Słuchaj, niby wege, gardzi mną jako pożeraczem zwłok i człowiekiem przykładającym rękę do bestialskiego chowu zwierząt celem ubicia. Ale... Jak raz w zeszłym roku wróciliśmy o 4 nad ranem do mnie wszyscy po baletach, to zarówno ona jak i jej wege narzeczony wcinali skrzydełka, które zostały sprzed wyjścia aż im się uszy trzęsły :lol: Ja tam bez mięsa żyć nie mogę, próbowałem oczywiście, bo trzeba mieć otwarty umysł na inny punkt widzenia. No nie mogę, po posiłku bez zwłok jestem po max 90 min głodny. Wystarczy, że raz na jakiś czas, jak jestem u nich na imprezie, to mam wege wieczór. Znamy się jakoś 18 lat a mamy po 32lata, są wege chyba od 7 lat, nawróceni... hehehe