Tak poważnie, to czasem mam nie zły kabaret z tymi Waszymi zegarkami. Najpierw zachwyt, pierdyliard zdjęć, jaki to strzał, wszyscy cmokają z uznania, wirtualnie klepią "szczęśliwego nabywcę" po plecach, a graty, a niech się nosi, a za chwilę cacko ląduje na bazarku lub allegro. Uwielbiam Was! Normalnie Kołaczkowska by tego nie wymyśliła. Tak, lakowała mnie mama, Twoja. Nawet IP zmieniła 2 razy żeby było więcej. Podziękuj jej z mojej strony.