Podczas weekendowej wyprawy towarzyszył mi zzieleniały Mudman: Zaś nowy tydzień rozpocząłem z "trzysetką", przez którą prawie zrobiłem się jednozegarkowcem: Jest punktualna do perfidii i niesamowicie wygodna do noszenia.
Niesamowicie mnie kusi ta rzymska Marina, gdybym kiedykolwiek planował zakup jakiegoś Steinharta, to prawdopodobnie będzie ten model. Zwłaszcza, że podobno ma być produkowany w cieńszej kopercie. Ta ciepła biel tarczy jest piękna.
Fajna klasyczna 5-ka, ale nie kręć się przy torach, chyba, że masz odpowiednie przeszkolenie BHP i taki papierek: ... bo chłopaki z SOK jeszcze zechcą Cię o godzinę zapytać .
Faktycznie, odrobinę przesunięty, szczerze mówiąc też to dostrzegłem, ale myślałem, że mi się wydaje... Wkład był wyjmowany podczas liftingu bezela, który miał jedno czy dwa brzydkie obicia. Tylko teraz chyba nie ma sensu dawać tego do poprawki, bo każde wyjęcie wkładu to ryzyko dodatkowego zadrapania lub zniekształcenia. Może kiedyś kupię nowy, wtedy się poprawi.
Piowa, trudny wybór... Negatyw w połączeniu z czerwienią wymiata, ale też złocisto-zielony ekran w tym drugim jest fantastyczny (fajnie współgra z kolorem napisów Protection / G-Shock). Ja już czekam niecierpliwie na weekend, aby założyć mojego oldskulowego kwadraciaka .
Niesamowita ta De Ville, 2 odcienie czarnej tarczy, indeksy godzinowe w ringu, na żywo tarcza ma pewnie masę wizualnych "smaczków", zależnie od kąta padania światła?
Dziś moja ulubienica... Zakładasz ją któregoś dnia W nieznanym mieście, gdzie pędzi ludzi tłum Ma tarczę pełną morskich fal I mógłbyś przysiąc, że słyszysz rzeki szum... ... jak śpiewał niezapomniany Kapitan Nemo.
Bez przesady, ja do kopania w ziemi noszę G-Shocka GW-5525 i nie zauważyłem, aby mu to szkodziło. Te zegarki zaprojektowano przecież do używania w ciężkich warunkach, a nie do leżakowania w gablotach i wyjmowania w niedzielę do kościółka / cerkwii / meczetu / synagogi / restauracji włoskiej / innego miejsca kultu.
Rano mój synek zaproponował mi przymierzenie do pracy jego zegarka... ...ale że akurat nie założyłem dziś niebieskiej koszuli, wiec ostatecznie na nadgarstek wskoczył Monster.
Moja Omega 300-ka lada dzień wyjdzie z przeglądu od mistrza, ale najbardziej cieszy mnie to, że udało się sprowadzić potrzebne części z pominięciem tzw. "serwisu" SG Poland, który zgodnie z moim postanowieniem nie zarobił na mnie złamanego grosza (no, może poza moimi zszarganymi nerwami i zmarnowanym czasem, zanim wycofałem od nich zegarek z naprawy).
Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.