Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

MasterMind

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    5620
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    30

Zawartość dodana przez MasterMind

  1. Czytalibyście fora dla "miłośników podróbek", to nie byłaby ciekawostka Oni tam zawsze jak np. wychodzi kolejna wersja podróbki Submarinera, pierwsze co - czy grawer równo przy wszystkich indeksach Po raz kolejny podróbka bywa lepiej wykonana od oryginału, bo ori nie musi "się starać" by być sobą Otwarte 9-tki i 6-tki to taki urzekający detal w tych starych datownikach. Datejust ze zdjęcia Twój? Bardzo ładny. Jaki rocznik?
  2. Przeważnie nie jest to wina nierówności graweru, tylko delikatnych przemieszczeń tarczy względem graweru. Wychodzą tak zarówno z fabryki jak i spotyka się takie w sklepach używane po serwisach.
  3. MasterMind

    Zegarkowa paranoja

    Hej! Ty sobie nie myśl, że na forum nie ma psychologów Z tego co napisałeś, wnioskuję, że masz problem częściowo do rozwiązania od strony zegarkowej, częściowo jednak przydałaby się konsultacja u terapeuty - i nie robię sobie teraz żartów, mówię całkiem na poważnie. Zauważasz problem, widzisz jego negatywne skutki na swoje życie - a właściwie to na te części życia, które powinny Ci przynosić czystą przyjemność "po godzinach" - więc na Twoim miejscu zadziałałbym całkiem stanowczo , szukając konsultacji u kogoś z głową na karku, co na dłuższą metę zobaczysz przyniesie ci sporą ulgę. Od strony zegarkowej - wielu z nas tak ma, w szczególności osoby które kupują nowe zegarki, często te droższe, ale nie bój się - i tacy co kupują "zwykłe Seiko" czasem panicznie boją się uszkodzeń. Masz w sobie wewnętrzną chęć, by wszystko było wieczne, nieskazitelne, całe i nienaruszone. Niestety tak nie jest. Ludzie potrafią przy zdejmowaniu folii z zegarka narobić rys. Ludzie potrafią kupić egzemplarz rzekomo nowy, który leżał na wystawie i podczas przymierzania nabawił się rys. Remedium na takie obawy nie istnieje - ale można się uodparniać tak jak to się robi przy zwykłych lękach przed czymś - poprzez stopniowe hartowanie się - np. noszenie zegarków które już są używane, mają ślady po poprzednich właścicielach. Ja kiedyś miałem podobne obawy, ale zacząłem się interesować zegarkami vintage, a tam niejednokrotnie kupujesz egzemplarz który ma wgniotki, ryski itd. W świecie vintage jest stan lepszy, gorszy, czasem bliski fabryce - ale generalnie zawsze coś zegarkowi dolega, ma jakiś ślad z przeszłości i tyle. Popatrz sobie na stare Submarinery. Tam ludzie potrafią się podniecać każdą wgniotką i rysą. "Szkła nie poleruj! Ma być porysowane, nieruszane!" Przegięcie w drugą stronę, "nieruszane" w sensie "nie wyprowadzaj do lepszego stanu", nawet jeżeli przez porysowaną pleksi już prawie nie widać tarczy. Przeprowadź sobie w głowie rozmowę z samym sobą. Zadaj sobie pytanie, dla kogo jest ten zegarek? Dla kogo go trzymasz w dziewiczym stanie? Dla tego kolejnego właściciela, co kupi nówkę w cenie używki? Szczodry gest z Twojej strony! Może powinieneś go zamknąć w sejfie, chociaż sprzedasz z zyskiem za parę lat jako New Old Stock! Ta Omega AT to jest twój zegarek. Masz ograniczony czas na Ziemi, nie będziesz żyć wiecznie, więc nie oczekuj czegoś więcej po zegarku, jakimś "głupim" gadżecie, który nosisz na ręce. Przywalisz, zrobisz wgniotkę? Trudno. Ochrzcisz w ten sposób zegarek. Może właśnie źle, że dotychczas to nie nastąpiło. Po pierwszej poważniejszej szramie, strach przed kolejną jest mniejszy. Przy kolejnej, zegarek ma już trzy - czwartej się człowiek praktycznie w ogóle nie obawia
