Przepisy w Polsce są skomplikowane, zgoda, ale nie dla w miarę ogarniętego księgowego, a chyba każdy, nawet najmniejszy przedsiębiorca takiego ma. To koszt max. kilku stówek żeby sie dowiedzieć po pierwsze czy w ogóle mogę skorzystać, po drugie czy potrzebuję, a trzy - jakie to będzie mieć dla mnie skutki finansowe/podatkowe. To wszystko jest policzalne. A tu w dyskusji się pojawiają argumenty w stylu "nie mógłbym jeździć nieswoim autem". A mieszkać w nieswoim mieszkaniu mogą czy mogli? Wynajętym, kupionym na kredyt czy nawet użyczonym za darmo? Ale nadal nie swoim. Ja pierniczę 🤦🏻♂️
W tej dyskusji w gruncie rzeczy nie chodzi o uzasadnienie ekonomiczne korzystania z pewnych instrumentów finansowych. Można podać ogromną liczbę przykładów, przypadków, wiele z nich padło już z "ust" moich czy obeznanych w biznesie kolegów. A i tak nadal będzie wiecznie nieprzekonywalna grupa. Grupa, której trzeba tłumaczyć podstawy współczesnej ekonomii, gdzie w wolnorynkowa gospodarka opiera się na zewnętrznym finansowaniu. Koniec i kropka.
Brałem już udział w wielu takich dyskusjach, często jako świadek i mam przeczucie graniczące z pewnością, że intencje niektórych uczestników takich rozmów są zgoła inne niż chęć poszerzenia wiedzy ekonomicznej. Niemniej to już zostawię bez rozwijania 🤐