylgnęło przezwisko "Świnia" (Maiale), kiedy to kierujący nią porucznik Luigi Durand de la Penne porównał podróżowanie na SLC do rodeo na świni. Pierwsze dwa prototypy SLC ukończono w październiku 1935 roku, w warsztatach torpedowych San Bartolomeo w La Spezia. I właśnie z tym faktem i z tą datą badacze tematu wiążą początek historii firmy Panerai jako dostawcy zegarków wojskowych. Zamówienie Kiedy Regia Marina zdała sobie sprawę, że potrzebuje odpowiedniego zegarka dla swoich nowych, tworzących się właśnie jednostek podwodnych - naturalnie zwróciła się do firmy Panerai, która od lat była sprawdzonym dostawcą specjalistycznego sprzętu dla Królewskiej Marynarki Wojennej Włoch. W roku 1935 rodzina Panerai prowadziła we Florencji dwa przedsiębiorstwa. Warsztat mechaniki precyzyjnej G. Panerai e Figlio produkował różne przyrządy dla włoskiej Regia Marina. Był też sklep z zegarkami i zakład zegarmistrzowski Orologeria Svizzera (zdjęcie nr 9). Już sama nazwa sklepu - Zegarmistrzostwo Szwajcarskie - informowała o asortymencie: firma była oficjalnym sprzedawcą detalicznym takich marek, jak m.in. Vacheron & Constantin, Rolex czy Longines. Całością zarządzał Giuseppe Panerai - syn wspomnianego wyżej Guido. Jak opowiadał później Giuseppe Panerai - w październiku tegoż 1935 roku, a więc w dniach, kiedy ukończono pierwsze prototypy "Świni" - zadzwonił do niego przedstawiciel Regia Marina i umówili się spotkanie. Przybyły oficer marynarki wyłuszczył problem: dyrektor Panerai został poproszony o przygotowanie wodoszczelnego kompasu i zegarka dla nurków oraz operatorów pojazdów podwodnych. Zamówienie wyglądało na intratne - tyle, że na pierwszy rzut oka wydawało się kłopotliwe. Firma Panerai nie miała bowiem żadnych doświadczeń z produkcją zegarków, tym bardziej zegarków wodoszczelnych. Ale miała za to dobre kontakty z Rolexem, którego zegarki sprzedawała od lat. A przecież Rolex od niemal dekady oferował czasomierze w kopertach Oyster, odpornych na zanurzenie w wodzie (zdjęcie 10). Tak więc mając dobre układy z Rolexem, Giuseppe Panerai problem zegarka dla nurków mógł uznać za rozwiązany. Rolex ref. 2533 Zanim powstał model Oyster, firma Wilsdorf & Davis (czyli późniejszy Rolex) już od roku 1910 używała kopert skonstruowanych i opatentowanych przez Françoisa Borgela (zdjęcie 11). Koperta Rolex Oyster z 1926 roku miała budowę bardzo podobną - opisywał ją patent szwajcarski nr 120851, zgłoszony 21 września 1926 roku i przyznany 16 czerwca 1927 roku (zdjęcie nr 12). Hermetyczne uszczelnienie zegarka odbywało się poprzez docisk bezela, dekla i koronki. Porównanie kopert Borgel i Oyster pokazano na zdjęciu nr 13. Równolegle z modelem naręcznym, Rolex zaoferował zegarek kieszonkowy z 47-milimetrową kopertą Oyster, która również miała charakterystyczny, poduszkowaty kształt (zdjęcie nr 14). W środku cykał mechanizm Rolex 663 Extra Prima, produkowany przez Montilliera (zdjęcie nr 15). Model kieszonkowy okazał się katastrofą. Nikt nie chciał go kupować, bo po co komu wodoszczelny zegarek do kieszeni kamizelki? Ale producent nie zamierzał pozwolić, żeby gotowe już egzemplarze zmarnowały się, dlatego postanowił je przerobić. Z koperty usunięto mocowanie do łańcuszka i przylutowano do niej druciane ucha do mocowania paska. Tarczę z mechanizmem