Hej!
Ty sobie nie myśl, że na forum nie ma psychologów
Z tego co napisałeś, wnioskuję, że masz problem częściowo do rozwiązania od strony zegarkowej, częściowo jednak przydałaby się konsultacja u terapeuty - i nie robię sobie teraz żartów, mówię całkiem na poważnie. Zauważasz problem, widzisz jego negatywne skutki na swoje życie - a właściwie to na te części życia, które powinny Ci przynosić czystą przyjemność "po godzinach" - więc na Twoim miejscu zadziałałbym całkiem stanowczo , szukając konsultacji u kogoś z głową na karku, co na dłuższą metę zobaczysz przyniesie ci sporą ulgę.
Od strony zegarkowej - wielu z nas tak ma, w szczególności osoby które kupują nowe zegarki, często te droższe, ale nie bój się - i tacy co kupują "zwykłe Seiko" czasem panicznie boją się uszkodzeń. Masz w sobie wewnętrzną chęć, by wszystko było wieczne, nieskazitelne, całe i nienaruszone. Niestety tak nie jest. Ludzie potrafią przy zdejmowaniu folii z zegarka narobić rys. Ludzie potrafią kupić egzemplarz rzekomo nowy, który leżał na wystawie i podczas przymierzania nabawił się rys. Remedium na takie obawy nie istnieje - ale można się uodparniać tak jak to się robi przy zwykłych lękach przed czymś - poprzez stopniowe hartowanie się - np. noszenie zegarków które już są używane, mają ślady po poprzednich właścicielach. Ja kiedyś miałem podobne obawy, ale zacząłem się interesować zegarkami vintage, a tam niejednokrotnie kupujesz egzemplarz który ma wgniotki, ryski itd. W świecie vintage jest stan lepszy, gorszy, czasem bliski fabryce - ale generalnie zawsze coś zegarkowi dolega, ma jakiś ślad z przeszłości i tyle. Popatrz sobie na stare Submarinery. Tam ludzie potrafią się podniecać każdą wgniotką i rysą. "Szkła nie poleruj! Ma być porysowane, nieruszane!" Przegięcie w drugą stronę, "nieruszane" w sensie "nie wyprowadzaj do lepszego stanu", nawet jeżeli przez porysowaną pleksi już prawie nie widać tarczy.
Przeprowadź sobie w głowie rozmowę z samym sobą. Zadaj sobie pytanie, dla kogo jest ten zegarek? Dla kogo go trzymasz w dziewiczym stanie? Dla tego kolejnego właściciela, co kupi nówkę w cenie używki? Szczodry gest z Twojej strony! Może powinieneś go zamknąć w sejfie, chociaż sprzedasz z zyskiem za parę lat jako New Old Stock! Ta Omega AT to jest twój zegarek. Masz ograniczony czas na Ziemi, nie będziesz żyć wiecznie, więc nie oczekuj czegoś więcej po zegarku, jakimś "głupim" gadżecie, który nosisz na ręce. Przywalisz, zrobisz wgniotkę? Trudno. Ochrzcisz w ten sposób zegarek. Może właśnie źle, że dotychczas to nie nastąpiło. Po pierwszej poważniejszej szramie, strach przed kolejną jest mniejszy. Przy kolejnej, zegarek ma już trzy - czwartej się człowiek praktycznie w ogóle nie obawia