Tak sobie myślę, że Resch spróbował w drugiej połowie XIX wieku uruchomić produkcję zegarów. Nie wytwarzać na zasadzie rękodzieła, tylko w fabryce produkować seryjnie. I to się udało. Inni wpadali na podobne pomysły stosując różne lepsze, czy gorsze rozwiązania, padali lub osiągali sukcesy, ale wszystko działo się w czasach, gdy wiertarki były na korbę, a tokarki na smyka, lub pedał. Oczywiście, byli i tacy, którzy w tamtych czasach tworzyli niesłychanie precyzyjne czasomierze, ale czy po parę, lub kilkanaście tysięcy sztuk rocznie? Powtarzalnych egzemplarzy? Ostatnio rozebraliśmy z Krzyśkiem mojego Glashutte (Horna) i z osłupieniem odkryliśmy pod warstwą brudu... rubinowe palety! No tak, oraz kilka ewidentnych, tandetnych rozwiązań również. Oni wszyscy wtedy poszukiwali optymalnych rozwiązań. Imć Horn chciał bardzo dobrze, tylko padł po kilku latach, bo koszty go zeżarły. Z dzisiejszego punktu widzenia Resch to pewnie tandeta, dziś suwmiarki walają się w każdej stodole, a CNC sprzedaje się majsterkowiczom (z rozpędu chciałem napisać, że w "Czujczynach" ) , ale wtedy... Może i najlepiej wykonane nie były, jednak mam 6 sztuk i wszystkie działają łapiąc odchyłki tygodniowe na poziomie +- 2 minut. Rzeczywiście kotwice Rescha to koszmar zegarmistrza, jednak 140 lat działają bez jęku. Nie bronię tych rozwiązań, pomysł regulowanych palet był najwspanialszy, co nie znaczy, że uznałbym Resche za ówczesną tandetę. A kropki to ciekawa sprawa, jak znajdę trochę czasu- porobię zdjęcia i jakoś spróbuję to poobserwować. Mam jednego bez żadnych punktów, dwa z jedną kropką, i reszta chyba z trzema. Widziałem tez cztery...