Moim zdaniem jednak jest to dobre miejsce, bo to jest pytanie: quo vadis G-shocku? Wydaje mi się, że powoli będą nam się rozwarstwiać dwie grupy G-shocków: do używania i do świecenia na nadgarstku. Do pierwszej zaliczyłbym te, które wymieniłeś. Do drugiej resztę. Problemu by nie było, gdyby ludzie kupujący modowe i plastikowe G-shocki mieli świadomość, że kupują w zasadzie substytut, który pęka/paruje, ale nie mają tej świadomości i potem są rozczarowania. Im więcej będziemy mówić o tym, że kupujesz fajny zegarek, ale nie oczekuj od niego tego, co dawały pierwsze G-shocki, tym mniej będzie rozczarowanych. Choć sądząc po ilości spotykanych na mieście nadgarstków z białymi G-shockami lub G-shockami o 10 centymetrów za dużymi w stosunku do obwodu nadgarstka, to jest raczej wołanie na puszczy...