Przepraszam cię, ale jak miałem odpisać na zdanie: "Ciekawe, czy policjanci tak odważnie strzelaliby do cywilów, gdyby rząd - wojskowo-komunistyczny - nie rozbroił wcześniej społeczeństwa.?"
Bo ja je rozumiem w ten sposób, że gdyby owi birmańscy cywile mieli prawo (lub możliwość) noszenia broni, to na pewno junta by do nich nie strzelała, a przynajmniej by się bała. To chciał Zeno napisać? Czy ty lub Zeno w to wierzycie? Ja nie, ale akurat to zdanie dla mnie jest idiotyczne. Tak na szybko przyszło mi do głowy kilka zdarzeń w takim państwie jak USA, gdzie, nota bene, nie ma strzelanin co kilka dni i ogólnie ludzie czują się bezpiecznie. Pierwsza to zamieszki w LA po pobiciu Rodneya Kinga w 1991 roku, gdzie zginęły 63 osoby, 2 tysiące doznało różnego rodzaju uszkodzeń ciała itp. (https://www.history.com/topics/1990s/the-los-angeles-riots). Kolejna to np. masakra w Ludlow w 1914 roku, gdzie strzelano do strajkujących lub wielki strajk kolejowy w 1877 roku, gdzie siły rządowe strzelały do protestujących. Przypominam że piszemy o państwie gdzie znakomita większość społeczeństwa posiada broń i żaden wojskowo-komunistyczny rząd nikogo nie rozbrajał. Moim zdaniem, nawet uzbrojone społeczeństwo nie wygra z siłami porządkowymi, bo owe siły zaczną wyciągać coraz to znaczniejsze środki widząc opór. To tylko kwestia zastosowania skali.
Widzisz, możemy się różnić w poglądach co do posiadania broni, ja rozumiem że ktoś lubi ją posiadać. W tym temacie już się wypowiedziałem. Ale jeśli ktoś prowokuje zaczepkę pisząc o Birmie w kontekście posiadania broni wśród obywateli, to jest to jakieś pomieszanie z poplątaniem.