Nie czepiam się, źle mnie zrozumiałeś. Ja wierzę w to co napisałeś w tym poście i w wielu innych wcześniej, bo jak się poczyta trochę WUS albo rolexforums to właśnie tak to w USA wygląda. Tam oprócz sieciówek jest wielu małych, rodzinnych jubilerów, którzy stawiają na lokalnego, wracającego klienta z kasą. Jak przyjdzie turysta z ulicy, to nie ma nawet mowy o żadnych listach, zapisach etc, co z ich punktu widzenia jest bardzo rozsądne, bo ten lokalny klient wróci po pierścionek dla żony, a turysta kupi Rolexa i tyle go widzieli. Mogliby to zrobić bardziej egalitarnie, ale w jułesej jest brutalny kapitalizm i jak nie masz $ to kończysz bez Rolexa i ubezpieczenia zdrowotnego na parkingu z przyczepami.
Inaczej jest w Polsce, tutaj dla odmiany jest tylko jedna sieć oferująca Rolexy, która zatrudnia losowych ludzi którzy dzisiaj są a jutro ich nie ma. I oni mają w du**e, i bardzo słusznie, długofalowy interes firmy Kruk. Na tę chwilę handlarzom świetnie idzie odbieranie nawet 2 Dayton rocznie, a niektórzy klienci jechali po 200km na spotkanie na zapisy rozłożone na kilka dni, których kolejność nie ma znaczenia, żeby się dowiedzieć że jednak miała znaczenie.
Jak przyjdzie w końcu prawdziwa recesja i bezrobocie, to się okaże który model był bardziej przyszłościowy.