Mam wrażenie, że u mnie, od jakiegoś czasu, jest na stałym poziomie. Taktyka polegająca na schowaniu wszystkiego i noszeniu, góra 2-3 przynosi efekt. Po jakimś czasie, wyciągam z pudełka to, czego dawno nie nosiłem i ponownie cieszę się jak dziecko z nowej zabawki. Czy potrzebuję nowych zegarków? Jasne! Czy mam kiedy je nosić? No, nie za bardzo... Po prostu, przestałem się spieszyć, a i też nie szukam idealnego zegarka, z którym mógłbym kiedyś się pojawić w którejś kolejnej edycji "A man & his watch". Oczywiście, że jest lista zakupowa, ale przez to, że większość pozycji albo jest niedostępna, albo jak się pojawia, to w horrendalnych cenach, cierpliwie czekam. Nowe? Ileż, to już reedycji było? Ileż wersji kolorystycznych, które miały być tymi unikalnymi? Ile poprawek koperty, tarczy, indeksów? Trudno to wszystko zliczyć...
Co do PAMa, to ja nawet numerka nie mam, choć już zostałem wyedukowany, że stare są lepsze, no i koniecznie sekunda, bo co to za nurek bez sekundy?
A skoro jesteśmy w wątku Hammiego, to H71706830 bym też nie pogardził, podobnie jak starym Murphem, tylko kiedy to wszystko nosić?