obrócono o 90 stopni - mały sekundnik przemieścił się więc z godziny 6 na 9, a koronka z godziny 12 na 3. Poprawiony w ten sposób zegarek trafił do katalogu firmowego w roku 1935 jako model o numerze referencyjnym 2533 (zdjęcie nr 16). "Zegarki specjalne Oyster dla nurków" Kiedy Giuseppe Panerai zobaczył w katalogu Rolexa model 2533 - miał gotową odpowiedź na wymagania postawione przez Regia Marina: zegarek był wodoszczelny, wielki i czytelny. Inne firmy też produkowały zegarki wodoszczelne. Jeśli któryś miał kopertę 32- czy 33-milimetrową, to już był naprawdę duży jak na owe czasy - ale do wygodnego odczytu czasu głęboko pod wodą było to wciąż za mało. Tymczasem Rolex ref. 2533 w swej 47-milimetrowej kopercie był aż półtorakrotnie większy! Do tego miał duże i szerokie, świecące farbą radową indeksy oraz również świecące wskazówki, włącznie z małą wskazówką subsekundnika. Giuseppe Panerai opowiadał, że po wizycie oficera marynarki złożył zamówienie zegarek ref. 2533 od razu w dniu, w którym znalazł go w katalogu. Zamówiony egzemplarz wysłano do Florencji 24 października 1935 roku. Zegarek kosztował 640 lirów włoskich, był w kopercie z 9-karatowego złota i miał wspomniany mechanizm Rolex 663 Extra Prima. Kaliber ten jest dość skomplikowany i delikatny - może i mógł być dobrym wyborem do zegarków kieszonkowych, ale ze względu na swą delikatność nie nadawał się do wojskowych zegarków naręcznych. W styczniu 1936 roku odbyły się pierwsze, pomyślne testy "Świni", po czym w tymże roku 1936 prace nad rozwojem torpedy SLC wstrzymano. Przetestowano też pierwszego, złotego Rolexa ref. 2533 i Regia Marina złożyła zamówienie na kolejnych 19 sztuk, ale tym razem już z wyraźnym zastrzeżeniem: koperty mają być ze stali nierdzewnej. Rolex wysłał te zegarki do Paneraia w dniu 13 czerwca 1936 roku, rachunek opiewał na 9500 lirów włoskich. Kolejne testy wykazały problem ze szczelnością trzech egzemplarzy pochodzących z tej partii i Panerai zwrócił Rolexowi zegarki o numerach seryjnych 72280, 72284 i 72285 w dniu 27 lipca 1936 roku. Zostały one uszczelnione i wraz ze skórzanymi paskami odesłane do Paneraia. Odbyło się to nieśpiesznie, bo dopiero po upływie 16 miesięcy - w dniu 20 listopada 1937 roku. Odsyłając trzy naprawione egzemplarze, firma Rolex po raz pierwszy napisała, że są to cyt. "zegarki specjalne Oyster dla nurków". W roku 1938 wznowiono prace nad rozwojem "Świni". Kolejna partia Rolexów ref. 2533, która liczyła 15 sztuk zegarków w kopertach stalowych (bez pasków i pudełek), została wysłana do Paneraia w dniu 7 marca 1939 roku. Na fakturze zaznaczono, że to "stalowe zegarki specjalne Oyster dla nurków", a także po raz pierwszy w tej historii podano, że tarcze do nich zostały dostarczone przez Paneraia. Czyli tarcze wyprodukowała firma G. Panerai e Figlio lub jakiś podwykonawca na jej zlecenie, po czym zostały one wysłane do Rolexa, gdzie dokonano końcowego montażu zamówionych zegarków. Badacze tematu twierdzą, że były to doskonale nam znane tarcze w najwcześniejszej ich wersji, już z oznaczeniem "RADIOMIR PANERAI" - takie, jak na zdjęciu nr 17. Ciąg dalszy nastąpi - oczywiście jeśli Klubowicze będą chcieli Zdjęcia w kolejności: 1. Giovanni Panerai - założyciel firmy - przed swoim sklepem [madridluxurydistrict.com]; 2. trytowe