Dla mnie to się wpisuje w obserwowany od pewnego czasu trend dojenia ludzi na coraz to nowych mniej lub bardziej ukrytych kosztach o których do tej pory nie było mowy ale skoro można to czemu nie, niech lud płaci - mimo drogiej usługi dochodzi jeszcze cośtam, inne cośtam, za uśmiech, za przygotowanie, na napiwek etc. Nie bardzo rozumiem dlaczego zostawiając coraz większe pieniądze w restauracji oczekuje się jeszcze dodatkowych ekstrasów, pomijając już że moje przychody są w całości opodatkowane a napiwki czy inne wdzięczności nie.
Kiedyś była taka idea żeby np. lekarzy wynagradzać słabo bo dorobią na dyżurach i łapówkach, wypracują 2 etaty to będą mieli więcej.
Dzisiaj restaurator zatrudnia kelnerów na minimalnej oszczędzając kasę a klient powinien ją wyłożyć dodatkowo oprócz należności ( niemałej ) za usługę. BTW - "miłego dnia" na rachunku nie oznacza że kelnerka Was podrywa .
Jakoś wolałbym prosty przejrzysty układ: kupuję - płacę cenę jeśli mi odpowiada.
W swojej robocie nie mam napiwków ani łapówek, jak mi stawka albo warunki nie pasują to w tych miejscach nie pracuję.
Dzisiaj dzień bez Rolexów więc nie ma zdjęcia .