  4. Czad! Piękny stan i fajny typ bezela.
  5. E tam, w tych testach było że trzydzieści zegarków radowych ktoś zamknął w niewietrzonym małym pomieszczeniu i ten gaz który one emitują nie miał gdzie się "rozwiać" przez co stężenie w pomieszczeniu przekraczało dopuszczalną normę. Po pierwsze w latach 40ych (z których pochodzi ta sztuka) wiedzieli już że rad jest szkodliwy, więc nie aplikowali go na tarczy tak obficie jak w latach 20-30tych, po drugie co innego gaz produkowany przez całą obszerną kolekcję (30 szt.) zegarków (z których część była nieszczelna, a co innego śladowe ilości z jednej sztuki. Samo promieniowanie z takiej miniaturowej ilości lumy jest też znikome. Od strony nadgarstka blokuje je werk i dekiel, więc nie "naświetla" ci się ręka, a od góry większość blokuje szkło. Musiałbym nosić ten zegarek deklem do góry, szkłem do skóry przez cały rok by przyjąć od niego jakąś zauważalną dawkę promieniowania (która i tak mieściłaby się w dopuszczalnych normach). Napisałbym, ale jeszcze rodzina będzie chciała zegarek z powrotem
  6. Spoko, przed zakupem rozmawiałem z naprawdę doświadczonym kolekcjonerem Omegi i on też nie rozumiał (a właściwie nie mógł się pogodzić z tym) co się dzieje z cenami. Też kupował takie sztuki na pęczki w niskich cenach i przecież od tego czasu jakość tych zegarków nie wzrosła, ich historia się nie zmieniła itd. Po prostu popyt jest inny i zaczyna brakować na rynku perełek, interesujących sztuk - dlatego ceny rosną na to co jest.
  7. Tamten tercet był udany, to fakt. Jednak to zupełnie inna bajka - kiedyś wrócę do Seamastera z lat 50tych z grubymi uszami, być może nawet teraz zacznę o tym myśleć, ale znów będę musiał poświęcić trochę czasu na poszukiwania i nie wiem czy mam cierpliwość Ta konkretna sztuka podoba mi się, bo trudno o coś fajnego vintage z tarczą w czarnym macie. Na Rolexa Explorera z epoki mnie nigdy nie będzie stać, a taka Omega jest super rozwiązaniem i ma własne ciekawe DNA. W temacie Omegi opisałem o co chodzi z Suveranami. W ok. 1943 roku rząd Szwecji zamówił te zegarki od Omegi by sprzedawać je swoim obywatelom z pewną marżą i podreperować w ten sposób budżet. Ceny Omegi vintage ogólnie mocno podeszły do góry w ciągu ostatnich paru lat- jest boom na vintage, dużo młodych osób się tym zaczyna interesować, Omega to renomowana marka i nadal przystępna cenowo jeżeli chodzi o vintage i najlepsze lata produkcji 40-60. Suverany to stosunkowo krótko produkowana referencja, dodatkowo z okresu II WŚ. Do tego dochodzi przyzwoity rozmiar 35mm, fajne tarcze, radowa luma (kolejna gratka dla pasjonatów), fakt pewnej "ekskluzywności", kultowy werk 30t2 - jak się to wszystko zsumuje to te zegarki są skazane na wzrost cen. Trzeba było kupować!
  8. Jeszcze nie mierzyłem jak w tym egzemplarzu, ale 30T2 gdy sprawne i dobrze wyregulowane chodzi bardzo precyzyjnie, robi kilka sekund na dobę. Bo dobra historia to często główna składowa wartości zegarka Dzięki. Powoli dochodzę też do momentu, że jakieś zegarki zaczynam zatrzymywać "na stałe" - i to jest prawdziwy przełom!
  9. Omega Suveran ref. 2400-3 rocznik ~1944