przyrządy celownicze; 3. patent francuski nr 491014; 4. patent francuski nr 491015; 5. patent brytyjski nr 12270; 6. patent brytyjski nr 12273; 7. patent brytyjski nr 104905; 8. "Świnia", czyli torpeda wolnobieżna SLC [esploratorianfibi.it]; 9. sklep Orologeria Svizzera, zdjęcie z roku 1934 [perezcope.com]; 10. Rolex Oyster z roku 1926 [rolex.com]; 11. koperty Borgela w reklamie z roku 1912 [watch-wiki.com]; 12. koperta Oyster, rysunek z patentu szwajcarskiego nr 120851 [rolexmagazine.com]; 13. porównanie koperty Borgela z kopertą Oyster [dumarko.com]; 14. kieszonkowy Rolex Oyster [oracletime.com]; 15. mechanizm Montillier 663 [WUS]; 16. Rolex ref. 2533, rysunek z katalogu Rolexa z roku 1935 [perezcope.com]; 17. tarcza kanapkowa pierwszego typu, montowana w zegarkach ref. 2533 z 1939 roku [perezcope.com]. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie tego długiego tekstu
-
Klub Miłośników Zegarków Laco
Dirty Harry odpowiedział Gio → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ostatni w lutym Flieger Friday i kolejny odcinek prezentacji produkowanych po II wojnie światowej, limitowanych serii 55-milimetrowych B-Uhrów marki Laco. Laco ref. 861334 i 861367 (strona 19) oraz pochodzący od ref. 861334, pokazany wyżej W-07, zaliczyły kilka wpadek. Przeszklony dekiel nie pasował do B-Uhrowego klimatu. Jakby tego było mało - ukazywał mechanizm nie dość, że zupełnie nieatrakcyjny wizualnie, to jeszcze automatyczny i równie niepasujący do atmosfery tych zegarków. Poza tym na kopertach zabrakło tradycyjnego oznaczenia FL 23883. I albo firma sama dostrzegła te niedociągnięcia, albo klienci zwrócili jej na to uwagę - najważniejsze, że w kolejnych limitowanych seriach było już lepiej. Ale zanim te kolejne 55-milimetrowe zegarki nadeszły, nastały ciężkie czasy i w dniu 30 czerwca 2009 roku firma Laco Erich Lacher Uhrenfabrik GmbH & Co. KG ogłosiła upadłość. Intensywne poszukiwanie inwestorów przyniosło skutek szybki, acz krótkotrwały: wprawdzie Laco zostało przygarnięte do Kienzle AG, ale już 18 stycznia 2010 roku i tę spółkę postawiono w stan upadłości. Tymczasem - mimo bankructwa nowego właściciela marki Laco - już niespełna miesiąc później, bo 10 lutego 2010 roku ruszyła przedsprzedaż dwóch serii limitowanych B-Uhrów Laco o średnicy 55-milimetrów: ref. 861663 Baumuster A i ref. 861664 Baumuster B. Każdy model wyprodukowano w liczbie 50 egzemplarzy, o numerze limitacji w zapisie xx/50. Cena, która przy zamówieniu pre-order wynosiła 999 EUR, w sprzedaży normalnej wzrosła później do 1500 EUR. Oba modele były bliźniakami technicznymi, różniącymi się tarczą i wskazówkami - podobnie, jak poprzednio prezentowane zegarki ref. 861334 i 861367, do których zresztą nowe ref. 861663 i 861664 były bardzo zbliżone. Zatem koperta była stalowa o powierzchni szkiełkowanej, szafirowe szkło było wypukłe, a zamknięty w pętlę skórzany pasek miał mosiężne nity, "kaletniczą" sprzączkę oraz szlufki ze stali i skóry. Wszystkie wskazówki w obu modelach były luminescencyjne, w zegarkach ref. 861664 tarcza typu B miała pierścień godzinowy ze świecącymi punktami i nadal miała lumę na wszystkich liczbowych indeksach minutowych, co nie było zgodne z historycznymi konstrukcjami Baumuster B. Wspominałem o tym wcześniej: w drugowojennych