Ciekawy jest ten "kołek", który facjatę ma też kołkiem zaprawioną, co by się nie omykała. Przynajmniej w żółciowym woreczku, wychodował se tylko jednego bambulca i Staszku żółci tak nie drażni, co by wypływała. Tak myślę, iż Wiesiu musisz uważać, by se dziurek jak u bratowej nie wyrajbować przy zmianie tych naklejek z "bambo" na "aryjczyka". Mój Mateuszu, to jak świeży ministrant posługuje tylko przy mszach ""okolicznościowych". Takich lotów jak ty Marcinie zaliczasz, nie jeden by sobie życzył a ten "Hanhard", to niczym francuski "Panhard" nie do zdarcia. To, że wskazy rzeźbione z jakiegoś kredensowego witrażu chyba nie bardzo jest wspominać, no chyba, że właścicielka mebla narobiła zdrowego churgotu.