  10. Moje podejście do zegarków jest specyficzne. Nie jestem typowym kolekcjonerem. W trakcie mojej wędrówki po różnych dekadach, modelach i producentach, nie zatrzymałem praktycznie niczego na stałe. Przeważnie "doświadczam" noszenia egzemplarzy, które mnie interesują i sprzedaję je dalej, by móc finansować następne zakupy. Tak samo było w przypadku mojej fascynacji Omegą vintage. Choć miałem kilka ciekawych sztuk, z których każda imponowała mi w inny sposób, ostatecznie sprzedałem wszystko i poszedłem dalej – pozostał tylko szacunek do marki i przekonanie o wyśmienitej jakości, przynajmniej w wydaniu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Dziś znów wracam w znajome rejony, choć tak naprawdę odkrywam coś zupełnie nowego. Oto Omega ref. 2400-3 z oryginalną czarną radową tarczą - zegarek który zamierzam nazywać pieszczotliwie "Stenem". Dlaczego Sten? Ano, kiedyś należał do niejakiego Stena Collina. Nie znacie? Ja też nie, ale gość najwyraźniej nosił fajne sikory w czasie gdy moja babcia na chleb mówiła bep. Jak przypuszczam, Sten był rodowitym Szwedem. Nie muszę pisać w tej sprawie do Omegi, dekiel mówi wszystko - z jednej strony imienny grawer i napisy po szwedzku, z drugiej wybity numer ref. 2400-3. I cóż że ze Szwecji? Omegi ref. 2400 znane są jako Suverän ("Suwerenny"). To referencja produkowana na rynek szwedzki (począwszy od okolic 1943), na zamówienie ówczesnego rządu. Sprzedaż tych zegarków wśród ludności cywilnej miała wesprzeć budżet państwa i była pomysłową alternatywą dla bonów skarbowych. Suveräny wychodziły w różnych wariantach tarcz, różniły się też napisami na deklu. Na większości widniał grawer OMEGA SUVERAN, rzadziej napisy po szwedzku - ANTIMAGNETISK – VATTENTÄT – STÖTSKYDDAD (Antymagnetyczny - Wodoodporny - Odporny na wstrząsy) jak w prezentowanym egzemplarzu. Choć spotykane w tej referencji tarcze dwutonowe są bardzo atrakcyjne, z kolekcjonerskiego punktu widzenia oryginalna czerń to prawdziwy rarytas. Trudno o autentyki w tym kolorze, jednocześnie zatrzęsienie mniej lub bardziej udanych malowanek znacznie utrudnia poszukiwania. Osobiście urzeka mnie również pomarańczowy kolor radowej lumy, cieszy jej przyzwoity stan zachowania i kompletne wypełnienie wskazówek typu "strzykawki". Kolejne atuty Suveräna, to rozmiar koperty i kultowy mechanizm. Zegarek ma 35mm średnicy i 42mm wysokości (lug to lug), co nawet na dzisiejsze standardy może być traktowane jako męski rozmiar (w najgorszym przypadku „uniseks”). Wewnątrz stalowej koperty znajduje się in-house'owy kaliber 30T2 z manualnym naciągiem i 44 godzinną rezerwą chodu (nadal trzyma tyle ile fabryka dała). Kolejna ciekawostka, to rodzaj wykończenia, czy raczej jego brak. Omega już około 1941 roku zaczęła stosować w niektórych 30-tkach tak zwane wykończenie de-luxe, czyli krycie mechanizmu miedzianą powłoką, które później stało się znakiem rozpoznawczym Omegi – jednak w moim egzemplarzu to nadal werk w wersji sauté – co paradoksalnie znów czyni go nieco rzadszym. Patrząc po numerze seryjnym werku, istnieją spore szanse, że pan Sten nosił go już na nadgarstku, gdy w Szwecji stacje radiowe relacjonowały przebieg z walk w Normandii (połowa 1944), a dotychczas neutralna ojczyzna Stena zezwoliła aliantom na korzystanie z ich baz wojskowych i lotnisk. Jest też całkowitym przypadkiem, że kupiłem ten zegarek akurat około rocznicy słynnego D-Day (6 czerwca minie dokładnie 76 lat od tego historycznego desantu). Póki co, to by było na tyle, jeżeli chodzi o Stena. Proszę postarajcie się z nim zaprzyjaźnić, bo zapewne będzie się tu pokazywał częściej, na różnych paskach
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.