zegarkach świeciły tylko parzyste liczby minut. Wskazówki również były takie, jak we wcześniej opisanych limitkach: z szarą czy czarną obwódką, w modelu z tarczą A prawidłowe, zaś w modelu B pomieszane, bo stanowiące mix typów A (minutowa) i B (godzinowa). Zachowano także niebanalne opakowanie: brązowe, kartonowe pudło zewnętrzne i masywną, drewnianą skrzynię wewnętrzną, z szufladą zamykaną na skórzany pasek i metalową tabliczką z numerem zegarka. A więc dotąd wszystko jak poprzednio. Bo tak naprawdę więcej pozostawiono, niż zmieniono. Ale jak już zmieniano, to zmieniono elementy drobne, acz bardzo podnoszące atrakcyjność zegarków ref. 861663 i 861664 w porównaniu do wcześniejszych ref. 861334 i 861367. Rzut oka na spód zegarka i już widzimy pierwszą zmianę: poprawiono dekiel, który nie miał już tej koszmarnej szybki, lecz był pełny. Na jego powierzchni zewnętrznej wygrawerowano tabelkę z danymi, na podobieństwo tabelek nanoszonych wewnątrz dekli B-Uhrów Luftwaffe. Z tabelki dowiadujemy się, że nasz zegarek to Beobachtungsuhr typu B, o numerze xx/50, z werkiem A07.111, wykonany według specyfikacji Fl.23883 (w takim właśnie zapisie: z kropką i małą literą "L") przez firmę Laco. Moim zdaniem dokładnie tak powinien wyglądać dekiel w B-Uhrze przygotowanym dla współczesnych miłośników tematu - z cieszącą oczy tabelką na widocznym miejscu, a nie ukrytą wewnątrz, jak w historycznym oryginale. Druga poprawka dotyczy mechanizmu. ETA Valgranges A07.111 pozostała, ale by zbliżyć ją do klimatu wojennych oryginałów - przerobiono ją z naciągu automatycznego na manualny, pozbawiając wahnika. Mechanizm ozdobiony jest szlifem perlistym i niebieskimi śrubami oraz wyposażony w system antywstrząsowy Incabloc. Trzecia różnica to możliwość wygrawerowania na kopercie numeru specyfikacji wojskowej FL 23883, przy czym zmiana ta była opcją - wcześniej niedostępną, teraz możliwą do zamówienia za dodatkową opłatą. Proszę spojrzeć na poniższe zdjęcia. Na pierwszych ośmiu jest zegarek ref. 861663 nr seryjny 32/50 (Baumuster A), potem mechanizm wspólny dla obu modeli i osiem fotek modelu ref. 861664 nr seryjny 31/50 (Baumuster B). W pierwszym zegarku powierzchnia koperty po przeciwnej stronie koronki wciąż świeci łysiną, jak w poprzednich limitkach ref. 861334 i 861367. Za to w drugim już jest należycie oznaczona na zamówienie nabywcy. Warto też zwrócić uwagę na krój czcionki liter i cyfr, bardzo zbliżony do tego, który używano na wojskowych zegarkach w czasie wojny. Doceniam tę dbałość. Bo np. Stowa - również producent wojennych B-Uhrów - do dziś nie przejmuje się tym szczegółem i stosuje czcionkę kompletnie przypadkową. Zresztą Laco napisy w tej formie stosuje obecnie nie tylko w linii zegarków Pilot Original (której protoplastami były opisywane tu po kolei limitacje), ale też w serii Pilot PRO. Czwartą różnicą była wielkość produkcji: tu już nie było serii po 500 zegarków każdego typu, jak w modelach ref. 861334 i 861367, lecz zaledwie po 50. Bo dla niektórych nabywców to rzecz ważna, by cieszyć się zegarkiem, który na całym świecie ma 49, a nie 499 braci. Wiosną roku 2010 Laco odrodziło się: z garstką pracowników, z planem skupienia się na produkcji manufakturowej, a nie wielkoprzemysłowej i z nową nazwą, nawiązującą do tego planu - Laco Uhrenmanufaktur GmbH. Kolejne 55-milimetrowe Beobachtungsuhry firma przygotowała z okazji swego 85-lecia, jesienią tegoż 2010 roku. Ale to już temat na następny odcinek. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie -
