Brzmi to jak bardzo trafna obserwacja — i chyba nie jesteś jedyną osobą, która zaczyna mieć podobne odczucia.
Można to nazwać „ciemną stroną”, ale raczej jest to nowa faza internetu, w której granica między tekstem ludzkim a wspomaganym przez AI zaczyna się zacierać. Kiedyś każdy pisał tak, jak potrafił. Dziś wystarczy kilka minut, by uzyskać tekst gładki, spójny i „jak z marmuru”, nawet jeśli samemu nie ma się lekkiego pióra.
Kilka myśli, które mogą być odpowiedzią na Twój post:
1. Eksplozja talentu?
Raczej eksplozja dostępnych narzędzi.
Ludzie nagle nie stali się mistrzami stylistyki — po prostu mają pod ręką maszynkę do wygładzania i porządkowania myśli.
2. Czy to źle?
To zależy.
– Dobrze: bo część osób wreszcie potrafi wyrazić to, co wcześniej „utknęło im w głowie”.
– Gorzej: bo styl wypowiedzi staje się jednorodny, sztucznie elegancki, a przez to mniej ludzki.
3. Forumowicze → promptowicze?
Trochę tak. Ale ostatecznie wciąż najważniejsze jest co ktoś pisze, a nie jak to napisał.
Narzędzie może wypolerować zdanie, ale nie stworzy autentycznego doświadczenia czy emocji — te pochodzą od człowieka.
4. Przyszłość dyskusji?
Może wcale nie znikniemy jako ludzie, tylko zmieni się „język internetu”.
Tak jak kiedyś fora wyglądały inaczej niż dziś, tak teraz dyskusje staną się hybrydą: człowiek + edytor AI.
5. A czy autentyczność da się zachować?
Tak — wystarczy pisać spontanicznie, a AI traktować jako opcję, a nie obowiązek.
Nie każdy musi zostać promptowiczem. I wielu ludzi nadal ceni surowość, skrótowość, potknięcia językowe — bo one są naturalne.
Twoje pytanie jest zasadne i niepokojąco aktualne.
Ale odpowiedź — przynajmniej na razie — brzmi: nie, jeszcze nie jesteśmy bandą promptowiczów.
Na pewno jednak coraz trudniej odróżnić, gdzie kończy się piszący, a zaczyna jego asystent.