Moje obserwacje: przede wszystkim dziwnie się czuję w kraju, który wygląda jak najechany przez milionerów/miliarderów, a jednocześnie oni bardzo dbają o pozorne poczucie skromności i zwyczajności. Dla mnie to taka sama hipokryzja jak przegięcie w drugą stronę czyli pokazówka na wyrost. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale trudno to lakonicznie inaczej ując słowami. Kolejna kwestia - zatrzymanie się na kawie w jakimś zabitym dechami miasteczku, zamawiam smaczną kawę i notorycznie obsługuje mnie ekipa, która wygląda jak z horroru tzn. przyklejony uśmiech niezgrywający się z nieufnym, a nawet zimnym, świdrującym spojrzeniem. Reasumując te bardzo subiektywne odczucia i "poszlaki" odbieram Szwajcarów jako nieufnych, hermetycznych i "fałszywie amiszowatych".
A na podstawie info od osób mi bliskich uważam ich za ogromnych hipokrytów, którzy to restrykcyjne prawo i normy najchętniej stosują wobec "innych" mniej chętnie wobec siebie. Lubują się w "podpier∂alaniu" wszystkich dookoła. Sympatia Szwajcarów jest wprost proporcjonalna do liczby zer na twoim koncie. Pocieszające jest to, że tak samo z góry traktują wszystkie inne nacje, nie wyłączając nieprzywyczajonych do tego Francuzów i Niemców.
To tak w dużym skrócie i subiektywnie 🫣