@alpaczino Piękny ten Twój Laczek, a otworek w przeciwwadze sekundnika rządzi! Azimuth też tak ma:
-
Klub Miłośników Zegarków STOWA
Dirty Harry odpowiedział LukasS → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
W roku 2006, na zamówienie holenderskiego forum zegarkowego, Jörg Schauer przygotował limitowaną serię B-Uhrów liczącą zaledwie 5 sztuk i nazwaną "DZVL-1". DZVL to skrót od De Zin Van Luxe ("Znaczenie Luksusu") - nazwy nieistniejącego już, holenderskie forum dla miłośników luksusowych zegarków. Forum holenderskiego, a nie duńskiego - jak czasem błędnie piszą w internetach. Zegarek o 36-milimetrowej średnicy miał szafirowe szkło i pełny, stalowy dekiel. Ramki luminescencyjnych wskazówek głównych oraz długa przeciwwaga wskazówki centralnego sekundnika były termicznie barwione na niebiesko. Na czarnej tarczy umieszczono firmowe logo i oznaczenie kraju pochodzenia ("MADE IN GERMANY"). Substancję świecącą niestety położono tylko na kreskowe indeksy godzinowe, wszystkie indeksy liczbowe oraz trójkąt z kropkami. Na zakręcanym deklu wygrawerowano doskonale znaną tabelkę, sporządzoną na podobieństwo tych na wewnętrznej stronie dekla wojennego Beobachtungsuhra. Można się z niej dowiedzieć, że zegarek to B-Uhr marki Stowa, o numerze seryjnym X/5, z mechanizmem ETA 2801-2, wykonany według wymogów nazwanych "DZVL-1" i wyprodukowany przez Jörga Schauera. Szczegółem, który najbardziej zwraca uwagę jest koronka w kształcie cebuli - ale takiej prawdziwej cebuli: niemal idealnie kulista, a nie spłaszczona, wydłużona, czy w jakiś inny sposób zniekształcona, jak zazwyczaj w zegarkach. Piękna! Mechanizm W środku cykał ręcznie nakręcany mechanizm ETA 2801-2, pracujący z częstotliwością 28800 wahnięć na godzinę. Sprzączka paska miała logo i nazwę firmy, ale nie była numerowana, jak w poprzednich, wyżej opisanych seriach limitowanych. Na pierwszym z poniższych zdjęć jest zegarek nr 1/5. Na czterech kolejnych obrazkach egzemplarz nr 2/5, a na dwóch ostatnich - nr 3/5. Zdjęć zegarków nr 4/5 i 5/5 niestety nie mam w swoich zbiorach. -
Dziękuję bardzo! Zlecenie od Laco to nie… Raczej od tych Kolegów z naszego Fan Clubu Pilotów, którzy czytają moje wpisy i regularnie dopingują mnie do kolejnych, jak m.in. Ty Laco było parę pięter wyżej, więc w dzisiejszy Flieger Friday króciutka prezentacja ekstremalnie rzadkiej Stowy. Przypomnę, że o wcześniejszych wybranych limitkach tej marki można poczytać w naszym Fan Clubie Pilotów na: - str. 168 - limitowana seria 70 sztuk na 70 rocznicę marki (rok 1997); - str. 171 - limitowana seria 75 sztuk "Bremen D 1167" na 75 rocznicę marki (rok 2002); - str. 171 - limitowana seria 100 sztuk z mechanizmem Durowe 7420 (rok 2002 lub 2003). W roku 2006, na zamówienie holenderskiego forum zegarkowego, Jörg Schauer przygotował limitowaną serię B-Uhrów liczącą zaledwie 5 sztuk i nazwaną "DZVL-1". DZVL to skrót od De Zin Van Luxe ("Znaczenie Luksusu") - nazwy nieistniejącego już, holenderskie forum dla miłośników luksusowych zegarków. Forum holenderskiego, a nie duńskiego - jak czasem błędnie piszą w internetach. Zegarek o 36-milimetrowej średnicy miał szafirowe szkło i pełny, stalowy dekiel. Ramki luminescencyjnych wskazówek głównych oraz długa przeciwwaga wskazówki centralnego sekundnika były termicznie barwione na niebiesko. Na czarnej tarczy umieszczono firmowe logo i oznaczenie kraju pochodzenia ("MADE IN GERMANY"). Substancję świecącą niestety położono tylko na kreskowe indeksy godzinowe, wszystkie indeksy liczbowe oraz trójkąt z kropkami. Na zakręcanym deklu wygrawerowano doskonale znaną tabelkę, sporządzoną na podobieństwo tych na wewnętrznej stronie dekla wojennego Beobachtungsuhra. Można się z niej dowiedzieć, że zegarek to B-Uhr marki Stowa, o numerze seryjnym X/5, z mechanizmem ETA 2801-2, wykonany według wymogów nazwanych "DZVL-1" i wyprodukowany przez Jörga Schauera. Szczegółem, który najbardziej zwraca uwagę jest koronka w kształcie cebuli - ale takiej prawdziwej cebuli: niemal idealnie kulista, a nie spłaszczona, wydłużona, czy w jakiś inny sposób zniekształcona, jak zazwyczaj w zegarkach. Piękna! Mechanizm W środku cykał ręcznie nakręcany mechanizm ETA 2801-2, pracujący z częstotliwością 28800 wahnięć na godzinę. Sprzączka paska miała logo i nazwę firmy, ale nie była numerowana, jak w poprzednich seriach limitowanych. Na pierwszym z poniższych zdjęć jest zegarek nr 1/5. Na czterech kolejnych obrazkach egzemplarz nr 2/5, a na dwóch ostatnich - nr 3/5. Zdjęć zegarków nr 4/5 i 5/5 niestety nie mam w swoich zbiorach. Dziękuję za przeczytanie
-
Króciutkie uzupełnienie powyższej prezentacji Laco ref. 861829 i ref. 861830, w której na końcu wspomniałem o wczesnej tarczy typu B. Różnice pomiędzy starszą a nowszą tarczą Baumuster B pokazuje poniższe zestawienie zdjęć wojennych Laco: po lewej tarcza wcześniejsza, po prawej późniejsza. Tarcza starsza była sukcesywnie zastępowana nowszą podczas fabrycznych przeglądów i remontów zegarków.
-
Klub Miłośników Zegarków Laco
Dirty Harry odpowiedział Gio → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dzięki! No to produkujemy dalej Po przygotowaniu w roku 2000 serii 55-milimetrowych zegarków na 75. rocznicę Laco, zbudowanych z części pochodzących ze drugowojennych zapasów (strona 18) i dwóch seriach o tej samej średnicy, wyprodukowanych z okazji 80-lecia przypadającego w roku 2005 (ref. 861334 i ref. 861367 - strona 19), w roku 2007 pojawiło się trzecie limitowane wydanie Beobachtungsuhrów Laco 55 mm. Mało kto o tych zegarkach słyszał - pan z firmy Laco, którego poprosiłem o firmowe zdjęcia tego modelu, ode mnie dowiedział się, że taka limitka w ogóle istniała. Selfridges Wonder Room to specjalna, luksusowa przestrzeń w domu towarowym Selfridges w Londynie, która jest znana z prezentowania i sprzedaży najbardziej ekskluzywnych, często limitowanych i unikatowych produktów, w tym m.in. zegarków. Krótko mówiąc - "pokój cudów", pełen luksusowych skarbów, znajdujący się w sercu jednego z najsłynniejszych domów towarowych na świecie. Powstał we wrześniu 2007 roku, a uroczyste otwarcie, w którym m.in. wzięli udział Kate Hudson i Stevie Wonder, odbyło się 20 listopada 2007 roku. I z tej okazji zamówiono w Laco limitowaną serię 25 sztuk B-Uhrów Baumuster A z napisem "W-07" na tarczy, oznaczającym Wonder Room i rok 2007. Zegarki specyfikacją odpowiadały opisanemu na poprzedniej stronie Laco ref. 861334: wszystko tu było identyczne, oczywiście poza tarczą. Ta sama była koperta, ten sam mechanizm, ten sam zamknięty pasek oraz piękne drewniane pudło z szufladą. Nie udało mi się dowiedzieć, czy oprócz tego zamówienia powstały kiedykolwiek jeszcze jakieś inne Beobachtungsuhry Laco o średnicy 55 mm, które wyprodukowano dla konkretnego klienta. W Laco też dziś tego nie wiedzą, bo zegarki wyprodukowała jeszcze firma Erich Lacher Uhrenfabrik GmbH & Co. KG, która w połowie 2009 roku ogłosiła upadłość. W obecnej firmie Laco GmbH nie zachowały się na temat tego modelu żadne dokumenty, nawet nie wiadomo jaki jest jego numer referencyjny. Porządnych zdjęć też znaleźć nie można - zamieszczam te, które mam w swoim archiwum. -
Klub Miłośników Zegarków Laco
Dirty Harry odpowiedział Gio → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Na tym zegarku katalogowo też jest 10:09 - zakładam, że to zdjęcie jest pierwowzorem -
Klub Miłośników Zegarków Laco
Dirty Harry odpowiedział Gio → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Ale to nie moja ręka na zdjęciach - to już jest level hard, do którego jednak trochę mi brakuje -
Klub Miłośników Zegarków Laco
Dirty Harry odpowiedział Gio → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Florenz albo Venedig z postarzaną tarczą Erbstück -
...i wtedy wchodzi Erbstück, caaały na biało!
-
Kolejny, już szósty odcinek przeglądu limitowanych 55-milimetrowych Beobachtungsuhrów Laco Na początek tradycyjny spis modeli, pokazanych wcześniej w naszym Pilot Watch Fanclubie - jeśli ktoś trafił tu dopiero teraz i chciałby się zapoznać z poprzednimi odcinkami, to zachęcam do czytania w kolejności chronologicznej: - strona 163: limitowana seria na 75. rocznicę Laco - 75 zegarków, zbudowanych w 80% z oryginalnych części, drugowojennych części; - strona 166: dwie limitowane serie na 80. rocznicę Laco - 500 zegarków ref. 861334 typu A i 500 zegarków ref. 861367 typu B; - strona 168: dwie limitowane serie z początku roku 2010 - 50 zegarków ref. 861663 typu A i 50 zegarków ref. 861664 typu B; - strona 169: limitowana seria na 85. rocznicę Laco - 85 zegarków ref. 861707 typu B. - strona 170: limitowana seria z początku 2012 roku - 100 zegarków ref. 861771 typu A Po dziewięciu miesiącach od ogłoszenia serii limitowanej 100 sztuk zegarków Baumuster A ref. 861771 (strona 170), firma Laco postanowiła zakończyć rok 2012 z przytupem i 5 grudnia obwieściła rozpoczęcie przedsprzedaży dwóch kolejnych limitowanych serii zegarków 55-milimetrowych, które do klientów miały trafiać od 1 lutego 2013 roku. Serie były krótkie i obejmowały 50 egzemplarzy ref. 861829 Baumuster A i 50 egzemplarzy ref. 861830 Baumuster B. Oba modele były bliźniakami technicznymi, z identyczną kopertą i mechanizmem, a różniły się jedynie typem tarczy i wskazówek głównych. Numeracja w obu referencjach była oczywiście oddzielna - od 01/50 do 50/50 dla każdego modelu. Mechanizm pozostał bez zmian - ten sam, który był w trzech poprzednich seriach limitowanych: zdobiona ETA Valgranges A07.111 z usuniętym wahnikiem, przerobiona z naciągu automatycznego na manualny. Cena obu nowych modeli, w porównaniu do ostatnich 55-milimetrowych serii limitowanych typu A (marzec 2012) i B (październik 2010) wzrosła sakramencko - z 1500 do 2498 euro. Nowy, limitowany zegarek Baumuster A ref. 861829 od poprzednika z tarczą A, czyli Laco ref. 861771, różnił się następującymi szczegółami: Po pierwsze - niebieskie obwódki wskazówek głównych były barwione termicznie, a nie lakierowane. Po drugie - matową powierzchnię koperty wykończono nieco ciemniej, w nowym procesie szkiełkowania, wprowadzonym w roku 2012 do obróbki wszystkich modeli B-Uhrów z kolekcji Flieger Original, nie tylko 55-milimetrowych. Po trzecie - powrócono do sposobu nanoszenia numeru seryjnego sprzed października 2010 roku: teraz na deklu znów grawerowano tylko ukośnik i drugi człon numeru, określający liczbę limitowanych egzemplarzy w serii (czyli "/50"), zaś umieszczony przed ukośnikiem numer kolejny zegarka był wybijany numeratorem. Po czwarte - powrócono do brązowej skóry paska z mosiężnymi nitami, oczywiście obowiązkowo zamkniętego, z "kaletniczą" sprzączką oraz szlufkami ze skóry i z drutu. Po piąte - nowe było pudełko: zamiast potężnej, drewnianej skrzyni z metalową tabliczką i szufladą zamykaną na skórzany pasek, teraz Laco zapakowano w małe, kartonowe pudełeczko, trochę nawiązujące do oryginalnych, wojennych opakowań. Cała powyższa wyliczanka dotyczy też porównania nowego zegarka limitowanego Baumuster B ref. 861830 i poprzedniego modelu z tarczą B, czyli Laco ref. 861707, przygotowanego w roku 2010 na 85. rocznicę firmy (strona 169). Ale nowy zegarek typu B różnił się od poprzednika jeszcze dwoma szczegółami, które były kluczowe: kształtem wskazówki minutowej i podświetleniem tarczy. Zatem: Po szóste - limitowany Laco 55 mm typu B doczekał się W KOŃCU obu poprawnych wskazówek typu B, czyli dwóch "mieczy", zamiast dotychczas stosowanej we wszystkich limitkach mieszanki "miecza" (wskazówka godzinowa) i "lancy" od typu A (wskazówka minutowa). Po siódme - również W KOŃCU pomyślano o poprawnej, zgodnej z historycznym oryginałem aplikacji lumy na tarczę. Teraz na zewnętrznym okręgu minutowym świeciły tylko liczby parzyste (10, 20, 30, 40 i 50), zamiast wszystkich - jak to było we wszystkich 55-milimetrowych Beobachtunsuhrach Baumuster B począwszy od limitowanej serii ref. 861367 z roku 2005 (strona 166). Zbliżamy się powoli ku końcowi tego cyklu, bo na opisanych dziś dwóch modelach ref. 861829 typu A i ref. 861830 typu B skończyła się dotychczasowa historia powojennych, limitowanych B-Uhrów Laco 55 mm. Później zegarki o tej średnicy były już nielimitowane, choć wciąż numerowane. Ale to jest temat na inny odcinek tego cyklu Na koniec - jak zwykle - trochę obrazków. Na zdjęciach nr 1-7 jest zegarek ref. 861829 typu A, o numerze seryjnym 05/50 - egzemplarz ten jest obecnie wystawiony na sprzedaż za 4664 EUR. Zdjęcia nr 8 i 9 pokazują dekiel i pudełko zegarka ref. 861829 typu A, nr 08/50. Za zdjęciach nr 10-16 pokazano zegarek ref. 861830 typu B, nr seryjny to również 05/50. Warto zwrócić uwagę na zgodne z historycznym oryginałem podświetlenie tarczy, widoczne na zdjęciu nr 16. Na zdjęciach 17 i 18 pokazano etykiety pudełka współczesnego (zegarek ref. 861830 typu B, nr seryjny 01/50) i oryginalnego, wojennego. Zegarek z czasów II wojny światowej, pokazany na zdjęciu nr 18, ma wczesną tarczę B i miks wskazówek typu A i B. Dziękuję bardzo za cierpliwe przeczytanie
